28 lutego 2018

Przemiany ciąg dalszy /2 tydzień/

Pierwszy tydzień za mną, drugi właśnie się rozpoczął?
Jak pójdzie mi tym razem? Czy ulegnę cukrowi?
Planuję go odciąć całkowicie, żadnych ulg czy odstępstw, tylko czy dam radę?
I pytanie zasadnicze: czy ma to sens?

Dzień 1 /21.02.2018/

Pobudka godz. 5.00
- kawa
- woda z solą

I posiłek godz. 7.00
- 2 pałki z wiejskiej kury odgrzane na smalcu
- surówka z kapusty z marchewką i awokado odgrzana na smalcu
- pieczarki
- kubek wywaru

Porcja okazała się być za duża, zostawiłam pół pałki,
warzywa zjadłam wszystkie, za nie to dałabym się pokroić.
Nie wyobrażam sobie posiłków bez udziału warzyw,
chociaż swego czasu byłam na diecie Dukana i tam w pierwszym
etapie jadłam tylko białko, ale to trwało tydzień i to byłam wstanie przeżyć.

Na moje nieszczęście wczoraj przygotowałam za dużą porcję surówki.
Składniki bardziej z resztek znalezionych w lodówce czyli:
kapusta włoska, marchew, seler naciowy, seler korzeń, natka pietruszki,
oliwa, sól, pieprz, ocet jabłkowy, do tego zamiast majonezu
dodałam bardzo dojrzałe awokado.
Konsystencja gotowej surówki wyszła jak z majonezem,
ale następnego dnia, czyli dzisiaj bardzo ściemniała i wygląda nieapetycznie,
dlatego postanowiłam ją odgrzać na patelni z resztą składników na śniadanie.
Mnie ten kolor nie przeszkadza, ale wiem że mojemu mężowi to nie mam
po co jej dawać bo nie ruszy jak zobaczy.

Katar i ropna wydzielina w gardle nadal są, nie chcą mnie opuścić :-(
Zwykle trzyma mnie taki stan do ok. tygodnia, więc jeszcze trochę się pomęczę.

- kawa
- woda

II posiłek godz. 15.00
- w/w kapusta z gulaszem z serduszek drobiowych

Byłam też u okulisty, optometra u którego robiłam okulary, powiedział
że jest coś w moich oczach co mu się nie podoba, ale nie ma odpowiedniego
sprzętu do badania, więc polecił mi wizytę i profesjonalisty.
Chciałam umówić się na NFZ, ostatecznie płacę zus, ale dwa lata oczekiwania
skutecznie mnie zniechęciły, tym bardziej że w mojej głowie było zasiane
ziarenko niepokoju i jakoś dwa lata bym nie dała rady czekać.
Poszłam więc prywatnie, czekałam raptem dwa dni.
Na moje szczęście nic złego się nie dzieje, żadnych zmian chorobowych
w dnie oka pani doktor nie zauważyła, więc uspokojona poszłam spać.
Ale najpierw uczciłam brak choroby z moim mężem i wypiłam kieliszeczek
koniaczku oraz zagryzłam kilkoma plasterkami wędliny.

UFFFF!!!

Dzień 2 /22.02.18/

Pobudka 4.30
- kawa
- woda z solą

I posiłek godz. 6.00
- udko z kurczaka + warzywa na smalcu

- kawa
- woda

II posiłek godz. 12.00
- gulasz drobiowych serduszek z warzywami przygotowanymi na smalcu

- kawa z mlekiem migdałowym

Po długim czasie zdecydowałam się ponownie włączyć do jadłospisu
mleko migdałowe. Jest dużo droższe niż kokosowe, ale nie ma tak
wyrazistego smaku przez co nie jest wyczuwalne w potrawach.
Lubię od czasu do czasu coś zabielić i mi generalnie posmak kokosa
nie przeszkadza, ale za to mojemu mężowi bardzo i nie chce
jeść potraw z jego udziałem.
Zobaczę jak zareaguje na to mleko, może nie wyczuje
i będę mogła gotować dla nas jedną potrawę a nie dwie.

Cukrowe demony znowu mnie prześladują, chodzi za mną jakieś pyszne ciacho.
Nawet przewertowałam internet w poszukiwaniu czegoś fajnego bez jajek,
ale szybko zamknęłam stronę. Ciasto wyglądało na mega pyszne i niezbyt
skomplikowane w wykonaniu, ale w składzie były banany i daktyle.
Straszna bomba fruktozowa, muszę obyć się smakiem i czymś zająć myśli.
Tak bardzo chciałabym wytrzymać chociaż te 30 dni.
Warzyw sobie nie ograniczam, tłuszczu też nie, a cukier cały czas plącze mi się po głowie.

No cóż, ponieważ nie chcę ulec pokusom i rzucić się na słodycze,
postanowiłam zrobić sobie ekstra posiłek:

III posiłek godz. 15.00
- smażone ziemniaki na smalcu i wędzonej słoninie + 2 małe ogórki kiszone
mmmm smaki mojego dzieciństwa ... brakowało mi tylko zsiadłego mleka

Skoro mam ochotę na słodkie to uważam, że ewidentnie czegoś mi brakuje.
Jem dość tłusto, więc to chyba nie tu będę szukała braków, a właśnie
w węglowodanach, dzisiaj nie robiłam sobie marchewki jak zwykle
miałam inny zestaw warzyw i może tu tkwi problem.
Zobaczę czy po tej porcji węgli z tłuszczem będę się lepiej czuła
i czy przede wszystkim minie mi ochota na słodkie.
Jutro dzień zakupów, planuję zrobić zapas marchewki do codziennych
posiłków, za pewne są lepsze niż ziemniaki i ta ich ciężko strawna skrobia.
Pomyślę jeszcze o batacie, ma lżej strawną skrobię, chociaż nie jestem
ich miłośniczką, są trochę za słodkie do codziennego jedzenia.

Kurczę blade!!!!
Jak to jest? Nie jem słodyczy - ciągnie mnie jak diabli.
Zjem węgle to ssawka taka, że nie mogę odejść od lodówki.
WRRRRR brakuje mi już koncepcji.
Dużo nie brakowało a zjadłabym kotleta schabowego w panierce, które
smażyłam mężowi na obiad, dobrze że w lodówce mam tłusty pasztet
to się dopchałam i ochota minęła.
Sama nie wiem jak ja mam z tym moim organizmem postępować.

Wieczorem przegryzłam garść orzechów nerkowca.

Dzień 3 /23.02.18/

Pobudka 4.30
- kawa
- woda

I posiłek godz. 6.00
- kotlet mielony usmażony na smalcu
- marchewka, brukselka usmażone na wędzonej słoninie
- kubek wywaru

Dzisiaj wszystko szybciej, bo muszę jechać do przychodni ustawić
się w kolejkę żeby udało mi się zapisać do lekarza.
Chcę zrobić wyniki a jak dzwonię to moja pani doktor
zawsze ma już komplet.
To się robi chore, żeby jechać pod przychodnię zanim otworzą
i stać żeby być któryś tam w kolejce...
Jak za strych czasów, tylko wtedy stało się za czymś zupełnie innym.

II posiłek godz. 13.00
- dwie parówki z musztardą

wizyta u lekarza

- chipsy z wędzonego boczku

III posiłek ok. 20.00
- kolacja ze znajomymi:
- pół plastra karkówki w porach
- sałata z rukoli
- kilka plasterków salami


Dzień 4 /24.02.18/

Pobudka 7.00
- kawa

I posiłek godz. 8.00
- dwa pulpeciki z resztką sałaty z rukoli
- parówka z musztardą

- woda z solą

Dzisiaj będzie też szarlotka, ale taka uboga w składniki,
czyli z wysuszonych wytłoków migdałowych,
smalcu, słodkich jabłek i cynamonu.

Oto link do przepisu inspiracji /klik/

Przepis:
wysuszone wytłoki migdałowe po zrobieniu mleka, u mnie było ich 110 g,
ok. 100 - 110 g smalcu
szczypta soli
Z tego zagniotłam ciasto, nie było zbite i nawet nie starałam się aby powstała
z tego kulka a jedynie większe okruchy.
Konsystencja jeszcze nie kula a już nie okruszki.
Kwadratową sylikonową foremkę wykleiłam 2/3 powstałego ciasta,
1/3 część ciasta odłożyłam.
Ciasto podpiekłam ok. 15 min. w 170 st. C.
Do lekkiego zrumienienia.

W Thermomix zrobiłam mus jabłkowy.
Zużyłam do tego 5 mega słodkich jabłek,
po obraniu i pokrojeniu warzyły 0,5 kg.
Jabłka najpierw zmiksowałam na obr. 4-5.
Potem dodałam 1,5 łyżeczki cynamonu i 40 g smalcu.
Dusiłam 10 min. / 95 st. C / obr. 2.
Gotowy mus wyłożyłam na podpieczony spód,
na jabłka pokruszyłam resztę ciasta.
Piekłam ok. 25 minut, do zrumienienia.
Lukier zrobiłam z rozpuszczonego w kąpieli wodnej masła kokosowego.
Wierzch oprószyłam delikatnie cynamonem.
Ciasto wyszło bardzo delikatne, więc kroiłam dopiero po całkowitym
wystudzeniu i stężeniu.
W moim odczuciu w ogóle nie smakuje jak szarlotka.
Nie jest zła, ale .... pozostawia wiele do życzenia.
Przede wszystkim nie jest słodka :-(
Zjadłam mały kawałeczek i pewnie reszta jak zwykle wyląduje w koszu na śmieci.

II posiłek godz. 16.00
- kotlet mielony z warzywami na smalcu

- woda z solą
- kawa
- dwa ogórki korniszone
- reszta chipsów z boczku

Dzień 5 /25.02.18/

Pobudka 6.30
- kawa
- woda

I posiłek godz. 8.30
- warzywa: marchewka, cykoria, szpinak, cebula przygotowane na wędzonym
tłustym boczku z dodatkiem kiełbasy słoikowej

Dzisiaj mija tydzień jak zjadłam loda z bitą śmietaną i nadal
borykam się z zaparciami.
Jeździ mi po jelitach tak, że sama nie mogę tego słuchać a toaleta nie wzywa.
Fakt w dniu wizyty u lekarza coś małego było, ale to nie to co zwykle.
Brzuch jak balon, jelita pełne, czuję to, zresztą codziennie jem,
więc gdzieś to musi być.
Jak się tego pozbyć domowymi sposobami?
Nie działają na mnie czopki ani ziołowe tabletki na przeczyszczenie.

- kawa
- kawałek pasztetu
- woda
- 3 kabanosy

II posiłek godz. 16.30
- 3 pulpeciki z pieczarkami
- dwa ogórki kiszone

- herbata

Po tym porannym jedzeniu jakoś dziwnie szybko zgłodniałam.
A na domiar złego smażyłam zwykłe naleśniki na rodzinki.
Ten unoszący się zapach po prostu tak mamił, że z ogromnym trudem
ale udało mi się nie ulec.
Za to szybciutko zrobiłam sobie kawę i wciągnęłam dwa kawałki
tłustego pasztetu i jakoś chęć minęła.
UFFFF

Dzień 6 /26.02/18/

Pobudka 6.00
- kawa

I posiłek godz. 7.30
- plaster karkówki w porach
- kapusta pak choi zmiękczona w sosie

- kawa
- woda

II posiłek godz. 15.30
- 1/2 cukinii a'la makaron + sałata rzymska na smalcu
- gulasz drobiowy na ostro

Dzisiaj nic wielkiego się nie działo.
Jak jest zwykły dzień tygodnia to ja się bardzo cieszę,
ponieważ wychodzę z domu, załatwiam różne sprawy i mam zajęcie,
nie myślę ciągle o jedzeniu jak to się ma w weekend.
No może żeby tak tradycji stało się za dość i do czegoś się przyczepić
 to ćmi mnie dzisiaj głowa od samego rana.

Najważniejsze, że wezwała mnie w końcu toaleta z czego bardzo się cieszę.

- jabłko
- śledziki
- kilka kabanosów

Dzień 7/27.02.18/

Pobudka 4.00
- kawa
- woda

I posiłek godz.6.30
- cukinia ze szpinakiem na wędzonej słoninie i boczku
- gulasz drobiowy

Stała się rzecz straszna, po zjedzeniu tego posiłku moje serce oszalało.
Zaczęło walić jak po maratonie i dostałam arytmii.
Pojawił się kaszel, wydzielina z nosa.
Bałam się wyjść z domu.
Już kiedyś tak też mi zrobiło, myślę, że nie mogę łączyć dwóch białek.
W końcu po czasie wszystko się uspokoiło, ale co się najadłam strachu
to moje.

II posiłek godz. 16.00
- warzywa wcześniej ugotowane na parze, odgrzane na smalcu
- sos na bazie drobiowego mięsa
Po tym jedzeniu na szczęście nic mi nie było, uff.

Podsumowanie tygodnia:
Weszłam na wagę iiiiiii jest postęp - 1 kg mniej na wadze!!!!
Można? Można.


21 lutego 2018

Przemiany ciąg dalszy /1 tydzień/

Tak mi się spodobało opisanie na bieżąco tego co jem, że postanowiłam kontynuować.
Ciekawa jestem czy byście zgadli co sobie zafundowałam na ostatni dzień próby z dietą?
 A mianowice zafundowałam sobie trzy czekoladki z orzechami.
Nie napiszę, że jestem z siebie dumna, ale że nie mogłam się powstrzymać. 
Czekoladki zwyciężyły!!!

Wnioski jakie wysnułam po tych 30 stu dniach są następujące:
jestem bardzo uzależniona od słodyczy, co skutecznie mi przeszkadza,
nie mogę też na chwilę obecną przeginać z tłuszczem zjadanym na raz,
więc będę musiała rozkładać sobie posiłki na trzy, a nie tak to było do tej pory
na dwa, może mniejsze porcje mój organizm da radę ogarnąć i będę czuła się lepiej.
Może to też będzie sposób na słodkie zachcianki?

Dzień 1 /14.02.18/

Pobudka godz. 4.30
- czarna kawa

I posiłek godz. 6.30
- 2 plastry pasztetu z warzywami z patelni:
cukinia, marchew, kiełki, pieczarki, cebula, papryka czerwona, całość doprawiona przyprawą uniwersalna, dodatkowo na talerz położyłam dwa liście sałaty rzymskiej.

- kawa
- 1 l wody z solą

II posiłek godz. 14.30
- gulasz z udek kurczaka z warzywami z patelni /cukinia, marchewka, pieczarki, papryka czerwona/

- kawa
- woda, byłam zajęta i co chwile dolewałam, więc zgubiłam rachubę

III posiłek godz. 20.30
- sushi /rolka łososia z ryżem zapieczona z migdałami/
To taka odskocznia na walentynki.
Uwielbiam sushi, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że ryż nie jest dobrym
składnikiem diety. Nie jestem jego fanką i nie jadam go na co dzień
a właśnie tylko od święta i tylko w sushi.

Dzień 2 /15.02.18/

Pobudka 6.00

Dawno nie wstawałam tak późno /nie liczę imprezy/, dziwnie mi jakoś, ale nie mam
żadnych zadań na rano, więc uznałam, że nie mam potrzeby wstawać jak zwykle.

- czarna kawa
- woda z solą

I posiłek godz.8.00
- upiekłam dwa placki w piekarniku
 z banana, smalcu, mąki kokosowej, z odrobiną proszku do pieczenia i szczypty soli,
na wierzchu ułożyłam cząstki jabłka, ogólnie wyszły pyszne,
ale dałam radę zjeść tylko jeden, dlaczego? nie mam pojęcia,
pewnie takie syte były albo mój organizm znowu czegoś nie chce i tak to manifestuje.
Na szczęście nie dostałam po nim kataru czy kaszlu, więc mam nadzieję,
że zaprzyjaźnię się z tego rodzaju wypiekami,
oczywiście nie codziennie tylko od czasu do czasu.

Minęło 1,5 h od śniadania a ja właśnie zaliczam zjazd.
Może kolejna kawa postawi mnie na nogi i zmusi do pracy?
Muszę przeprowadzić cukrowy detoks, bo inaczej nic z tego nie będzie.

Moje kolejne postanowienie to RZUCAM CUKIER!!!
Zaopatrzyłam się w książkę Sarah Wilson "Rzucam Cukier".
Przeczytam i spróbuję wdrożyć zasady.
Jest to 8-tygodniowy program odwykowy połączony z przepisami.
Musi mi się udać, bo bez tego nie uda mi się przejść na dietę nisko węglowodanową.
Trzymam za siebie kciuki.

II posiłek godz. 10.30
- resztki z wczorajszego obiadu z dodatkową porcją smalcu i 1/2 miękkiego awokado

Zjazd cały czas mnie trzyma, kawa nie dała rady to może posiłek tłuszczowy pomoże?

III posiłek godz. 15.00
- pierś z kurczaka z patelni grillowej ze smalcem + fasolka szparagowa uduszona na smalcu,
do tego sos pomidorowy na bazie awokado i oliwy.

- kawa
- woda

IV posiłek godz. 20.30
- kilka plasterków pieczonego boczku

Dzień 3 /16.02.18/

Pobudka 4.00
- czarna kawa z olejem kokosowym
- woda z solą

Po wypiciu kawy zrobiło mi się strasznie niedobrze, wzdęło mnie i miałam ochotę
wszystko zwymiotować, ale jakoś nie chciało wyjść.

I posiłek godz. 6.30
- znalazłam trochę resztek z obiadu i to w połączeniu ze smalcem i sałatą rzymską odgrzałam na patelni, do tego wypiłam kubek gorącego wywaru.

- kawa
- woda z solą

Nudności nadal mnie trzymają, ani kawa, ani woda nie pomagają,
łyknęłam dwa enzymy trawienne i liczę że pomogą, bo strasznie się męczę.
Ciekawa jestem czy ktoś jeszcze też tak ma?
Co takiego jest w oleju kokosowym, że ja mam problem go strawić?
Nie zdarzyło mi się to pierwszy raz, ale pierwszy raz aż tak
mocno dokucza. :-(

Szczerze? Jestem już zmęczona, może popełniam jakiś błąd?
Ciągle czytam na fb jakie to super rezultaty ludzie osiągają,
a u mnie zawsze jest coś nie tak.
Albo mi zimno, albo ciągnie mnie do słodkiego, albo mam wzdęcia, albo nudności
i uczucie kamienia na żołądku, ciągle jestem zmęczona, brakuje mi energii,
ostatnio nawet źle sypiam.
Po weekendzie będę próbować dostać się do lekarza, zrobię jakieś badania,
bo już nie mam na siebie pomysłu.

- woda z solą

Na szczęście enzymy zadziałały i mogłam dalej normalnie funkcjonować.

- pół jabłka

II posiłek godz. 15.30
- pierś z kurczaka, brokuł przygotowany na smalcu + sos pomidorowy

- kawa
- woda z solą

III posiłek od. 19.30 - 21.30
Mieliśmy gości więc kolację ja przygotowałam i zjadłam po trochu z:
- pulpeciki wieprzowe w sosie pomidorowym z warzywnym makaronem
- pstrąg w galarecie
- krewetki smażone na maśle klarowanym
- sałata z rukoli, pomidorków, oliwek, granatu, pestek, z chipsami z boczku wędzonego
Do tego wypiłam dwa malutkie drinki z czystej wódki z wodą.

Dzień 4 /17.02.18/

Pobudka o 7.00
- czarna kawa
- woda z solą

Czytam książkę na temat odstawienia cukru, tym razem chcę się lepiej przygotować.
Mam nadzieję, że od przyszłego tygodnia ruszę z odwykiem.

Jeno mnie zadziwia, mieliśmy wczoraj gości, normalnie jakbym miała posiedzieć
wieczorem to nie było by takiej opcji, zasnęłabym jak niemowlę pewnie w okolicach
20.30, a tym razem tylko dwa razy ziewnęłam, a posiedzieliśmy do 23.30.
No może nie było to mistrzostwo świata jeśli chodzi o długość goszczenia,
ale i tak się dziwię, że nie chciało mi się spać.
Za to jak moja głowa poczuła poduszkę, to zasnęłam w ułamku sekundy.
Spałam wyjątkowo długo, na całe szczęście obudził mnie budzik,
bo im dłużej śpię to tym gorzej się czuję następnego dnia.

I posiłek godz. 8.30
- pstrąg w galarecie
- resztka sałaty z rukoli

- jabłko

II posiłek godz. 12.00
- usmażone na sporej ilości smalcu pieczarki z cebulą i kapustą rzymską
- kubek gorącego wywaru
Zobaczymy co się stanie po wypiciu wywaru, ostatnio zauważyłam, że mam po nim
totalny zjazd, zasypiam nie mal że na stojąco.
Kolega z fb zasugerował abym wypiła go później a nie jak zwykle rano
i zaobserwowała czy reakcja będzie taka sama.
No ... czekam na efekty.
Hmm jestem prawie 4 godziny po drugim posiłku i jakoś nie dopadła mnie zamuła,
ale wypiłam kawę w międzyczasie to może jej zasługa,
chociaż w takich sytuacjach kawa nigdy nie była moim sprzymierzeńcem.
Już sama nie wiem co o tym myśleć.
Wyczytałam w necie, że do wywaru z kości, które mają chrząstki, przedostają
się polisacharydy, czyli cukry i je winiłam za ten stan...
Najwidoczniej to nie ten trop, nie mniej jednak wybieram się do lekarza
po skierowanie na badania.

- woda z cytryną i solą

III posiłek godz. 17.00
- śledzie w oleju z cebulką
- kawałek golonki w kiszonej kapuście

Dzień 5 /18.02.18/

Pobudka 6.00
- czarna kawa

I posiłek godz. 8.00
- pulpeciki w sosie pomidorowym z warzywnym makaronem

- woda z solą i cytryną
- jabłko

II posiłek godz. 15.30
- burger z warzywami /oczywiście bez buły/

- kawa
- woda

Niestety wyjście na obiad ze znajomymi nie skończyło się dla mnie dobrze,
bo uległam pokusie a mianowicie zjadłam deser co mi się nie zdarza.
Poszliśmy do kawiarni na kawę i lody i popłynęłam.
Mąż namówił mnie, a ja się poddałam.
Ja uzależniona od lodów i bitej śmietany dałam się ponieść.
Zjadłam niecałą gałkę loda śmietankowego z bitą śmietaną
i gorącymi malinami.
No cóż, nie ma się czym chwalić.

III posiłek godz. 20.00
- pierś z kurczaka na słodko - ostro

Dzień 6 /19.02.18/

Pobudka godz. 4.30
- kawa
- woda

I posiłek godz. 7.00
- resztka klopsików w sosie pomidorowym z warzywami i brokułem na ekstra smalcu

- kawa
-
II posiłek godz. 13.00
- zupa pomidorowa /niestety z ryżem, bo gotowałam dla wszystkich/

- woda
- kawa

Wczorajszy wyskok na lody ze śmietaną ciąży mi przez cały dzień.
Mam zatwardzenie i olbrzymi brzuch, sama sobie jestem winna, nie potrafiłam odmówić.
Czy jest jeszcze ktoś kto ma taki sam problem z uzależnieniem od cukru jak ja?
A może komuś udało się z tego wyjść na korzyść dla własnego zdrowa?
Będę wdzięczna za wszelkie rady.
Do wczoraj myślałam, że udało mi się zerwać z nałogiem cukrowym,
mam tu na myśli lody, bitą śmietanę, ciacha itp.

- jabłko

Zeżre te jabłka i nie kupię więcej, żeby nie kusiły.
Kupuję je na prośbę mojego męża, bo marudzi, a potem sama je zjadam,
bo jemu się odechciało.

III posiłek godz. 17.00
- dwie parówki z musztardą
- banan /żal było go wyrzucić/
- dwa plasterki pasztetu

- woda

Zasnęłam jak noworodek o 21.30

Dzień 7 /20.02.18/

Pobudka 5.00
- kawa
- woda z solą

I posiłek 7.00
- udko z wiejskiej kury przygotowane na smalcu
- fasolka szparagowa duszona na smalcu
- kubek wywaru

Wracam na tłuste tory, wystarczy doświadczeń, nie najlepszych zresztą.
Zdaję sobie sprawę, że zaczynam wszystko od nowa.
No cóż za głupotę trzeba płacić.

Skutki uboczne zauważalne:
- zatwardzenie
- zatkane zatoki
- katar
- ropna wydzielina w gardle
- brzuch jak balon
- złe samopoczucie
- kac moralny

Czy wyniosłam z tego jakąś naukę?
Tak i to bardzo ważną, ponieważ oprócz uświadomienia sobie jak bardzo
jestem uzależniona od cukru, doszło do mnie również, że nie do końca jem tak
czysto jak myślałam.
Dopiero notowanie tego co jem uświadomiło mi jak ogromne
błędy popełniam w żywieniu i nie kontroluję tego.
Planuję dalej pisać co i kiedy jem, chcę dalej być świadoma popełnianych
błędów i naprawiać je na miarę swoich możliwości.

- kawa
- woda
- plasterek pasztetu

II posiłek godz. 15.00
- wołowina szarpana + surówka z kapusty włoskiej

- kawa
- woda

III posiłek godz. 19.00
- kilka plasterków salami


20 lutego 2018

Kiełbasa słoikowa




Składniki:

2 kg tłustego boczku bez żeberek
5 lub więcej ząbków czosnku
500 g wywaru z kości
40 g przyprawy uniwersalnej
10 g soli himalajskiej
10 g czarnego pieprzu mielonego
10 g suszonego majeranku

Boczek pokroić na kawałki, czosnek obrać.
Całość zmielić na średnich oczkach.
Dodać wywar, przyprawy i porządnie wyrobić dłonią.
UWAGA: 
jeżeli wywar z kości jest wcześniej doprawiony to trzeba użyć mniej przypraw.
Najlepiej posmakować po wyrobieniu.




Gotowe mięso przełożyć do słoiczków mniej więcej do 3/4 wysokości.
Porządnie zakręcić i pasteryzować w piekarniku nagrzanym do 100 st. C 
przez trzy dni. Każdego dnia trzymać słoiki po ok. 3 - 4 h 
po czym dać im wystygnąć i zaciągnąć. 




Tak przygotowana kiełbasa spokojnie postoi kilka miesięcy w chłodnej piwnicy.


Smacznego;**

Pieczony pasztet - przygotowany w wolnowarze




Składniki:

400 g tłustego boczku wędzonego
900 g szpondra 
800 g podgardla
800 g świeżego tłustego boczku z żeberkiem
0,5 kg drobiowej wątróbki

2 marchewki
1 pietruszka
kawałek selera
kawałek pora
5 listków laurowych
45 małych kulek ziela angielskiego
2 łyżeczki soli

Dodatkowo: 1 duża cebula i 1 łyżka smalcu

Na dno naczynia wolnowara ułożyłam nie pokrojonego pora oraz pokrojoną resztę warzyw.
Na warzywa ułożyłam dwa kawałki szpondra.
Z podgardla odcięłam skórę i wyrzuciłam bo była cała owłosiona bleee.
Podgardle i oba boczki pokroiłam na kawałki, ułożyłam na wołowinie.
Całość oprószyłam solą, dodałam listki i ziele.

Wstawiłam na 20 h na low.
Ponieważ wolnowar do zadań specjalnych jest duży, ma 6 l pojemności
i czasomierz z ograniczeniem, więc uruchamiałam go dwa razy po 10 h. 
Chciałam aby mięso się rozpadało.
Na 1 h przed końcem czasu do wolnowara dołożyłam wątróbkę.
Po upływie 20 h wyłączyłam urządzenie.

Jak całość przestygła na tyle, żeby się nie poparzyć, to wyjęłam mięso i oddzieliłam od kości.
Wyrzuciłam por, listki laurowe i ziarna ziela angielskiego.

Cebulę obrałam, pokroiłam w piórka.
Zeszkliłam na smalcu.
Dodałam do mięsa.

Mięso, wątróbkę, warzywa i cebulę przepuściłam przez maszynkę do mięsa.
Połączyłam z płynem, który powstał, przelałam go przez sito.
Doprawiłam porządnie solą, pieprzem, majerankiem i gałką muszkatołową.

Podzieliłam na części.
Jedną upiekłam w piekarniku nagrzanym do 200 st. C do zrumienienia.
Resztę zamroziłam na później.


Smacznego;***

14 lutego 2018

Dieta - wyzwanie 30 dni.

Od dzisiaj czyli 16.01.2018 przeszłam na dietę nisko węglowodanową,
bynajmniej tak będę się starała aby było.
Czytałam i wciąż czytam informacje na ten temat, ale jestem za tępa,
żeby liczyć te wszystkie makro, proporcje czy kalorie.
Nie mniej jednak chcę spróbować swoich sił i zobaczyć czy bez liczenia też się da.
Będę po prostu jadła bardziej intuicyjnie niż zwykle, tłusto i bez węgli.
Jedynym źródłem węglowodanów będą warzywa /nie skrobiowe/,
których nie mam zamiaru sobie żałować.
Waga wyjściowa: 62 kg, wzrost: 162 cm, wiek: ukończone 46 l.,
żadnej aktywności fizycznej, jedynie szybkie spacery.
Czy coś z tego wyjdzie???? Przekonam się za 30 dni, obym wytrzymała.
Wiem, że przez te pierwsze dni jeżeli zejdzie mi cokolwiek z wagi to
będzie to woda, a mój organizm ma się przestawić na czerpanie energii z tłuszczu.


6 lutego 2018

Piersi z kurczaka i warzywa z patelni




Składniki:

3 gałązki selera naciowego
1/2 cebuli
5 dużych pieczarek
3 papryki /czerwona, żółta, zielona/
1/2 cukinii bez skóry
1 kapusta pak choi
mały słoiczek koncentratu pomidorowego /200 g/
przyprawa uniwersalna /klik/
smalec do smażenia

Cebulę kroję w piórka, seler na małe kawałki.
Rozgrzewam sporą łyżkę smalcu na dużej i głębokiej patelni.
Wrzucam cebulę i seler, oprószam przyprawą i podsmażam.
Lubię jak seler jest dłużej niż reszta warzyw bynajmniej tak nie dominuje.
Następnie dodaję pokrojone pieczarki, kapustę pak choi.
Mieszam i przykrywam przykrywką. Chwilę duszę.
Kroję na małe kawałki cukinię, dodaję do warzyw, mieszam, zakrywam.
Kroję papryki i dodaję na koniec, mieszam.
Dodaję koncentrat, całość dusi się jeszcze chwilę.
Doprawiam do smaku.

Ponieważ robię dość dużą porcję warzyw, przynajmniej na dwa obiady, 
to zostawiam paprykę lekko twardą, przy odgrzewaniu "dochodzi" i jest idealna.
Gdybym pozwoliła jej zmięknąć już pierwszego dnia, to podczas podgrzewania
zmiękłaby za bardzo i zaczęłaby odchodzić od niej skórka.

Idealnym dodatkiem do tak przygotowanych warzyw są piersi z kurczaka owinięte
wędzonym boczkiem. Kto nie jadł to radzę się spróbować.

Ilość mięsa jest dowolna, w zależności ile osób jest do wykarmienia.
U mnie były to dwie piersi z wiejskiej kury, więc dość duże.
Do tego wędzony, surowy boczek pocięty na cieniutkie plasterki.

Każdą pierś pokroiłam na cztery kawałki, oprószyłam solą i ostrą papryką.
Owinęłam boczkiem i usmażyłam na smalcu.
Na większe kawałki zużyłam 3 plasterki boczku, na mniejsze 2 plasterki.

Gotową potrawę posypałam pokrojonym szczypiorkiem.




Smacznego;***

1 lutego 2018

Gulasz ze świeżego boczku /wyk. WW/




Składniki:

0,5 kg świeżego boczku
malutki kawałeczek wędzonej słoniny /na smak/
1 duża cebula
5 dużych pieczarek /260 g/
3 ząbki czosnku
kawałek imbiru
350 g wywaru z kości
1 łyżka smalcu

Do smaku: przyprawa uniwersalna /klik/, pieprz, sól
Opcjonalnie: kilka ziarenek ziela angielskiego i dwa listki laurowe.




Boczek pokroiłam w dużą kostkę.
Słoninę w kosteczkę.
Obsmażyłam na rumiano na rozgrzanej patelni.
Przełożyłam do misy wolnowara.

Cebulę pokroiłam w piórka.
Pieczarki pokroiłam w pół plasterki.
Czosnek i imbir w kosteczkę.
Na tej samej patelni, na smalcu, zeszkliłam cebulę, czosnek, imbir i pieczarki.
Przełożyłam do boczku.

Dodałam dwa listki laurowe i kilka ziaren ziela angielskiego, ale nie jest to koniecznie.
Dodałam wywar, odrobinę przypraw.
Wstawiłam na 6 h na low.

Następnie doprawiłam tak właściwie i odrobię zabieliłam mlekiem kokosowym. 




Podałam z pure z kalafiora z masłem klarowanym i surówką z kiszonej kapusty.

Pure z kalafiora robiłam w TM.
0,5 kg kalafiora pokroiłam na mniejsze części.
Zmiksowałam na obr. 6.
Dodałam solidną łyżkę masła i pół łyżeczki soli.
Dusiłam na opcji varoma ok. 15 min.

Jeśli chodzi o surówkę to niestety nie warzyłam.
Odcisnęłam z nadmiaru płynu dwie garście kapusty.
Trochę ją pokroiłam, przełożyłam do miski.
Na tarce starłam ok. 1/3 dużej marchewki, posiekałam odrobinę natki pietruszki.
Całość doprawiłam pieprzem i polałam olejem mct i oliwą z oliwek.
Wymieszałam.


Smacznego;***

Kruche ciasteczka




Bazując na przepisie od ketoreva 
stworzyłam te oto malutkie pyszniutkie ciasteczka.


Składniki:

100 g smalcu
1 wiejskie jajko
50 g mąki kokosowej
50 g masła kokosowego /moje z Rossmann/
szczypta soli
2-3 krople aromatu waniliowego

Dodatkowo: cukier kokosowy do posypania

Ze wszystkich składników zagniotłam jednolite ciasto, przypominające w dotyku plastelinę.
Uformowałam rulonik, pokroiłam na porcje.





Ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Oprószyłam cukrem kokosowym.
Spłaszczyłam przy pomocy literatki, którą delikatnie zwilżałam wodą, żeby ciasto się nie przyklejało.
Piekłam w 180 st. ok. 15 min. do zrumienienia.




Pozwoliłam im wystygnąć na blasze.
Przełożyłam do miseczki.
Ciasteczka w smaku są bardziej wytrawne, dodatek cukru kokosowego nie wiele wniósł.
Ale na tym etapie na którym obecnie jestem to i tak wydają się być słodkie, pewnie
przez dodatek masła kokosowego.


Smacznego;***

Krem z brokuła na boczku /wyk. TM/




Składniki:

250 g tłustego świeżego boczku
70 g tłustego wędzonego boczku
1 brokuł
250 g mrożonej włoszczyzny
600 g wywaru z kości
kawałeczek ostrej papryki chilli 

Do smaku:  przyprawa uniwersalna, sól himalajska, pieprz czarny


Boczek pokroiłam w kostkę.
Z brokuła odcięłam tę twardą część łodygi i wyrzuciłam.
Od reszty odcięłam różyczki i odłożyłam, pozostałą część pokroiłam na kawałki.

Boczek, pokrojoną część brokuła, włoszczyznę i wywar włożyłam do naczynia.
Całość gotowałam 1 h / 100 st. C / obr. 1.
Po upływie ok. 20 min. zmniejszyłam temperaturę do 95 st. C.
Na 10 przed końcem gotowania dodałam różyczki i papryczkę.

Na koniec całość zmiksowałam na gładko
Doprawiłam do smaku.




Podałam z omletem z cukinii.
Po zjedzeniu takiego posiłku nie byłam głodna  ok. 6 h.




Składniki na mały omlet:

1 jajko /60 g bez skorupki/
60 g startej cukinii
sól do smaku
smalec do smażenia

Wszystko szybko zamieszałam widelcem, żeby cukinia nie zdążyła puścić wody.
Przelałam na rozgrzany smalec.
Smażyłam na średnim ogniu pod przykrywką, aż zetnie się jajko.
Delikatnie obróciłam na drugą stronę.
Zrumienionego przełożyłam na talerz.


Smacznego;***

Przyprawa uniwersalna - domowa /wyk. TM/




Składniki:

200 g suszonej włoszczyzny
1 kg soli himalajskiej drobnej
30 g czerwonego pieprzu - ziarno
50 g ziela angielskiego - ziarno
50 g mielonek kurkumy
25 g suszonej natki pietruszki
30 g suszonego lubczyku
10 g liści laurowych
10 g suszonej papryczki chilli w płatkach

Zaczynam od zmiksowania soli, papryczki chilli i listków laurowych 20 s / obr. 10.
Mieszaninę przesiewam partiami przez sito do miski.
To co zostaję na sicie przesypuję z powrotem do naczynia miksującego.
Dodaję lubczyk i pietruszkę, miksuję 10 s / obr. 10.
Przesiewam przez sito do miski.
Resztki przesypuję do naczynia.
Dodaję ziele angielskie i pieprz, miksuję na obr. 10.
Przesiewam przez sito do miski.
Resztki wracają do naczynia.
Na koniec wsypuję suszone warzywa, miksuję na obr. 10.
Przesiewam przez sito, resztki miksuję ponownie i tak aż wykorzystam całość.

Na sam koniec do miski z przesianymi przyprawami dodaję kurkumę.
Całość porządnie mieszam.
Przesypuję do dużego słoika.

Przyprawa uniwersalna 2

Składniki:

250 g suszonej włoszczyzny
1 kg soli kłodawskiej
10 g listków laurowych
70 g pieprzu czarnego /może być mielony/
50 g ziela angielskiego
20 g suszonej natki pietruszki
15 g suszonego lubczyku

Wykonanie j/w


Gotowe;***