Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O MNIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O MNIE. Pokaż wszystkie posty

30 czerwca 2017

Żywieniowa metamorfoza cz.17

18.05.2017

Dawno nie było konkretnego wpisu, ten który miałam przygotowany na Nowy Rok zginął podczas wstawiania i nie wiem co się stało, no cóż nie miałam kopi i nie dałabym rady tego wszystkiego odtworzyć.
Z tego co pamiętam to Andrzejki nie należały do udanych, zabawa co prawda przednia, ale jedzenie pozostawiało wiele do życzenia. Włączona na maksa klimatyzacja też odcisnęła swoje piętno i wróciłam do domu z zapaleniem krtani i zatok. Koszmar. Udało się jednak wykurować ziołami i koktajlami z cytryny i miodu ufff.

Jestem też po pierwszym w tym roku zlocie motocyklowym, który odbył się w majowy weekend.
I tu podobnie zabawa, organizacja na szóstkę, jedzenie też nie najgorsze, ale coś jednak musiało mi zaszkodzić, ponieważ w dniu wyjazdu dostałam takiej potwornej biegunki, że nie pamiętam żebym kiedykolwiek tyle razy zaliczyła toaletę w drodze do domu co tym razem.
To były najdłuższe 500 km.
Męczyłam się jeszcze ze wzdęciami ok. tygodnia po powrocie do domu.

Przez to wszystko znowu wróciły zaostrzone objawy pt.: przelewania, bulgotania, uczucie przepełnienia i napadowego głodu, nietolerancja na wszystkie warzywa i owoce, ciągłe wzdęcia, złe samopoczucie, katar i chyba depresja, już mi ręce opadają i brakuje pomysłów co dalej z tym robić.

Postanowiłam całkowicie wyeliminować na dwa, trzy dni wszystkie warzywa i owoce.
Posiłki mają być białkowo - tłuszczowe, z tym że tłuszczu nie za wiele.
Zobaczę jak to nie pomoże to już nie wiem co.
Potem chcę wprowadzić pojedynczo jakieś warzywa i zobaczyć jak zareagują moje jelita.
Na końcu oczywiście będą owoce.
Szczerze mówiąc to nie wiem jak dam radę ten plan zrealizować, bo jestem strasznym łasuchem zarówno na warzywa jak i na owoce.
Diety Dąbrowskiej sobie nie wyobrażam, koleżanka przez nią przechodzi i moim zdaniem to ona jest własnym cieniem, zero sił, energii i chęci, ciągle jej zimno i najlepiej cały czas by spała.

Zapomniałam dodać, że wspomagam się suplementami.




Probiotyk zażywam raz dziennie jedną kapsułkę na czczo lub jak zapomnę to na noc.
Enzymy trzy razy dziennie do głównych posiłków.
Natomiast cascara sagrada sporadycznie jedną na noc, jak przechodzę z postać zaparciową
i mam problemy z toaletą. Preparat ten wyjątkowo dobrze na mnie działa.
Załatwiam się po nim normalnie i nie mam skrętów czy bólu kiszek.


****

23.05.2017

W/w suplementy na dłuższą metę do codziennego użytkowania w moim przypadku nie zdały egzaminu. Enzymów nie mogę brać, ponieważ mam po nich wzdęcia i mocno napięty brzuch, podobnie jest po probiotykach. Zdecydowanie lepiej działają na mnie probiotyki jak je łykam na noc. Także zarówno enzymy jak i probiotyki wciąż są w fazie testów, a tabletki na regulację wypróżnień nadal biorę sporadycznie, jak jest taka potrzeba.

I jak zwykle wróciłam do punktu wyjścia, a tak się już cieszyłam, że w końcu coś znalazłam na złagodzenie objawów. No cóż, szukam dalej ...
Planuję jeszcze wizytę u lekarza i namówienie go do skierowania mnie na badania do szpitala chorób tropikalnych, może tam znajdą co za cholera we mnie siedzi???


****

29,05,2017

Tak jak pisałam wyżej, probiotyk i enzym + probiotyk biorę po jednej kapsułce na noc i czuję się super, na razie. Częściej miewam płaski brzuch i wypróżniam się co rano. Zobaczymy jak długo utrzyma się taki stan. Zaczęłam przez to jeść więcej owoców np. borówki amerykańskie, ananasa i morele, ale jeszcze nie mogę przesadzać, jak zjem za dużo to mam wzdęcia.
Poznałam też pewną panią, która rozprowadza podobno naturale lecznicze dżemiki pod nazwą "FLAVON". Jest ich kilka rodzai, mają za zadanie odżywić wycieńczony organizm. Do tego zamówiłam terapię bakteriami i aminokwasami egzogennymi. Jestem sceptycznie do tego nastawiona, chociaż pani wydała mi się kompetentna i posiadająca dużą wiedzę na temat dysbiozy jelit. Miesięczna kuracja Flavonem, bakteriami i aminokwasami będzie kosztowała mnie 800 zł. Mam nadzieję, że zadziała w takim stopniu, że poczuję różnicę i będę chciała ją kontynuować.
Pochwalę się w następnym wpisie.


****

03.06.2017

W okolicach lewego oka w zewnętrznym kąciku notorycznie pojawia się dziwny liszaj, potrafi bardzo dokuczać, swędzi i boli jednocześnie. Nie wiem co powoduje jego pojawianie się i znikanie, chociaż ostatnio bardziej jest niż nie jest. Myślałam że to nabiał /czyli u mnie to głównie lody/, ale odstawiłam całkowicie i nic. Następnie myślałam że to może skrobia, której i tak nie jem poza okazjonalnie ziemniakami, ale efektów brak. Pomyślałam może to jajka? Tak bardzo się wzbraniałam przed ich odstawieniem, głównie z braku pomysłów co będę jadła na śniadanie, ale chyba i to nie ten trop. Zobaczę, jeszcze chwilę się pomęczę, do wyjazdu. Przede mną dwa tygodnie na motocyklu, spanie w namiocie z przerwami na noclegi w hotelu, jak przeżyją to moje jelita?
Jestem dość dobrze zaopatrzona w słoikowe dania, to na polu namiotowym dam radę, ale poza? Już zaczynam się martwić. W zeszłym roku to najadłam się pizzy i odchorowałam to strasznie, mam nadzieję, że tym razem nie ulegnę pokusie ....
Gdzieś kiedyś wyczytałam o reakcjach krzyżowych na różne produkty. Zaintrygowało mnie tam stwierdzenie, że jak się ma uczulenie na kazeinę z mleka to nie powinno spożywać się wołowiny. Sama nie wiem co o tym myśleć i czy to może być prawdą? Fakt jest taki, że na wołowinę mam długie zęby, Jem ją dość rzadko, ale czy ja po niej mam jakieś sensacje? Będę musiała się przyjrzeć.
Najbardziej lubię tatara, chociaż ostatnio coraz mniej, gulasz oraz zrazy, ale najwięcej z tego je mój mąż, ja tylko trochę poskubie, wolę drób.


****

30.06.2017

Jestem po urlopie.
Jazda motocyklem, spanie pod namiotem i w hotelu, jedzenie słoików i w barach, jak zniosły to moje jelita? O dziwo w tym roku udało się bez żadnych większych problemów. Raz tylko miałam dziwne jazdy, ale bez biegunki jak najadłam się ciasteczek paluszkopodobnych.
Wyjazd był super, szczególnie środkowa część kiedy przyjechaliśmy do prześlicznego miasteczka Piran w Słowenii. Zakochałam się w nim i w kalmarach z grilla z warzywami z grilla.
Bardzo chciałabym tam wrócić.
Po za jedzeniem piłam lokalne wino i piwo, bardzo mi smakowały oba trunki i też nic mi po nich nie było, cudownie spędziłam ten czas, mam nadzieję, że w przyszłym roku wyjazd uda się równie dobrze.

Co do reszty to bez zmian.
Do lekarza nadal się wybieram, tych dziwnych suplementów, o których pisałam wyżej jeszcze nie zaczęłam stosować, nie mogę się za to zabrać. Pewnie dlatego, że za dobrze się czuję, ostatnio rzadko miewam wzdęcia czy inne dolegliwości, ale muszę się pilnować, chociaż parę dni temu skusiłam się na suchą bułę, którą zjadłam w pośpiechu, żeby nikt nie widział i niestety miałam po niej migrenowe bóle głowy, ale sensacji jelitowych nie było. Dziwne prawda?

Na zakończenie postu kilka fotek przeuroczego Piranu.








;*

5 kwietnia 2017

Strefa komfortu / Strefa burzy



Jak wiecie borykam się od jakiegoś czasu z przelewaniem, bulgotaniem, mega wzdęciami,
skurczami itp. dolegliwościami.
Przez moją dociekliwość i szukanie przyczyny moich problemów znalazłam się w Gdańsku na badaniach w kierunku SIBO. Wyniki wyszły pozytywne, czyli mam rozrost w jelicie cienkim bakterii, które normalnie bytują w jelicie grubym. Z jednej strony ucieszyłam się, że w końcu jest jakiś trop, z drugiej strony wystraszyłam, bo jak ja sobie z tym poradzę?
Dzięki pani, która przeprowadzała badanie trafiłam do gastroenterologa.
Pan okazał się bardzo miłym i wesołym człowiekiem.
Przeprowadził dość ogólny wywiad, po którym odczułam niedosyt.
Zbadał brzuch, osłuchał go. Powiedziałam gdzie mnie boli, powiedział, że to jelito, w którym jest mnóstwo gazów. Stwierdził, że jestem prostym przypadkiem i już dawno powinnam być wyleczona. No i obiecał znaleźć przyczynę sibo.
Zalecił zrobienie jeszcze dwóch badań WTO na laktozę i fruktozę.
Wyniki na dwa ostatnie cukry wyszły ujemne. Pan doktor stwierdził, że nie wie od czego u mnie zrobiło się SIBO, więc nie pozostaje mi nic innego jak przejść kurację z antybiotykiem i innymi suplami. Oczywiście ja na to się nie zgodziłam, nie będę brała antybiotyków na coś co pan nie wie skąd się bierze, a obiecał znaleźć przyczynę, pozostawię to bez komentarza. Tym bardziej, że przy ustalaniu dawki i długości zażywania antybiotyku sugerował się zawartością mojego portfela, a nie stenem moich jelit.
Nadal jestem w punkcie wyjścia, jedno co wiem na pewno to to, że nie mogę jeść węglowodanów w dużych ilościach, a o owocach powinnam zapomnieć.
Święta Wielkanocne za pasem a ja się wzmagam ze swoim brzuchem, przez co nie mam ochoty na nic.

W związku z tym postanowiłam stworzyć listę bezpiecznych i niebezpiecznych dla mnie posiłków, przekąsek, napoi, czyli tego wszystkiego po czym nie mam sensacji jelitowych, lub je mam.
Chcę dzięki tej liście ułatwić sobie codzienne przygotowywanie potraw.
A może przy okazji i ktoś z podobnymi dolegliwościami też skorzysta ???

Listę będę na bieżąco uaktualniać, także zapraszam do częstego zaglądania ;-)
Post ten znajdziecie w zakładce O MNIE.


Strefa komfortu

Zestawy:

1/. Udziec z indyka zawijany w boczek /klik/ + fasolka szparagowa, marchewka w kostkę, groszek /warzywa mrożone/ zrobione na maśle klarowanym pod przykryciem, posolone i oprószone przyprawą do sałatek firmy "Dary Natury".

2/. Wątróbka smażona z cebulką, ale tyko na śniadanie lub w porze obiadowej, nigdy nie na kolacje.

3/. Zestaw warzyw przygotowanych na maśle klarowanym: papryka czerwona, papryka zielona, szpinak, 1 ząbek czosnku.

4/. Pieczeń / klops z mięsa mielonego wieprzowego z ziołami i czosnkiem przygotowany w wolnowarze /klik/.

5/. Piersi z kurczaka z sosem bazyliowym /klik/.

6/. Udziec z indyka z wolnowaru, ale bez kalafiora /klik/.

7/. Rolada z boczku /klik/.

8/. Ryby wędzone w małych ilościach.

9/. Smażony pstrąg świeżo wyłowiony.

10/. Pulpeciki drobiowe w sosie warzywnym /klik/.

11/. O dziwo nie szkodzi mi własnej roboty sushi, oczywiście robię je od podstaw, a sos kupuje bg.

12/. Krewetki podsmażone na maśle klarowanym z czosnkiem i natką pietruszki.


Słodkości własnej roboty:

1/. Drożdżówka /klik/, ale tylko jeden kawałek, nie więcej bo umieram
2/. Niby sernik z mleka kokosowego w małych ilościach


Warzywa surowe:

1/. Pomidorki koktajlowe
2/. Ogórki
3/. Marchew
4/. Buraki
5/. Papryka
6/. Kalarepa
7/. Seler nać


Warzywa po obróbce termicznej:

1/. Marchew w małych ilościach
2/. Szpinak
3/. Kolorowa papryka
4/. Brokuł w małych ilościach
5/. Dynia w małych ilościach
6/. Pietruszka, seler w małych ilościach
7/. Kapusta biała w małych ilościach
8/. Cukinia
9/. Bakłażan w małych ilościach
10/. Fasolka szparagowa
11/. Groszek mrożony



Zioła świeże i suszone:

1/. Bazylia
2/. Kolendra
3/. Tymianek
4/. Oregano
5/. Majeranek
6/. Rozmaryn



Przekąski:

1/. Orzechy laskowe w małych ilościach
2/. Orzechy włoskie w małych ilościach


Napoje:

1/. Woda z cytryną zmiksowane w TM.
2/. Herbata ziołowa
3/. Kawa z ekspresu czarna 1 - 2 kubki dziennie



Dodatki:

1/. Chleb z kaszy gryczanej kiełkującej w bardzo małych ilościach
2/. Musztarda w małych ilościach



Alkohol tylko w małych ilościach:

1/. Wódka z wodą lub z dodatkiem soku z cytryny
2/. Whisky


Problematyczne, ze znakiem zapytania, nigdy nie jedzone solo:

1/. Mąka kokosowa
2/. Mleko kokosowe
3/. Mleko migdałowe
4/. Mąka migdałowa

Po tych produktach, które z reguły są wykorzystywane do wypieków mam wzdęcia, ale tylko jak skuszę się na więcej niż jeden kawałek, być może jest to efekt zjedzonego ekstra cukru, a nie samego mleka czy zmielonych orzechów. W każdym razie wszelkie orzechy zmielone i przerobione nie są wskazane w większych ilościach.


;*


Strefa burzy

W tej części będę opisywać swoje złe doznania, taka przestroga na zaś czego nie robić nigdy więcej.

Czego nie mogę:

Oczywista oczywistość to wszelka żywność przetworzona np.: chipsy, paluszki, ciastka itp.
Gotowe napoje, soki itp.
Wędliny, kiełbasy, parówki itp. ze sklepu
Kiszonki
Ziemniaki gotowane
Dynia w dużych ilościach
Buraki gotowane
Brokuły gotowane w dużych ilościach
Kalafior gotowany
Marchew gotowana w dużych ilościach
Cebula i czosnek surowe
Zupy na wywarach z kości
Sałatka jarzynowa /ze względu na warzywa/, nawet z własnej roboty majonezem
Wszystkie wyroby glutenowe
Wszelkie skrobie
Zboża bezglutenowe
Nabiał
Owoce z wyjątkiem pieczonego banana
Owoce suszone w dużych ilościach /kilka rodzynek w cieście jest do przeżycia/
Mąki bezglutenowe skrobiowe


1/. Na śniadanie zjadłam jajecznicę na boczku ze szczypiorkiem i wszystko było ok. dopóki nie skusiłam się na zjedzenie po ok. 1,5 h kawałka ciasta z kawą. Poczułam jak brzuch mi rośnie, staje się twardy i boli z lewej strony pod żebrami. Ogólnie zachciało mi się spać i straciłam wszelkie siły, które miałam po zjedzeniu jajek. Nigdy więcej.

2/. Po zlocie motocyklowym i pilnowaniu się z jedzeniem miałam straszną biegunkę i tak naprawdę nie wiem od czego, nie był to mój pierwszy zlot, uczestniczymy w nich od ośmiu lat i taką przygodę przeżyłam po raz pierwszy, gdzie jedzenie naprawdę było ok.

2/. Koktajl z samych owoców - dla mnie to zabójstwo
3/. Więcej niż jedno małe jabłko dziennie
4/. Mango w każdej postaci
5/. Awokado /po pół jest wszystko ok, ale po całym mam burze w brzuchu/


;*

19 listopada 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.16

Andrzejki za mną.
Zabawa udana, ale jedzenie pozostawia wiele do życzenia.
Na start niby obiad.
Jak pisałam w poprzednim poście zamówiłam wersję bezglutenową i bez nabiałową.
Szczerze? Od kucharza spodziewałam się większej inwencji twórczej.
Zupa, a właściwie czysty wywar/bulion nie wiem z czego, może z kostki? z dodatkiem makaronu bezglutenowego, bleeeeee., posiorbałam trochę bo byłam głodna, ale nigdy więcej.
Na drugie danie dostałam lekko przesuszony kotlet schabowy z suchymi ziemniakami i dziwną surówką z czerwonej kapusty. Kapusta jeszcze jak cię mogę, ale reszta.... ziemniaków nie ruszyłam.
Oczywiście na stole stała patera z mięsem i rybą w galarecie, odrobina owoców i jakieś dziwne sałatki, których nikt nie ruszył, ja też. Praktycznie przez całą noc poza "obiadem" zjadłam tylko kawałek rolady z kurczaka w galarecie, szaszłyk drobiowy, który też był suchy i wypiłam dwa kubki barszczu, który moim zdaniem zrobiony był z kostki i koncentratu.
Oprócz tego nic więcej nie widziałam do jedzenia dla siebie.

Za to odrobina alkoholu, dobry DJ po części zrekompensowały jedzeniowe braki.
Szkoda tylko, że tak mocno podkręcili klimatyzację, tak dmuchało zimnym powietrzem na nasze stoliki, że po przyjściu z parkietu ubieraliśmy marynarki.
Przez to nabawiłam się zapalenia zatok i krtani, masakra ...

"Kolana pszczoły" z TM wypijane przez trzy dni przed snem postawiły mnie na nogi i uniknęłam antybiotyku, uffff....


****

Lubie słodkości, ale te w wersji "paleo" nie do końca do mnie przemawiają, nie żeby mi nie smakowały, ale to nie to co klasyczne glutenowe z bitą śmietaną itp...
Jedyne, które jestem w stanie zjeść ze smakiem to ciasta na kruchym cieście z owocami i ciastka.
Cała reszta na bazie warzyw czy suszonych owoców i lub z bananem nie są w moim guście.
Także przestałam się wysilać i kombinować z zamiennikami bezglutenowymi i zwyczajnie
jak chce mi się coś słodkiego to w zależności od pory dnia, albo robię sobie gryczanego naleśnika
i zjadam go z musem owocowym, albo do kawy dodaję łyżkę miodu i też się zaspokajam.
Samego miodu nie ruszę, nigdy nie byłam jego miłośniczką i chyba nie zostanę.


****

Widać owoce nie są dla mnie. Mam zamiar po Nowym Roku przejść na detoks cukrowy.
Jak sobie poradzę? Nie mam pojęcia, jestem dość słaba w realizacji postanowień, mam tylko nadzieję, że razem ze mną będzie całe mnóstwo innych ludzi i dzięki temu będzie mi łatwiej i jakoś dam radę, ostatecznie to tylko 21 dni bez węgli, cukru, fruktozy i innych im podobnych.


****

Świętach Bożego Narodzenia były bardzo spokojne, bez ekstra gości, więc mniej biegania kuchnia - pokój. Przeżyłam je bez glutenu już drugi rok, ale nie bez nabiału, a szkoda bo jak to u mnie bywa po nabiale mam zaparcia i dziwne plamy na buzi a czasem wypieki, które wyglądem przypominają trądzik różowaty. Nie przesadziłam z jego ilością, zjadłam tylko dwa kawałki ciasta z bitej śmietany i mascarpone. W moim przypadku to wystarczy.
Żeby sobie pomóc łyknęłam dwie tabletki na przeczyszczenie i odrobinę pomogły. Po świętach poszłam do apteki i zaopatrzyłam się w syrop z laktulozą, który poradziła mi pani farmaceutka.
Obiła mi się gdzieś o uszy ta nazwa, w internecie wyczytałam, że z laktulozą robi się badania wodorowe, napisałam na forum SIBO zapytanie o skuteczność tego specyfiku, dziewczyny od razu napisały mi, że to nie najlepszy sposób, ponieważ laktuloza wywołuje wzdęcia i różne inne dolegliwości gastryczne związane z drażliwym jelitem.
No i cały dzień czyli od zażycia syropu miałam obrzydliwe gazy, lekkie wzdęcie i śpiewający brzuch.
Poszłam spać z takimi efektami i o dziwo spokojnie spałam do rana.
Rano jak zwykle kawa i żadnego łał, zwykła wizyta w toalecie. No cóż obawiałam się, że będzie gorzej a tu takie miłe zaskoczenie. Zrobiłam sobie śniadanie i w trakcie jedzenia poczułam nasilający się ból u dołu brzucha, który zaczął promieniować na boki i odcinek krzyżowy pleców, nie należał do przyjemnych i wiedziałam do czego doprowadzi. Dziewczyna z forum SIBO pisała, że po zażyciu tego syropu myślała, że rozerwą się jej jelita. Strach zajrzał mi w oczy.


****

Moje zerwanie z nabiałem nie należy do łatwych, pomimo moich wszystkich dolegliwości jakie mam po jego zjedzeniu nadal po niego sięgam, a konkretnie po lody, ciasta z bitej śmietany i mascarpone, no i oczywiście mleczną czekoladę najlepiej z orzechami, chociaż po nią to sięgam najrzadziej.
Czy detoks cukrowy pomoże mi zerwać z nałogiem?
Mam cichą nadzieję, że tak, ale jak będzie faktycznie to się dopiero okaże ...


****

Minął Sylwester, mamy Nowy Rok, ciekawe czy będzie lepszy i bardziej łaskawy ???
Mam nadzieję, że tak.


****

Już prawie koniec stycznia 2017, więc prawie koniec detoksu.
Już prawie uregulowałam sobie jelita, a tu ciach, znowu wzdęcia, przelewania itp itd.
A co takiego zrobiłam nie tak?
Otóż rozpoczęłam detoks cukrowy, wszystko było ok., powolutku brzuch robił się płaski.
Wspomagałam się herbatkami ziołowymi, ograniczyłam kawę, zmuszałam się do picia wody, ale przede wszystkim wykluczyłam cały cukier!!!! To w moim przypadku było niezwykle trudne do wykonania. Ja lodożerca, uzależniona od słodkiego smaku postanowiłam z tego zrezygnować.
Sama w to nie wierzyłam, że dałam rade, aż do momentu kiedy pękłam.
Wyjście na zakupy, zapach kawy i popłynęłam, kupiłam sobie na dziale z żywnością bezglutenową rurki kukurydziane z kremem orzechowym. Może skład nie powala na kolana, ale glutenu nie było, za to był cukier, skrobia i odtłuszczone mleko w proszku. W domu skusiłam się jeszcze na dwa świąteczne pierniczki własnej roboty, na obiad zjadłam mięso w połączeniu z zapiekanymi ziemniakami iiiiii MASAKRA !!!!!!! Wzdęta jak w ósmym miesiącu ciąży, uczucie zalegającego kamienia, nazajutrz przelewanie, śpiewy i wzdęć ciąg dalszy, oczywiście o toalecie mogłam zapomnieć, nawet poranna kawa nie pomogła. No cóż zaczynam od nowa. Widać mam w sobie całe mnóstwo niechcianych bakterii, które żyją dzięki cukrowi i bardzo się ucieszyły jak im taką ucztę zaserwowałam. Nie wiem tylko czy sama dieta pozbawiona cukru da sobie radę z niechcianymi lokatorami.


;*

Żywieniowa metamorfoza cz.15


Witam ponownie i zapraszam do kolejnej lektury na temat mojego odżywiania i samopoczucia.
Może nie jest najciekawsza, ale liczę na to, że może jest ktoś kto ma podobne dolegliwości jak ja
i chętnie skorzysta z moich doświadczeń.


****

Ostatnio znowu sobie pofolgowałam, z okazji urodzin od mojej rodziny (która wie, że nie mogę czekoladek) dostałam właśnie dużo tych cudownych słodkości, którym zresztą nie mogłam się oprzeć. Najadłam się do bólu, dosłownie i w przenośni, brzuch jak balon, zero wizyt w toalecie, pryszcze na twarzy..... bez komentarza.


****

Bardzo lubię zupy na wywarze z kości.
Wywar głównie robię z wiejskiej kury, odcinam udka, wycinam piersi, reszta do garnka,
dodaję ziele angielskie, liście laurowe i gotuję, potem tylko przelewam wywar przez sito do innego garnka, obieram mięso z kości, dodaję ulubione warzywa i tak powstaje zupa.
Niestety mam po nich wzdęcia i straszne uczucie ciężkości.
Muszę spróbować zup bez wywaru na maśle klarowanym lub oliwie z oliwek.
Nie wiem, mam nadzieję, że to nie jest problem z jedzeniem gotowanych warzyw, a jedynie z kłopotliwym trawieniem wywaru na kościach.

Fakt jest taki, że ugotowałam sobie zupę krem z buraków, zabieloną mlekiem kokosowym i co?
I nic, jestem uratowana, zupy na bazie samych warzyw z dodatkiem masła klarowanego dają radę.

Dużo gotuję w wolnowarze.
Uwielbiam wszelkie gulasze, zupy i pulpeciki.


****

Muszę nadal uważać na owoce, był taki moment, że mogłam sobie pozwolić na małe jabłko w ciągu dnia i nic mi po nim nie było, teraz niestety dolegliwości wróciły, uporczywe wzdęcia, gazy i te dziwne odgłosy wydobywające się z mojego brzucha, czasami jest mi wstyd jak jestem w miejscu publicznym a tam takie coś....


****

Życie z ZJD nie należy do łatwych i coraz częściej odnoszę wrażenie, że pilnowanie tego co zjem będzie mi towarzyszyło do końca życia ...


****

Muszę się pochwalić, mamy zarezerwowaną zabawę Andrzejkową, nie byłoby w tym nic dziwnego, ale ja po raz pierwszy odważyłam się zadzwonić do restauracji z pytaniem o przygotowanie dla mnie jadłospisu bez glutenu i nabiału. I jakie było moje zdziwienie na odpowiedz pana kierownika.
Oczywiście nie było żadnego problemu, musiałam tylko drogą elektroniczną, czyli emailem wysłać informację na kogo była zrobiona rezerwacja, oraz moje imię i nazwisko a przygotują dla mnie oddzielne posiłki ... Jestem bardzo ciekawa czy tak faktycznie będzie ...


****

Byliśmy również w restauracji meksykańskiej w Gdańsku.
Dostaliśmy od naszej córki w prezencie voucher, mogliśmy wybrać sobie prezent
ze specjalnej strony i padło właśnie na kolację we dwoje.
Podczas rezerwacji stolika rozmawiałam z panią i również miło mnie zaskoczyła proponując
potrawy na tzw zamianę.
Zdecydowałam się na tą kolację.
Zostaliśmy bardzo miło przyjęci, jedzonko pyszne, oczywiście moje było bez glutenu i nabiału.
Pani bardzo się starała żebym była zadowolona.
Super!!!! Zaskakuję się coraz bardziej, bo do tej pory, jak gdzieś wychodziliśmy
i pytałam o jadłospis bez glutenu i nabiału to patrzyli na mnie jak na kosmitkę.
Może po prostu chodziliśmy w złe miejsca?

Cudownie, że są takie miejsca.

A zapomniałabym o jeszcze jednym fajnym miejscu, gdzie również można poprosić o przygotowanie posiłku w wersji bezglutenowej. Mam tu na myśli zwykłą, podrzędną smażalnię ryb w Mechelinkach.
Byliśmy tam już po sezonie, pani poinformowała, że ze świeżych ryb mają tylko dorsza, ja zapytałam czy usmażą mi go bez mąki pszennej, ona na to, że nie koniecznie się da, ponieważ ryba się rozpadnie, ale może mi obtoczyć fileta w mące kukurydzianej.
Zgodziłam się, zjadłam, była pyszna....
Może mąka kukurydziana nie jest do końca najlepszym rozwiązaniem, ale od czasu do czasu .... myślę, że mi nie zaszkodzi, a zjedzenie tak świeżej ryby graniczy z cudem, a tam wiem, że nie kłamią i jak mówią, że jest świeża to znaczy, że faktycznie tak jest.


****

Wróciła obrzydliwa zgaga.
Myślałam, że już ją okiełznałam, a tu masz ... niespodzianka ....
Znowu zaczęłam pić ocet jabłkowy z wodą przed śniadaniem, na razie jest spokój, ale na jak długo?


****

Odnoszę wrażenie, że mam alergię na jajka, pisałam już wcześniej o moich problemach po zjedzeniu jajek w każdej postaci. Postanowiłam je na chwilę odstawić i zjeść w najmniej oczekiwanym momencie. Miałam taką okazję, byłam na imprezie, na stole pojawiła się klasyczna sałatka jarzynowa, skusiłam się na jedną łyżkę i jakie było moje zdziwienie jak po kilku minutach po spożyciu dopadł mnie wodnisty katar, zatkane zatoki i kaszel, a co za tym idzie również łzy. Po kolejnych kilku minutach wszystko mi przeszło, ale nie było to najprzyjemniejsze doświadczenie. Dlatego jajka znowu poszły w odstawkę.

Podobne reakcje mam po bananach, ciekawe dlaczego, co takiego jest w bananach co powoduje u mnie katar, kichanie i zatkany nos? Może to chemia .... ? Już długo ich nie jadłam właśnie z tego powodu, chciałam spróbować ... a tu znowu pech ... Trudno i je muszę odstawić.


****

Nauczyłam się robić naleśniki z mielonej kaszy gryczanej nie palonej z wodą.
Smażę je na smalcu i jem z musem owocowym lub w wersji wytrawnej.
Pierwsze, które zrobiłam kompletnie mi nie wyszły, ciasto zrobiłam zbyt płynne i podczas odwracania rozpadały się, ale były i tak super, bo bez jajek.
Wciągnęłam je błyskawicznie na słodko z musem z jabłek i mango oraz wytrawnie ze smażoną piersią z kurczaka i warzywami, nasyciły mnie na bardzo długo no i później nie czułam wilczego głodu ... mam tylko nadzieję, że i na nie się nie uczulę, bo się chyba załamię ...

Do miski wsypuję trzy czubate łyżki mąki z kaszy gryczanej, stopniowo dolewam wody i mieszam trzepaczką lub sprężynką, konsystencja jest trochę bardziej gęsta niż  klasycznych naleśników.
Trzeba wyczuć, zbyt płynne ciasto, naleśniki się rozpadną podczas próby przewrócenia na drugą stronę, natomiast zbyt gęste to wyjdą za grube. Tak źle, tak nie dobrze.
Płomień pod patelnią też trzeba wyczuć, jak jest za mały, naleśnik wysycha, pęka i klapa, nie ma jak obrócić. Za duży płomień, ciasto ścina się z zewnątrz, przy próbie obrócenia przykleja się do patelni i też jest problem. No i niestety musiałam się pogodzić z tym, że naleśniki są blade, nie mogę ich zbyt długo trzymać na patelni, bo wychodzą chipsy i nie ma możliwości zawinąć ich w rulon.
Po usmażeniu zawsze zakrywam je folią aluminiową żeby nie wyschły.

Jakkolwiek mi nie wyjdą to i tak je zjadam.
Ostatnio zauważyłam, że lepiej się smażą na suchej patelni, następnym razem wypróbuję.

;*

25 października 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.14

Jestem już po urodzinach.
Imprezę uważam za udaną zarówno pod względem jedzenia jak i samej zabawy.
Myślę, że goście wyszli zadowolenie i najedzeni.
Oto mój jadłospis, zdjęć niestety nie udało mi się zrobić :-(

Na ciepło:

1/ Krem z pieczonej dyni z prażonymi pestkami dyni i chipsami z boczku, zabielona mlekiem kokosowym.
2/ Zapiekanka z grillowanego bakłażana, cukinii, szpinaku, mięsa mielonego z dzika doprawionego jak na sos do makaronu, całość polana roztrzepanym jajkiem i posypana posiekaną natką pietruszki.
3/ Żeberka w sosie słodko ostrym, słodycz pochodziła ze śliwkowych powideł.
4/ Gulasz na lekko ostro z dzika ugotowany w wolnowarze, zabielony mlekiem kokosowym.

Na zimno:

1/ Smalec ze skwarkami z wędzonego boczku z cebulką i majerankiem.
2/ Metka z boczku świeżego i wędzonego z czosnkiem.
3/ Masło klarowane z czosnkiem i majerankiem.
4/ Śledź w śmietanie.
5/ Sałatka jarzynowa z majonezem własnej roboty.
6/ Sałata z rukoli, pomidorków i łososia wędzonego polana oliwą z oliwek, doprawiona solą i pieprzem.
7/ Sałata z sałat różnych z mango, awokado, granatem, ostrą czerwoną papryczką, polana oliwą z oliwek, doprawiona solą i pieprzem i posypana posiekana natką kolendry.
8/ Tatar z ogórkiem kiszonym własnej roboty i cebulką.
9/ Dorsz w sosie pomidorowym.
10/ Schab pieczony podany z chrzanem.
11/ Pasztet z mięs mieszanych upieczony z żurawiną.
12/ Galaretki z kurczaka podane z octem jabłkowym.

Dodatki:

1/ Chleb z ziemniaków i mąki gryczanej.
2/ Bułki pszenne własnej roboty.
3/ Chleb pszenno - żytni własnej roboty.

Deser:

1/ Ciasto z pieczonej dyni z cynamonem.
2/ Kawa, herbata.


3 października 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.13

Już chciałam przestać pisać, ale sprawia mi to taką przyjemność, że postanowiłam kontynuować,
tym bardziej, że przeżyłam już zlot motocyklowy, a bardziej dokładnie to zakończenie sezonu,
a do przeżycia mam jeszcze kilka imprez no i oczywiście święta.

Więc opisu jak dogaduję się z jelitami ciąg dalszy, zapraszam;-)


****

Ostatni wyjazd w tym roku za mną. Jest to oczywiście zakończenie sezonu motocyklowego.
Tak jak wyjazd w góry mogę uznać za udany, to zakończenie sezonu już nie koniecznie,
mam tu na myśli moje jelita a nie stricte samą imprezę.

Największym problemem jest to, że na takich wyjazdach nie mam opcji przygotowania sobie we własnym zakresie żadnego posiłku poza czymś na zimno, zabranie jakiegokolwiek mięsa też nie wchodzi w grę, ponieważ nie każdy pokój wyposażony jest w lodówkę.
Pokoje hotelowe, które są do dyspozycji gości nie mają kuchenek gazowych, a wzięcie swojej i zapakowanie jej do motocykla jest dość skomplikowane, nie nie możliwe, ale trudne.
Po za tym hotele mają zabezpieczenia przeciw pożarowe i bałabym się cokolwiek gotować.

W cenie pobytu były śniadania w formie stołu szwedzkiego i kolacje.
Na śniadania jadałam głównie jajka z warzywami a ostatniego dnia wędlinę i pasztet z warzywami.
Co jadłam na kolację: golonkę z indyka w warzywami oraz kotlet schabowy zrobiony
dla mnie bez panierki na patelni grillowej z kiszoną kapustą.
Zimnych zakąsek praktycznie nie jadłam poza surowymi warzywami w postaci sałat.
W między czasie obiady jadaliśmy na mieście. 
Co jadłam na obiad: pstrąg w foli z warzywami, grillowane mięso
oraz polędwiczki wieprzowe z surówką.

Może nie miałam zbytnio wzdętego brzucha, ale komfortu też nie było.
Dość ciężkie było to jedzenie i wielokrotnie czułam dyskomfort w brzuchu w postaci gazów, 
uczucia pełności a nawet bólu. Barowo - hotelowe jedzenie zdecydowanie mi nie służy.

Na szczęście zlot trwał tylko trzy dni i wreszcie moje jelita mogły odpocząć,
pierwsze co ugotowałam po powrocie do domu to zupa, lekka z samych warzyw na bulionie.


Zupa z dyni i cukinii:





Składniki:

340 g włoszczyzny /u mnie starta na drobnych oczkach bez pora, mrożona/
300 g dyni pokrojonej w kostkę /u mnie mrożona/
350 g cukinii pokrojonej w kostkę
900 ml bulionu /u mnie z dzika/
ok. 600 ml wody /do uzupełnienia/
sok z kiszonych ogórków
2 listki laurowe /opcjonalne*/
8 ziaren ziela angielskiego /opcjonalnie*/


14 września 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.12

Jestem po weselu i po wypadzie w góry.

Jeśli chodzi o wesele to głównie bazowałam na wiejskim stole,
którego zawartość przygotował brat panny młodej,
no i oczywiście pojawił się tatar, którego nie mogłam sobie odmówić.
Na następny dzień, czyli poprawiny, na śniadanie zjadłam jajko na twardo, trochę jajecznicy
do tego pomidorek i świeży ogórek.
Później zajadałam się winogronami i zawartością wiejskiego stołu.
Winogrona nie były dobrym pomysłem, brzuch rósł mi po nich z prędkością światła.

Jeśli chodzi o wyjazd to już trochę więcej mam do napisania.
Krótka ściąga tego co zabrałam na wyjazd, w tym miejscu muszę dodać,
że tam gdzie jedziemy jest wyżywienie, ale ja mimo wszystko wzięłam ze sobą
kilka niezbędnych rzeczy, które wykorzystałam podczas pobytu.


29 sierpnia 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.11

Miałam w planach wydać wszystkie owoce jakie miałam w domu łącznie z bananami
i też tak zrobiłam wydałam, żeby nie kusiły, ale po czasie kupiłam kilka jabłek.
Dlaczego? To wyjaśniam w dalszej części postu.

Zauważyłam, że dwa dni z kaszanką w roli głównej na śniadanie nawet mi służy 
i nie mam po niej sensacji, każdy kolejny dzień nie jest już taki fajny.

Najgorsze jest łaknienie na słodycze, jak jestem na mieście i tak mnie najdzie, 
to nie wiem co robić, momentami jestem gotowa wejść do sklepu, 
kupić lody czy mleczną czekoladę i pochłonąć z prędkością światła, 
żeby przypadkiem nikt nie widział, to jest straszne, ale prawdziwe ... 
i czasami tak się zdarza ...

Ziemniaki w żadnej postaci mi nie służą.
Zauważyłam też, że pomidory, nawet te z eko upraw nie są dla mnie przyjazne.
Z psiankowatych najbardziej toleruję czerwoną paprykę, ale też nie w nadmiarze, 
jak skroję pół tej podłużnej odmiany do surówki i zjem ją na dwa razy w ciągu dnia to jest ok.
Natomiast jak dodam całą lub więcej do mięsa i upiekę to już mnie wzdyma.

22 sierpnia 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.10

Jak na razie brak zmian, musiałam zrobić sobie przerwę, kolejną, bo myślałam, że zwariuję od tych wszystkich informacji. Intuicja nie do końca jest ok. zdarza się jej sprowadzić mnie na manowce i zjem coś nie dozwolonego, za dużo, o niewłaściwej porze dnia, a może w nieodpowiedniej kolejności?... Brrrrr ...  Chcę NORMALNOŚCI !!!
Nadal mam wzdęcia i to nieraz bolesne ....
Jestem na diecie PALEO, dlaczego nie mogę żyć bez tych wszystkich dolegliwości? A miało być tak fajnie ...
Pewnie, jak opisuje to Grzegorz, nie każdemu służy dieta paleo, a wręcz może zaostrzyć już istniejące symptomy chorobowe.

Najgorsze jest to, że bardzo źle reaguję na zupy, mam straszne wzdęcia, już brak mi pomysłów na to jak je ugotować i jakie warzywa mogę ze sobą łączyć.

Czasami jest tak, że po zjedzeniu chce mi się strasznie spać i jak mogę się temu poddać to się kładę i faktycznie zasypiam, budzę się średnio po godzinie do dwóch, ale mój sen jest dość płytki, słyszę większość tego co dzieje się w domu.

Często popadam w stany depresyjne, szczególnie w weekendy, jak mam problemy z jelitami, nie mogę wyjść z domu i uczestniczyć w spotkaniach ze znajomymi.
Zaczynam zazdrościć ludziom, którzy mogą bez karnie jeść w knajpach i delektować się jedzeniem .... w tedy złoszczę się sama na siebie i mój stan pogarsza się jeszcze bardziej.

Zakupiłam kolejną książkę pt. "Dieta Dobrych Produktów" autorstwa Ewy Bednarczyk Witoszek.
Czytam, czytam ....

Konsultuję się też z dietetyczką, z którą piszę przez facebooka.
Pomaga mi wdrożyć dietę FOODMAP w życie, po cichu liczę na poprawę.
Jestem jej wdzięczna za to, że zechciała mi pomóc i to zupełnie bezinteresownie.
Nie wiem czy mogę podać jej imię i nazwisko. Jak się zgodzi to na pewno to zrobię i zaktualizuję post.
Według pani dietetyk muszę definitywnie odstawić wszystko z listy zabronionych.
Do nich zalicza się między innymi mleko kokosowe i oczywiście wiórki.
Faktycznie zauważyłam gorszą reakcję na wyroby z wiórków czy z użyciem większej ilości mleka, ale nie wpadłabym na to, że kokos może mieć wysoki foodmap.
No ale tak na zdrowy rozum, ludzie z paleolitu nie mieli wiórków kokosowych, nie wspominając już o mleku, a jedynymi słodyczami i to bardzo małych ilościach to były owoce i miód.

Pożegnałam się też z cebulą, czosnkiem, porą i grzybami i każdej postaci.
Czekam na kolejne instrukcje.

W planach mam jeszcze zrobić badania na krzywą cukrową i insulinową.

10 sierpnia 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.9

No cóż walki ciąg dalszy.
Mam wyniki:

TSH    1,1676 µIU/ml   /   0,35 - 4,94

FT3     2,47  pg/ml  /  1,71 - 3,71

FT4    0,86 ng/dl   /  0,70 - 1,48

anty-TPO  < 3  IU/ml   /  0,00 - 5,61

anty-TG   < 3   IU/ml   /  0,00 - 4,11


Mam też wyniki USG tarczycy:

Tarczyca w typowej lokalizacji, o prawidłowej dwupłatowej budowie, o wymiarach:
- płat prawy: o wym. 50x17x13 mm, V ok. 5,47 ml
- płat lewy: o wym. 46x15x15, V ok. 5,62 ml
Cieśń: grubość 3,5 mm
Tarczyca niepowiększona, o łącznej obj. płatów ok. 11,09 ml, o prawidłowej echogeniczności podstawowej i przepływie w CD/PD. Echostruktura miąższu tarczycy jednorodna, bez wydzielających się zmian ogniskowych.
Poniżej dolnego bieguna płata lewego tarczycy, w miejscu typowym dla chorób autoimmunologicznych widoczne pojedyncze owalne węzły chłonne o wym. ok. 8x2 mm oraz 8x3 mm najpewniej odczynowe. Nie uwidoczniono patologicznych węzłów chłonnych w obrębie szyi.

Wniosek: obraz ultrasonograficzny tarczycy prawidłowy. Pojedyncze węzły chłonne poniżej bieguna dolnego płata lewego wskazana obserwacja kliniczna i okresowa kontrola usg.


Immunoglobuliny klasy G (IgG):

8,95 g/l  norma: 7,00 - 16,00


Na badanie p/c p. czynnikowi wew. Castl'a i p. kom. okładzinowym żołądka APCA 
muszę poczekać ok. miesiąca.


Wizyta u endokrynologa jeszcze nie umówiona, boję się, że usłyszę to samo co u pierwszego, że skoro wszystko mieści się w normie to nic się nie dzieje.
A ja nadal czuję się jakby ktoś przepuścił mnie przez magiel.
Zero ochoty do robienia czegokolwiek, tak naprawdę to muszę się zmusić do wyjścia z domu, do ugotowania, do posprzątania, jak nie ja, to do mnie nie podobne.
Zawsze tryskałam energią, byłam prawie chodzącym ADHD a teraz?
Skoki nastroju od płaczu po śmiech, od totalnego zamulenia po odrobinę ochoty na zrobienie np. obiadu.
Kiedyś żebym była wyspana potrzebowałam 6 godzin snu, teraz nawet 8 to dla mnie za mało, wstaje tak zmęczona jakbym w nocy pracowała w polu.

Mam dość!!!!!!!
Wracam do intuicji, może ona mnie nie zawiedzie...
Wylałam herbatkę z piołunem brrrrr, wylałam kefir wodny - nie czułam po nim żadnej różnicy, a przerażała mnie znajdująca się w nim ilość cukru.

Postanowiłam zmusić się do wychodzenia z domu na początek na zwykłe spacery, 
może potem na coś więcej.
Już niedługo zaczynają się zajęcia zumby, którą bardzo lubię, zaczęłam na nią chodzić krótko przed wakacjami, teraz mam zamiar kontynuować.

Kiszę sama kapustę i ogórki, staram się przynajmniej raz dziennie do jakiegoś posiłku zjeść którąś z kiszonek dla uzupełnienia bakterii.

Zamówiłam też w internecie  NOW FOODS KELP 150mcg TARCZYCA NATURALNY JOD 
Spróbuję może mi pomoże a może zaszkodzi????
Jedno pozostało niezmienne, nadal jestem w punkcie wyjścia...

;*

8 sierpnia 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.8

Miałam taki fajny post, już wszystko prawie gotowe aby go opublikować a tu trach, wszystko się posypało.
Już czułam się tak dobrze, już myślałam, że wiem co mi szkodzi....
A przyszedł taki dzień, w którym dostałam biegunki, rozbolała mnie głowa, potem jeszcze jeden dzień, taki sam, znowu budzę się nie wyspana, znowu wzdęta, nie ciągnące się pasmo upadków.
Postanowiłam zrobić sobie kolejne badania tarczycowe, ogólne IgG, oraz badanie p/c p. czynnikowi wew. Castl'a i p. kom. okładzinowym żołądka APCA met. IIF.
Mam cichą nadzieję, że trochę mi rozjaśnią tą sytuacje.

A co było wcześniej?

Małymi kroczkami zaczęłam się wdrażać w dietę FODMAP.
Poszperałam w internecie, trochę pomógł mi tłumacz google, bo nie znam języka angielsiego i tak stworzyłam listę produktów dozwolonych i niedozwolonych.

Czego nie jem to chyba wszyscy tu zaglądający wiedzą, głównie są to:
- wszystkie zboża glutenowe
- zboża bezglutenowe ograniczyłam do kaszy gryczanej nie palonej, z której od czasu do czasu piekę chleb
- skrobia - ziemniaki, bataty, niedojrzałe banany
- strączki /oprócz fasoli szparagowej, ale bardzo rzadko/
- nabiał /sporadycznie odrobina lodów, ale już coraz rzadziej i mleczna czekolada/
- owoce /poza przejrzałymi bananami, sporadycznie jem borówki/
- warzywa: kalafior, buraki,

Co jem:
- wszystkie mięsa, które lubię - drób, wołowina, wieprzowina, dziczyzna
- sporadycznie ryby
- jajka
- jak na razie większość warzyw, głównie po obróbce termicznej
- kiszone ogórki i kiszoną kapustę

Tłuszcze:
- olej kokosowy rafinowany głównie do smażenia
- olej kokosowy tłoczony na zimno do duszenia, jedzenia na "surowo", płukania ust
- oliwa z oliwek jako zamiennik śmietany do zupy, podobnie też traktuję masło klarowane

Na początek zrezygnowałam z większości owoców. Zostawiłam banany, które dodaję do ciasta zamiast cukru, oraz robię z nich mus do omleta, ale coraz rzadziej, bo zauważyłam problemy z trawieniem.
Sporadycznie jem też borówki amerykańskie, ale w małych ilościach.

Po rezygnacji z reszty owoców od razu poczułam ulgę, nie chodzę tak wzdęta i ociężała.

Zdarza mi się podjadać rodzynki, ale tylko wtedy jak nie radzę sobie z łaknieniem na słodycze, noszę nawet kilka w torebce, tak awaryjnie jak idę na kawę, żeby lody nie kusiły.
Na razie daję radę, ale lekko nie jest ...

Mam problem z trawieniem tłustej wędzonej ryby, wydaje mi się, że nie jest to stricte wywołane samą rybą a dodatkami, nie bardzo się orientuję jak została przygotowana do wędzenia i jak wyglądało samo wędzenie, ponieważ jak sama uwędzę to nic mi nie jest.

Jest już lepiej z piciem magicznej herbatki, gorycz tak mi nie przeszkadza i czuję się po niej odrobinę lepiej.

Z przykrością muszę stwierdzić, że kawa również drażni moje jelita, ale ona pójdzie w odstawkę /jeżeli pójdzie/ jako ostatnia. Już tyle sobie odmówiłam, wciąż walczę, kawa to moja jedyna i ostatnia przyjemność, z nią nie będzie tak łatwo, już temat nie raz przerabiałam.
Jednak muszę zrezygnować z drugiej kawy, którą piję pomiędzy godziną 12.00 a 14.00, po niej czuję się fatalnie, wzdęcia, ciężkość, czuję, że mój organizm ma co robić żeby ja strawić.

Co do kefiru wodnego to mam mieszane uczucia, jest w nim tyle cukru ... i te rodzynki dodawane do smaku, bez nich w ogóle nie był by do picia, o owocach surowych mogę zapomnieć, wciąż też szukam odpowiedzi na moje wątpliwości czy aby na pewno są w nim bakterie?...
Pani, która sprzedała mi kryształki alg do robienia kefiru wodnego, zapewniła mnie drogą mailową, że tam są bakterie a cukier jest potrzebny algom do wzrostu, to wypijam 1 szklankę dziennie tego specyfiku.

Mogę też jeść gotowaną i surową kapustę, marchew, pietruszkę, selera, czerwoną paprykę, pomidory, ogórki, cukinię, ale jak ze wszystkim nie mogę przesadzić. Więcej nie kombinuję z warzywami.
Ostatnio nawet ugotowałam zupę z brokułem i po zjedzeniu małej miseczki nic mi nie było.

Piję też czarną kawę z ekspresu, ale nie za mocną, ponieważ któregoś razu jak wypiłam w kawiarni dużo mocniejszą kawę to myślałam, że zejdę z tego świata, dostałam strasznej niestrawności, wzdęcia, to był koszmar, na szczęście szybko przeszło, teraz na spotkaniu w kawiarni kupuję sobie zieloną herbatę i żeby było śmiesznie nie mogę jej wypić na raz więcej niż jedną filiżankę.

Zrezygnowałam ze smażenia na maśle klarowanym.
Solę, jak tylko można, po skończeniu gotowania. Nie dopuszczam do gotowania się potraw z solą.

Ostatnio zjadłam frytki z ziemniaków usmażone na smalcu i o dziwo czułam się po nich świetnie, żadnych reakcji...

Niestety trafiły mi się dwie imprezy w jednym tygodniu, to było zabójstwo dla moich jelit.
Jedna była u mnie a druga na wychodnym.
Jeśli chodzi o jedzenie to wszystko było ok. U siebie to wiedziałam co jem, bo sama gotowałam.
Na drugiej zaś był grill, poza tym gospodyni wie o mojej diecie, więc też miałam co jeść.
Ale myślę, że zgubiła mnie wódka, pomimo uważania na ilość na drugi dzień czułam się fatalnie.
Podejrzewam właśnie ją o te wszystkie sensacje jelitowe i ból głowy.

***

Lista produktów FODMAP, którą udało mi się stworzyć:

DOZWOLONE Z OGRANICZENIAMI:

Warzywa i rośliny strączkowe:

Lucerna
Pędy bambusa
Kiełki fasoli
Bok Choy / pak choi
Brokuły - 1/2 szklanki
Brukselka
Dynia piżmowa - 1/4 szklanki
Kapusta biała i czerwona do 1 filiżanki
Marchew
Maniok
Seler korzeń
Seler naciowy - mniej niż 5 cm trzonu
Liście cykorii
Cieciorka - 1/4 szklanki
Chilli - jeśli tolerowane
Szczypiorek
Ziarno / kukurydza - jeśli tolerowane i tylko w małych ilościach - 1/2 cob
Cukinia
Ogórek
Bakłażan
Koper włoski
Zielona fasolka
Zielony pieprz
Zielona papryka
Imbir
Jarmuż
Soczewica - w małych ilościach
Sałata masłowa
Sałata lodowa
Sałata radicchio
Czerwony koral sałata
Rukola
Oliwki
Pasternak
Groch
Ziemniaki
Dynia
Dynia konserwowa - 1/4 szklanki, 2,2 uncji
Rzodkiewka
Czerwona papryka
Szalotki / dymka (część zielona)
Wodorosty / nori
Boćwina
Dynia makaronowa
Szpinak młody
Suszone pomidory - 4 szt
Słodki ziemniak - 1/2 szklanki
Pomidory
Rzepa
Kasztany wodne

Owoce:

Banany
Jagody
karambola
Kantalupa
Żurawina
Smoczy owoc
Winogrona
Guawa, dojrzałe
Melony Galia
Kiwi
Cytryny, w tym sok
Limonki, w tym sok
Mandarynki
Pomarańcze
Marakuja
Papaja
Ananas
Malina
Rabarbar
Truskawki

Ryby i owoce morza:
Konserwy z tuńczyka

Świeże ryby:
Dorsz
Plamiak
Gładzica
Łosoś
Pstrąg
Tuńczyk

Owoce morza:
Krab
Homar
Małże
ostrygi
Krewetki

Inne:

Migdały - max 15
Brazylijskie orzechy
Gryka
Mąka gryczana
Kokos - mleko, śmietana, miąższ
Orzechy makadamia
Orzeszki ziemne
Pekan - max 15
Nasiona Chia
Mak
Nasiona dyni
Ziarenka sezamu
Ziarna słonecznika
Orzechy włoskie

Przyprawy, dipy, cukier, słodziki i inne:

aspartam
acesulfam K
Sos barbecue
Kapary w occie
Kapary, solone
Czekolada:
Ciemna czekolada
Czekolada mleczna - 3 kwadraty
Biała czekolada - 3 kwadraty
Chutney, 1 łyżka
Sos rybny
Czosnek w oleju
Złoty syrop
Glukoza
Dżem / galaretka, truskawki
Ketchup (USA) - 1 saszetka
syrop klonowy
Marmolada
Majonez /zabroniony sos z dodatkiem czosnku i cebuli/
Pasta miso
Musztarda
Sos z ostryg
Sos Pesto - mniej niż 1 łyżka
Masło orzechowe
Ryżowy syrop słodowy
Sacharyna
Pasta z krewetek
Sos sojowy
Stewia
Sos słodko-kwaśny
Cukier - zwany także sacharoza
Pasta z tamaryndowca
Sos pomidorowy (poza USA) - 2 saszetki, 13g
Vegemite

Octy:

Ocet jabłkowy, 2 łyżki
Ocet balsamiczny, 2 łyżki
ocet winny
Wasabi
Sos Worcestershire

Alkohol: działa drażniąco na jelita
Piwo, Gin, Whisky, Wino - ogranicza się do jednego drinka

Kawa:

Kawa espresso, regularne lub bezkofeinowa, czarna
Kawa espresso, regularne lub bezkofeinowa, maksymalnie 250ml + mleko bez laktozy
Kawa, regularne lub bezkofeinowa, czarna
Kawa, regularne lub bezkofeinowa, maksymalnie 250ml laktozy mleko
Pitna czekolada w proszku
Espresso, regularne, czarny
tylko soki owocowe, owoce i bezpieczne 125ml
Lemoniada - w małych ilościach
Słodu w proszku czekolada np Milo, Horlicks - 3 łyżeczki
odżywka białkowa
Mleko sojowe wykonane z białka sojowego
Sugar Free napoje gazowane / napoje bezalkoholowe / sodowo - takie jak colę dietetyczną, w małych ilościach, jak aspartam i acesulfam K może być drażniące
napoje gazowane "Sugar" / napoje bezalkoholowe / soda, że nie zawierają HFCS takich jak lemoniady, coli. Ograniczyć spożycie powodu tych napojów jest ogólnie niezdrowe i może powodować podrażnienia jelit

Herbata:

Czarna herbata słaba
Owocowe i ziołowe słabe
Zielona herbata
Herbata miętowa
Biała herbata
Woda

Nabiał i inne:

Margaryna

Mleko:
Mleko migdałowe
Mleko z konopi
Mleko bez laktozy
Mleko owsiane - 30 ml
Mleko ryżowe - 200 ml
Białko sojowe (unikać soi)
Ser szwajcarski
Tofu - osuszone i jędrne odmiany
Bita śmietana
Jogurt bez laktozy
Jajka

Zioła, przyprawy, oleje:

Zioła: bazylia, kolendra, liście curry, kozieradka, mięta, oregano, pietruszka, rozmaryn, estragon, tymianek.
Przyprawy: wszystkie przyprawy, czarny pieprz, kardamon, chili w proszku, cynamon, goździki, kminek, curry w proszku, nasiona kopru, nasiona gorczycy, gałka muszkatołowa, papryka, szafran, anyż gwiazdkowy, kurkuma
Oleje: Olej z awokado, olej rzepakowy, olej kokosowy, olej z oliwek, olej z orzeszków ziemnych, olej z otrębów ryżowych, olej sezamowy, olej słonecznikowy, olej roślinny

Proszek do pieczenia
proszek kakaowy
Kakao w proszku
Żelatyna
ghee
cukier puder
Smalec
Sól


ZABRONIONE:

Warzywa i rośliny strączkowe:

- czosnek
- cebula
- karczoch
- szparagi
- pieczona fasola
- burak
- czarna fasola
- bób
- kalafior
- seler
- fasola zwyczajna
- por
- grzyby
- groch w każdej postaci
- szalotki
- kapusta włoska

Owoce:

- jabłka
- morele
- awokado
- jeżyny
 -wiśnie
- porzeczki
- figi
- jagody goji
- grejpfruty
- mango
- nektarynki
- brzoskwinie
- gruszki
- persimmon
- ananas, suszony także
- śliwki
- granat
- suszone śliwki
- rodzynki sułtanki
- konserwy owoców jabłoni / sok gruszkowy
- arbuz

Mięso:

- chorizo
- kiełbaski
- przetworzone mięso - sprawdź składniki

Zboża, ziarna, pieczywo, ciastka, makarony, orzechy i ciasta: /nic z tych produktów nie jem/

- orzechy nerkowca
- pistacje

Przyprawy, dipy, cukier, słodziki i inne:

- agawa
- kawior dip
- fruktoza
- sos, jeśli zawiera cebulę
- syrop kukurydziany o dużej zawartości fruktozy (HFCS)
- hummus / humus
- dżem, mieszanych owoców jagodowych
- dżem truskawkowy, jeżeli zawiera HFCS
- sos Pesto
- pasta z pigwy
- przyprawy / warzyw marynowane
- kostki rosołowe
- cukier, darmowe słodycze zawierające poliole - zwykle kończy się olu lub izomaltu

słodziki:
- insulina
- izomalt
- maltitol
- mannitol
- sorbitol
- ksylitol
- pasty tahini
- tzatziki dip

Napoje i alkohol:

Piwo - jeśli picia więcej niż jedną butelkę
Woda kokosowa
Jabłka i maliny z 50-100% prawdziwego soku
Pomarańczowy z 25-50% prawdziwego soku
Herbaty owocowe i ziołowe z dodatkiem jabłka
Soki owocowe w dużych ilościach
Soki owocowe wykonane z jabłka, gruszki, mango
Sok pomarańczowy w ilości ponad 100ml
Rum
Napoje gazowane zawierające wysokiej zawartości fruktozy syrop kukurydziany (HFC)
Mleko sojowe wykonane z ziaren soi - powszechnie spotykane w USA
napoje sportowe

Herbata:
Czarna herbata z dodatkiem mleka sojowego
Herbata z koperku włoskiego, rumianku
Herbata ziołowa mocna
Wino - jeśli pije się więcej niż jeden kieliszek

Nabiał

;*

28 lipca 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.7

Już brak mi sił na walkę, czasami mam ochotę się poddać i uznać moje dolegliwości trawienne za coś normalnego i przyzwyczaić się, że inaczej/lepiej już nie będzie. ;-(
Ciągle wzmagam się z brakiem energii, po przebudzeniu się mam wrażenie, że w nocy przejechał po mnie walec i przez to w ogóle nie wypoczęłam. Poza tym jestem w ciągłym jedzeniu, od śniadania po kolację non stop coś miele w buzi, to jest jakiś koszmar, no i te lody, nadal nie mogę się pozbyć tego nałogu, ciągle wołam o pomoc, ale znikąd ratunku... Dodatkowo zaobserwowałam u siebie bóle stawów w dwóch palcach jednej ręki oraz ból stawu w stopie u dużego palucha, oraz już kilka lat cierpię na coraz to silniejszy ból karku, który promieniuje na lewy bark.

Na szczęście moja druga natura nie pozwala mi na poddanie się i usilnie naciska na dalszą walkę.
W związku z tym wróciłam do przeczytania jednej z pierwszych książek jakie zakupiłam a mianowicie "Niebezpieczne zboża groźny gluten" autorstwa pani Bożeny Przyjemskiej.
Jest niezmiernie ciekawą pozycją jaką do tej pory przeczytałam, aczkolwiek ja nie wzmagam się z przeciwciałami na gluten, ale mam bardzo podobne objawy. Według pani Przyjemskiej są to typowe objawy nietolerancji pokarmowej co może skutkować również reakcjami na produkty krzyżowe.
Zaopatrzyłam się też w drugą książkę pani Przyjemskiej "Z daleka od mleka", mam nadzieję z jej pomocą skutecznie zrazić się do produktów mlecznych.


Zaczęłam też nastawiać (20.07.2016) kefir wodny aby uzupełnić bakterie jelitowe.
Tutaj znajdziecie dokładne informacje jak robić kefir wodny.
Jak na razie nie idzie mi najlepiej.
Na początku uparłam się, że 100 g rodzynek wystarczy aby zastąpić zwykły cukier do produkcji kefiru jak i dokarmiania samych alg, ale niestety bardzo szybko przekonałam się, że im taki rodzaj cukru nie wystarczy i zaczęły ginąć. Szybciutko poszperałam w internecie co można z tym zrobić i do następnego nastawu dosypałam cukier trzcinowy, ale i to nic nie pomogło, algi znikały w oczach.
Więc nie zastanawiając się długo zlałam co było, wybrałam wszystkie rodzynki, zrobiłam świeżą wodę ze zwykłym cukrem i sześcioma rodzynkami ...... Czekam co dalej ....
Obserwuję i obserwuję i wydaje mi się, że rosną... a może to tylko złudzenie?
Według przepisów znalezionych w internecie kefir powinien gazować, mój gazuje dopiero po powtórnym nastawieniu, a mianowicie po 48 godzinach zlewam go przez plastikowe sitko do plastikowej miski, przelewam do butelek i do każdej dodaję suszone owoce, zakrywam woreczkiem i dokładnie zakręcam wieczko, na drugi dzień mam napój gazowany.
Ostatnio wypiłam dwie szklanki tak przygotowanego napoju i na drugi dzień nie zdążyłam do toalety.
Nawet na trochę miałam prawie płaski brzuch, ale po zjedzeniu śniadania wszystko wróciło do stanu poprzedniego.

Po za tym zakupiłam sobie cztery gatunki ziół, które zmieszałam ze sobą i planuję pić wywar przed posiłkami.
A są to: czystek, dziurawiec, mięta pieprzowa i piołun. Tego ostatniego dałam najmniej, zwyczajnie jest tak gorzki, że boję się odruchów wymiotnych po jego wypiciu, może z czasem dosypię więcej.
Z piciem wywaru niestety nie idzie mi najlepiej, jak się zmuszę do wypicia jednej szklanki na dzień to jest sukces, jest ohydnie gorzki.

A i zapomniałabym, do każdej kawy wypijanej w domu dokładam łyżeczkę oleju kokosowego.
Z czasem mam zamiar zwiększyć dawkę do jednej łyżki, ale na razie musi tak zostać, ponieważ po większej ilości robi mi się niedobrze, boli mnie brzuch i tak na prawdę to nie wiem po czym bardziej, czy po kawie, czy po oleju kokosowym, czy obu na raz, a może to po prostu brak czegoś w żołądku co powinno się wytwarzać a się nie wytwarza.?

Wróciłam też do prostoty dań. Wydaje mi się, że ostatnio trochę przekombinowałam.
Czułam się całkiem nieźle jak robiłam sobie omleta z samych jajek bez dodatku jakiejkolwiek mąki.

Kiedyś też dodałam miód i banany jako słodzik i nic mi nie było, teraz jak zamieniłam go na cukier kokosowy i banany i dodam to tego jeszcze mąkę kasztanową, to mam wrażenie, że skacze mi po tym cukier, bo po zjedzeniu takiego posiłku od razu chce mi się spać.
Zauważyłam też, że po jabłkach w każdej postaci mam silną niestrawność, z resztą po większości owoców tak mam, ale z reguły jest tak jak przesadzę z ilością, a jabłko wystarczy, że zjem jedno i już brzuch mam jak balon, podobną reakcję zauważyłam po zjedzeniu brzoskwini - jednej.
Nie mogę też łączyć owoców z mięsem, reakcja podobna jak wyżej, zasypiam na stojąco, aż się boję co z tym moim cukrem się dzieje.
Moim wrogiem też jest cebula, surowej nigdy nie mogłam jeść, a teraz zauważyłam, że jak przegnę z ilością smażonej to brzuch mam jak balon i ciężko mi go wciągnąć.

Także na śniadanie do łaski wrócił klasyczny omlet z jajka i banana.
Gotowane na miękko i twardo jajka z dodatkiem pomidora, ogórka, awokado itp,
żadnych udziwnień.

***

Najważniejsze jest, że działam dalej i nie poddaje się !!!
Mam cichą nadzieję, że w końcu znajdę złoty środek ...

;*

4 lipca 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.6

Spotkanie z dietetyczką w końcu doszło do skutku, bardzo mnie ucieszyło zainteresowanie pani moją skromną osobą. Żałuję tylko, że nie miała dla mnie gotowej odpowiedzi jak poprawić moje zdrowie.
Postanowiła metodą prób i błędów sprawdzać co tak naprawdę wywołuje u mnie takie wzdęcia.
Jedną z przyczyn jakie podejrzewa pani Joanna są pestycydy zawarte w warzywach i owocach.
Poleciła mi na początek bardzo dokładne mycie warzyw i owoców w specjalnej miksturze.
Następnie kategorycznie kazała mi odstawić nabiał, czyli w moim przypadku kefiry i lody.
No właśnie lody..... moja zmora i mega przyjemność. Tylko jak to zrobić jak one tak dobrze smakują?
Pani Joanna obiecała wysłać mi na e-maila przepis na oczyszczenie organizmu z toksyn za pomocą diety z kaszy jaglanej, która miała trwać 4 dni i przepis na miksturę do mycia warzyw i owoców.
Z nie wiadomych dla mnie przyczyn nie odezwała się do mnie do dzisiaj.

***

Pomimo, że ciągle mam wątpliwości, postanowiłam pić kefir rano na czczo, dzięki temu wypróżniam się regularnie i tak mi z tym dobrze, że nie chcę przestać, co nie zmienia faktu, że nadal nie wiem czy dobrze robię.... W planach mam zakup grzybka tybetańskiego za radą pani dietetyk. Zobaczymy...

***

Parzę sobie herbatkę z czystka na zmianę z zieloną (również zalecenie pani Joanny), piję je pomiędzy posiłkami jak mnie bierze ochota na jakieś przekąski, ale nie zawsze to się sprawdza.
Próbowałam nawet upiec chleb z kaszy jaglanej, ale poza wizualnie ładnym wyglądem w smaku jest mało ciekawy, poza tym wyszedł z niego gniot, tylko na brzegach był w miarę suchy...

Gotuję nadal jaglankę na wodzie z rodzynkami, suszonymi śliwkami, płatkami kokosowymi oraz migdałowymi, nie mam po takim śniadaniu wzdęć a i syci mnie na dość długo, czasami dodaję do niej mleko kokosowe jak mam.




Problem jest tylko w tym, że ja nie lubię jeść słodkich śniadań co dziennie.
Od czasu do czasu robię również jaglankę z warzywami.
Najpierw moczę woreczek 100 g kaszy przez noc, następnie gotuję do miękkości w/g wskazówek na opakowaniu, studzę. Potem podduszam na oleju kokosowym warzywa takie jak: cukinia, papryka, cebula, czasami pieczarki, całość mieszam ze sobą i doprawiam przyprawą uniwersalną.
Bardzo smaczne i sycące, ale też mam wzdęcia, więc jem to raczej rzadko.
Reszta jadłospisu bez większych zmian, wszystko jest na blogu, nic nowego nie wymyśliłam.

Kasze i ryże niestety nie są łagodne dla mojego układu trawiennego.
Po zjedzeniu potrawki z kurczaka z ryżem zamiast mieć mnóstwo sił witalnych opadłam z sił, energia mnie opuściła i nie mogłam się pozbierać nawet po wypiciu kawy.
Także wnioskuję, że mój organizm potrzebuje dużo energii do strawienia ryżu i widocznie kaszy też.

***

Jestem także po prawie dwu tygodniowym urlopie, który spędziłam z mężem i znajomymi na dwóch zlotach motocyklowych. Zloty były we Włoszech i w Austrii.
Było cudownie, piękne górskie tereny, mnóstwo przejechanych kilometrów i wesołych wieczorów.
Z takim towarzystwem można jechać wszędzie....
Jedyną barierą były dla mnie posiłki na mieście, oczywiście dużo jedzenia zabrałam ze sobą, ponieważ zloty odbywają się na polach namiotowych, ale większość dnia byliśmy po za i trzeba było zjeść przynajmniej jeden posiłek dziennie na mieście.

Tak jak pisała jedna z blogerek, zjedzenie we Włoszech czegoś bezglutenowego graniczy z cudem i po części miała rację. W restauracjach królowały pizze, makarony, lazanie itp. Tak na prawdę ja nie miałam co jeść i przeze mnie musieliśmy się sporo nachodzić żeby znaleźć menu, z którego dało się coś wybrać.
Na szczęście, dla mnie oczywiście, byli z nami znajomi, którzy perfekcyjnie mówią po angielsku i dzięki nim mogłam coś z karty wybrać i w miarę bezpiecznie zjeść.
I tak jadłam: sałatę polaną oliwą i octem balsamicznym, dwa razy jadłam zupę minestrone, z czego tylko jedna była naprawdę dobra, znalazłam też w menu grillowaną pierś z kurczaka z grillowanymi warzywami i to danie było naprawdę syte.

Ale nie do końca było tak różowo, zrobiłam sobie odpust i trzy razy skusiłam się na pizzę, no być we Włoszech i nie zjeść pizzy???? Tym bardziej, że cała reszta towarzystwa jadła a mi ślinka ciekła...
W przeszłości byłam pizzożercą, chlebożercą, bułkożercą itd...
W ostatni dzień przed wyjazdem do Austrii już w ciągu dnia coś było nie tak, ale i tak postanowiłam dopchać się pizzą i wieczorem zjadłam aż dwa trójkąciki z takim smakiem, że aż oliwa ciekła mi po rękach, moje łakomstwo skończyło się nie fajnie. Na następny dzień jak zbliżała się godzina wyjazdu czułam się strasznie. Brzuch jak balon, dziwne dźwięki wydobywające się z jego wnętrza, miałam takie odczucia jakbym się zatruła. W czasie jazdy robiło mi się słabo, miałam nudności i gęsią skórkę. Koszmar, nie mogłam sobie z tym poradzić. Musieliśmy się zatrzymać na autostradzie, trzy motocykle przeze mnie, czułam się dodatkowo źle, ale nie miałam wyjścia...
Już nigdy więcej nie dam się ponieść emocjom, onieeeeee!!!!!
To dziwne uczucie zatrucia trzymało mnie jeszcze dwa dni. Nikomu nie życzę czegoś takiego.
Teraz powoli dochodzę do siebie.

13 czerwca 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.5

Odnoszę wrażenie, że gdy już jestem u celu zdarzy się coś co mnie cofnie.
Te wszystkie błędy, które popełniam bardzo mnie męczą i zamiast iść krok do przodu to cofam się o dwa do tyłu.
W związku z tym postanowiłam udać się na konsultacje do trenerki zdrowej diety, mam szczęście, że mieszka nie daleko ode mnie i może mi pomóc, przynajmniej mam taką nadzieję.

A tym czasem, zanim nastąpi konsultacja, muszę żyć dalej i starać się nie dopuścić do tych okropnych wzdęć.....

Będę kombinować i pić kefir tylko rano na czczo, potem kawa i śniadanie. Może to będzie jakieś rozwiązanie???
Pierwszy dzień za mną, po wypiciu kefiru (390 g) na czczo nastąpiło oczyszczenie organizmu.
Następnie wypiłam kawę a o 8.00 zjadłam śniadanie: zupa buraczkowa z jajkami.
Obiad: zupa klopsowa (klik)
Kolacja: ciasto z truskawkami, bananami polane domowym jogurtem. (ciasto zrobione na bazie babeczek).

***

Podczas tych wszystkich dni gdzie wzmagam się z samą sobą zaobserwowałam jedną myślę najważniejszą rzecz, coś czego nie robię a do tej pory robiłam, to nie podjadam między posiłkami,
no może czasami zdarzy mi się skubnąć dwie morele, czy jakiegoś orzecha, ale to wszystko.
Dziwna zależność, bo nie mam zachcianek (po za lodami - moja zmora, o której już pisałam wcześniej i je niestety jem prawie codziennie). Z tymi lodami to małe pocieszenie, ale ze mną to już tak jest, im bardziej sobie czegoś odmawiam, to tym bardziej mam na to ochotę, więc przestałam walczyć i łudzę się, że z czasem samo przejdzie.

Po za tym moje porcje są mniejsze, nawet jak sobie nałożę jedzenie na talerz i na wstępie założę, że tyle powinnam zjeść żeby wytrzymać 5-6 godzin, to i tak nie zjadam wszystkiego, nie mogę, jestem pełna a i tak wytrzymuję tyle czasu ile powinnam.

Na śniadanie mogę zjeść co tylko przyjdzie mi do głowy, czy raczej na co mam ochotę, raz jest to jaglanka z rodzynkami a raz zupa z jajkami.
Obiad musi być mięsny, koniecznie, no i bez dodatku warzyw się nie obejdzie.
A na kolację to też różnie, ostatnio zjadłam kawałek ciasto omleta z jogurtem, zapiłam kawą i byłam mega najedzona, a innym razem zjadłam resztę warzyw z obiadu i też było ok. lub po prostu jak nie jestem głodna to wypijam szklankę kompotu z kefirem albo bez.

Wzdęcia to tak jak pisałam wcześniej, zależy co i kiedy zjem, jak się pilnuję to nie mam problemów, a jak nie to niestety kara musi być.
Przede mną weekend pod tytułem wesele i tu dopiero będzie co robić żeby nie jeść całą noc.
Kiepsko to widzę, na pewno nie dam rady ;-(

***

No i jestem po weselu, mega udane, dawno się tak dobrze nie bawiłam.
Zabrałam ze sobą kefiry, jogurt i babeczki.
Pilnowałam się strasznie do momentu w którym przywieźli pierogi, wiem że brzmi to dziwnie, na weselu pierogi, ale tak faktycznie było, nasza rodzina jest bardzo pierogożerna, no i mądra już wcięta skusiłam się na te z mięsem i twarogiem, nie zjadłam ich zbyt dużo, ale były tak pyszne, że nie mogłam się im oprzeć. Oczywiście rano brzuch jak balon, głowa jeszcze większa a za chwilę poprawiny, zjadłam babeczkę z jogurtem, wypiłam kefir i kawę a i tak było słabo z wypróżnieniem, no po prostu masakra. Męczyłam się tak kilka godzin, na szczęście poprawiny były w terenie, więc ubiór był luźny i nikt nie widział mojego ogromnego brzucha. Znowu mnóstwo jedzenia, sama nie wiedziałam na co się zdecydować, ale najadłam się grillowanym mięsem z grillowanymi warzywami i surówką z sosem na bazie jogurtu, wypiłam dwie herbaty, trochę się przeszłam, łyknęłam dwie tabletki od bólu głowy i po czasie załatwiłam się dwa razy i w końcu mi ulżyło uffff.

***

Ogólnie to obserwuję poprawę, nawet waga drgnęła co nieco w dół, chociaż na tym akurat najmniej mi zależy.
Poranki (jak nie jem mięsa na kolację i nie kuszę się na nie dozwolone produkty) są bez wzdęć, nie macie nawet pojęcia jakie to przyjemne wstać rano i mieć płaski brzuch mmmmm, posiedzieć chwilę i iść do toalety, mieś energię do pracy pomimo nie wyspania, mieć ochotę sprzątać, prać i prasować, szkoda tylko, że tych poranków jest jeszcze tak mało.

;*

7 czerwca 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.4

Witam ponownie.
Nadal stosuję się do zasad żywieniowych zawartych w książce napisanej przez panią doktor Jadwigę Kempisy "Leczenie żywieniem".
Kombinuję jak mogę, nie zawsze mi się to udaję, ale suma summarum nie jest najgorzej.
Normują mi się wypróżnienia, wzdęcie jest coraz mniejsze, zdarza się, że jest większe, ale tylko w tedy kiedy nie trzymam się zasad i np. na kolację zjem kiełbaskę z grilla i wypiję piwo ;-(
Na szczęście takich sytuacji jest mało a więcej tych dobrych, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie zawsze dokonam dobrego wyboru, że czasami ochota na coś zakazanego okaże się być silniejsza.
Ostatecznie jestem tylko człowiekiem i będę popełniać błędy.

Śniadanie 6.00: jaglanka (ugotowana kasza jaglana pozostawiona z wodą) z płatkami migdałowymi, masłem, płatkami kokosowymi, rodzynkami, świeżymi malinami i jogurtem naturalnym.
Potem miałam zjeść dwa pulpety i popić kompotem, ale nie dałam rady tak się zapchałam.
Natomiast szybko dopadł mnie głód, tzn wcześniej niż przewiduje pani doktor ponieważ o 12.30.
I tak nie źle bo po prawie 6 godzinach.
O dziwo nie wypiłam kawy zaraz po przebudzeniu i o dziwo nie bolała mnie głowa czego najbardziej się obawiałam, ale za to cały czas ziewałam i byłam śnięta.
Skusiłam się na kawę na mieście w towarzystwie mojej zmory czyli lodów.
Praktycznie już w czasie jedzenia miałam wyrzuty sumienia, ale co mam zrobić jak nie mogę przejść obojętnie koło lodówki z lodami :-( Zjadłam tylko jedną gałkę bez wafelka.

Obiad 12.30: pieczone udo z kurczaka i miska zupy buraczkowej ugotowanej według zasad p. Kempisty czyli na samych warzywach. Zupę podgrzałam tylko do 70 st. C, dodałam masło i już na talerzu zabieliłam kefirem. Pycha, nie sądziłam, że zupa zrobiona na wodzie będzie tak smakować.
Oczywiście nie zjadłam wszystkiego, nie byłam wstanie.

Kolacja 19.00 i 20.00: właściwie to jadłam trochę za późno, ale nie byłam głodna, poza tym pojechałam na zakupy i nie miałam kiedy w związku z tym jadłam na raty, najpierw wzięłam kilka łyków kefiru a potem zjadłam 4 morele i po chwili dwa orzechy laskowe w surowej czekoladzie i dwie figi w surowej czekoladzie. Wydaje mi się, że po którymś ze słodkich przekąsek dopadło mnie wzdęcie, aż żałowałam, że je skubnęłam.

Ot i cały dzień za mną, jak zwykle stwierdzę, że mogłoby być lepiej, ale i tak się cieszę z osiągniętych kompromisów. Dzisiaj w sumie zjadłam tylko jeden mięsny posiłek, co w moim wykonaniu nie mieści się w głowie, ponieważ jestem niepoprawnym mięsożercą.

***

Kolejny dzień tym razem niedziela.
Jestem po imprezie a przede mną kolejna.
Wczorajsza udała się wyśmienicie, co prawda skusiłam się na mięso na kolację, ale wzdęć nie było.
Gospodyni baaaardzo się postarała żebym mogła u niej coś zjeść i jestem jej za to bardzo wdzięczna.

Za to na grillu było tyle pysznych mięs, że naprawdę miałam straszną walkę ze sobą żeby nie jeść i niestety przegrałam. Objadłam się tak, że nie mogłam się ruszać, oczywiście wzdęcia i inne dolegliwości trawienne dopadły mnie momentalnie i pomimo nie picia alkoholu a jedynie wody i kefiru nic się nie zmieniło. Poszłam taka wzdęta spać.

***

Poniedziałkowy poranek.
Wstałam o 6.00, koszmarne wzdęcie po niedzielnym grillu długo się utrzymywało, nawet kawa nie chciała pomóc.
Na szczęście poranne oczyszczenie organizmu doszło do skutku, więc poczułam się o niebo lepiej i mogłam zjeść śniadanie o prawidłowej porze.

Śniadanie 7.30: placki bananowe z sosem z malin, moreli i kefiru, mega pyszne i syte, nie dałam rady zjeść całości i resztę dokończyłam na kolację. (przepis na placki)

Nie obyło się bez loda i arbuza, potem obiad: krem z kalafiora na bazie rosołu z dodatkiem masła i jogurtu naturalnego.

Bez mięsny obiad dał o sobie znać późnym wieczorem czyli grubo po 19.00 a po kolacji już byłam, dopadła mnie okropna chęć na mięso (bo ja jestem niepoprawnym mięsożercą) i musiałam coś zjeść. Nic innego nie przyszło mi do głowy tylko pierś z kurczaka usmażona na oleju kokosowym i sałata z rukoli, awokado, pomidorków, kiełków i papryki, całość popiłam kefirem. Ulżyło mi jak to zjadłam, chociaż miałam mieszane uczucia jak to będzie w nocy. Generalnie tuż po zjedzeniu czułam pobolewanie w brzuchu, głównie po lewej stronie, które nasilało się w czasie i takie jakby rozpieranie, trudno mi to ubrać w słowa, ale do przyjemnych nie należało, odbicie też nie pomogło, chodzenie też nie, delikatne skakanie pogorszyło sprawę i ból z lewej strony nasilił się jeszcze bardziej aż do kłucia, dopiero po jakimś czasie samo przeszło, ale czułam się okropnie. Myślę że to wina surówki, polałam ją oliwą a pani Jadwiga pisze, że nie wolno surowych warzyw polewać oliwą bo taka sałata jest ciężko strawna. W tym miejscu przytoczę słowa napisane przez panią Jadwigę Kempisty: "Pamiętajcie - nigdy nie dodajemy do surówek oliwy, majonezu i innych połączeń warzywnych na bazie oliwy. Oliwa tworzy osłonkę, czyli "ubranko", w które się owijają surowe warzywa nie dopuszczając soków trawiennych. A przecież surówka ma być zjadana przed głównym posiłkiem w celu nie tylko dowozu wartości odżywczych, ale też obudzenia narządów wewnętrznych, szczególnie wątroby."

***

Kolejny dzień, po walce z bólami i wzdęciem zostało wspomnienie, chociaż i tak się zastanawiam co było tego przyczyną.
Poranek ok. na śniadanie zjadłam zupę buraczkową z trzema jajkami ugotowanymi na pół twardo, po chwili całość zapiłam kefirem i jakby mnie piorun trzasnął, znowu dopadł mnie ten okropny ból tylko tym razem czułam górną część brzucha, jakby skręcało mi jelita, to było straszne przeżycie, a ponieważ byłam na mieście i w towarzystwie, więc poszłyśmy na kawę a ja po drodze kupiłam sobie herbatkę na niestrawność i poprosiłam panią w kawiarni aby mi ją zaparzyła, nic nie pomogła. O dziwo dopiero poczułam ulgę po wypiciu kawy???? żołądek zaczął pracować, odbiło mi się kilka razy i w końcu puściło, ale brzuch i tak został spuchnięty. Czyżbym nie mogła pić kefiru po jedzeniu??? Bo gdy piję go przed lub w trakcie jedzenia takiego efektu nie ma.

Na obiad zjadłam ten sam zestaw co wczoraj na kolację czyli usmażona pierś z kurczaka i surówka, tylko tym razem nie wypiłam po jedzeniu kefiru. Chciałam się przekonać czy zareaguję podobnie.
W istocie nie było tego efektu co poprzedniego dnia, więc wina tkwi w piciu kefiru po białkowym posiłku.

No cóż przez te wszystkie sensacje na kolacje nic nie zjadłam, pomijając smakowanie koncentratu bulionu warzywnego i zupy klopsowej.

***

3 czerwca 2016

Żywieniowa metamorfoza cz.3

Kolejna relacja jak sobie radzę. Ogólnie jest różnie, cały czas eksperymentuję.
Według pani dr. Jadwigi Kempisty nie wolno stosować diety eliminacyjnej, ponieważ zubaża ona naszą codzienną dietę, co skutkuje niedoborami w organizmie.
Namawia do pica własnej roboty, nie ze sklepu, kefirów, jogurtów i kwaśnego mleka z mleka krowiego, koziego względnie sojowego. Uważa, że naniesienie odpowiednich bakterii na mleko krowie czy kozie eliminuje złe działanie cukru mlecznego czyli laktozy a białko czyli kazeina jest nam potrzebna. No ja mam trochę inne zdanie na temat kazeiny, ale tak jak już wspomniałam w poprzedniej części nie jestem lekarzem, więc nie mam prawa podważać słów pani doktor.
Robię jogurt czy raczej kefir bo taki rzadki płyn mi wychodzi z własnoręcznie zrobionego mleka kokosowego. Słabo mi to wychodzi, ale na chwilę obecną nie mogę się przekonać do robienia tych przetworów na bazie mleka zwierzęcego czy też sojowego.
Pani pisze, że krokiem milowym w odbudowie naszego układu trawiennego jest zasiedlenie go prawidłowymi bakteriami na całej jego długości.

Idąc dalej ścieżką pani doktor postanowiłam pobudzać rano ślinianki co za tym idzie też zakwasić żołądek. W książce jest napisane aby co dziennie rano wypić sok wyciśnięty w sokowirówce z trzech cytryn obranych tylko z żółtej części, szczerze napiszę, że sokowirówki nie posiadam, więc zmiksowałam cytryny w blenderze i nie mogłam tego przełknąć. Według pani Kempisty kwasowość i goryczka są nam potrzebne do prawidłowego pobudzania enzymów trawiennych.
Na pewno ma rację, ale nie jestem takim miłośnikiem soków aby na próbę kupić sprzęt za blisko 1600 zł tylko po to żeby stał i się kurzył jak stwierdzę, że i z niego sok będzie dla mnie nie do przełknięcia.

Na chwilę obecną po przebudzeniu podgrzewam wodę do takiej temperatury żeby spokojnie ją wypić i wlewam łyżkę octu jabłkowego. Nie wiem czy osiągam ten sam cel, ale z dwojga złego wolę ten napój. Po wypiciu mikstury chwilę czekam, tak ok. 20 minut i robię sobie kawę z ekspresu.
Po takim poranku toaleta murowana i chociaż na chwilę mam płaski brzuch.
Pewnie robię błąd, bo po zakwaszeniu żołądka octem mam zgoła inne ph niż po kawie, która daje ph zbliżone do 5.

Pani doktor namawia też do jedzenia płatków owsianych górskich (nie jem) i do jedzenia kasz wszelkiego gatunku. I tu znowu mam barierę, ponieważ nigdy nie byłam miłośnikiem kasz.
Nie mam alergii, uczuleń a jedynie niestrawność, przynajmniej tyle wychodzi z badań, więc nie pozostało mi nic innego jak spróbować się przełamać i przyrządzić coś z kaszą.
Pani doktor poprzez picie kwaśnego mleka, jogurtu, kefiru i jedzenie masła wiejskiego reguluje cały układ trawienny, pisząc że bez prawidłowej flory bakteryjnej nie możemy normalnie funkcjonować.

Namawiam do zakupienia książki, przeczytania i wyrobienia sobie własnego zdania.
Ja ze swej strony udostępniam linki do wywiadów z panią Kempisty.


Zdrowe jajko - Jadwiga Kempisty - 25.02.2013

Zdrowe masło - Jadwiga Kempisty - 25.02.2013

Zdrowe żywienie - mleko - Jadwiga Kempisty - 8.04.2013

Jadwiga Kempisty - odchudzanie i żywienie w otyłości

Energia słoneczna dla zdrowia - Jadwiga Kempisty - 1.07.2015

Dieta na dziś - Jadwiga Kempisty - 11.08.2014

Walka z Helicobacter pylori - Jadwiga Kempisty - 19.11.2013

Jadwiga Kempisty - wrzody żołądka, refluks

Wiosna, słońce, rośliny i ludzie - Jadwiga Kempisty - 15.04.2014

Stół Wielkanocny - lek. med. Jadwiga Kempisty - 29.03.2013

Katarzyna - pacjentka lek. med. Jadwigi Kempisty - 3.06.2013

Kwiaty, zioła, margaryna i skandal medyczny, część 1 - dr Jadwiga Kempisty

Kwiaty, zioła, margaryna i skandal medyczny, część 2 - dr Jadwiga Kempisty


***

Śniadanie według rad pani doktor:

Ugotowana kasza jaglana pozostawiona z wodą, wymieszana z masłem klarowanym, rodzynkami, płatkami migdałowymi i kokosowymi oraz z kefirem z mleka kokosowego.
Postanowiłam zużyć co mi zostało, więc na razie dojem kefir z mleka kokosowego, potem zrobię ze
zwykłego mleka, chociaż mam mieszane uczucia.
Po jaglance zjadłam dwa jajka ugotowane na miękko i wszystko zapiłam kompotem z różnych owoców, który gotował się kilka godzin i całość zmiksowałam co dało mi bardzo gęsty napój.
Byłam tak najedzona, że myślałam że zaraz pęknę. Tak napełniona pojechałam do pracy i może mi nie uwierzycie, ale nie byłam ani głodna ani spragniona do godziny 14.00 co zdumiało nawet mnie.
O 14.00 skusiłam się na porcję truskawek i sorbet z awokado, popiłam to kawą i to nie był dobry pomysł, ponieważ od razu mnie wzdęło i miałam wrażenie, że za chwilę coś mi się uleje.
Przynajmniej już wiem, że w porze obiadowej nie mogę jeść owoców.

O godzinie 15.00 zjadłam obiad:

Dwa pulpety ugotowane parze z warzywami z dodatkiem masła, całość zapiłam szklanką kefiru, na razie jeszcze kupnego.

Pani doktor karze pić 1 l. kefiru dziennie, nie wiem gdzie mam go wlać w takiej ilości, myślę że powoli jakoś to mi się uda.

Na kolację zrobiłam sobie pół na pół kefir z kompotem - 1 szklankę, nie miałam w ogóle apetytu, ale w książce jest napisane, że kolację trzeba zjeść więc ja grzecznie coś musiałam w siebie wcisnąć. A że kolacja musi być płynna to wybór był prosty.

Tak wyglądał mój jeden dzień, takie przykłady będę częściej przedstawiać.


***

Na chwilę obecną też kupiłam kefir ze sklepu, ale nie mam pewności czy bakterie w nim zawarte żyją i czy są mocne.

Pojawiły się też morele, więc kupuję i wcinam ile się da, robię też kefir z morelami i jak radzi p. Jadwiga połowę wypijam a drugą połowę wcieram w ciało jak balsam, potem oczywiście spłukuję, chociaż pani Jadwiga nic o tym nie pisze, ale nie wyobrażam sobie pozostawienia na skórze resztek skórki od moreli.

Nie jem też mięsa na kolacje, chociaż jest to dość trudne do wykonania jak się jest na gościnie.
Staram się też nie jeść po 19.00, ale i to jest nie raz niewykonalne.
Najgorsza do przetrwania jest dla mnie przerwa pomiędzy 8.00 a 13.00 gdzie nie wolno ani jeść ani pić, jest to czas dla serca. Ja do tej pory praktycznie jadłam non stop, buzia mi się nie zamykała, a teraz ta przerwa to dla mnie koszmar i im więcej o tym myślę to tym bardziej chce mi się jeść.

;*