Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dieta SCD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dieta SCD. Pokaż wszystkie posty

6 maja 2015

Przerwa

Długo się zbierałam z napisaniem tego posta, jestem to winna nie tylko sobie, ale przede wszystkim Teresie, która poświęciła mnóstwo wolnego czasu, aby mi pomóc przejść przez ten trudny okres i w tym miejscu BARDZO JEJ ZA TO DZIĘKUJĘ i przepraszam, że zawiodłam i odpuściłam.
W związku z brakiem silnej woli, chęci, samozaparcia.... jak zwał tak zwał i mnóstwa innych czynników, które w między czasie się nałożyły, przerwałam dietę, trochę mi szkoda bo nie jest tak jak powinno być. Zrezygnowałam ze zbóż, skrobi, nabiału i cukru rafinowanego. Czuję się lepiej, ale wiem, że gdybym poświęciła dużo więcej czasu, to mogłoby być nawet i idealnie... Oczywiście jakieś małe grzeszki mi się zdarzają, np. lody czy cukierek czekoladowy, nie jestem w tedy z siebie dumna, odchoruję to i wściekam się na siebie, że nie dałam rady się powstrzymać.

To wszystko sprawiło, że chciałam usunąć bloga i nawet już to zrobiłam, stwierdziłam, że nie ma sensu go dalej trzymać.

Ale coś mnie tknęło, pomyślałam sobie, że może jeszcze kiedyś komuś te przepisy się przydadzą, a może i ja znajdę dość sił i przejdę przez dietę jak należy???
Kto wie, życie zna różne scenariusze.....
Wolałam cofnąć usunięcie bloga, mam nadzieję, że nie będę żałować.

Tereso, jeszcze raz duuuuże dzięki za wszystko:-)


10 marca 2015

Dieta SCD Etap Intro - Powrót


I stało się, mój pośpiech niestety nie opłacił mi się, dolegliwości trawienne wróciły.
Zaparcia, ból brzucha, wzdęcia, zmęczenie i ogólne rozdrażnienie.
Jestem w lekkim dołku i sama nie wiem co mam robić, tzn wiem, ale gdzieś w środku druga ja ciągle się buntuję i nie chce życia z ograniczeniami.

No cóż, kara musi być, chorować dwa razy na zapalenie zatok pod rząd to nie jest normalne nawet dla mnie. W związku z tym postanowiłam przejść na intro a potem powolutku wprowadzać te produkty, które już jadłam, tylko trochę wolniej, w większych odstępach czasowych i przede wszystkim pojedynczo. Muszę się chociaż trochę naprawić do świąt, żeby mieć z czego je zrobić.
Zawsze mamy gości i muszę przygotować więcej posiłków i je urozmaicać. Czuję, że nie będzie lekko.

A zatem co sobie przygotowałam na początek:

- wytrawny omlet z ośmiu jajek, nie jest mega pyszny jak z dodatkiem miodu czy bananów, ale świetnie smakuje z rosołem czy jajecznicą.

- rosół, tym razem ugotowałam go na samym mięsie a nie na kościach i mięsie, ponieważ jak pisze MS, jeżeli podejrzewam przerost bakteryjny jelita cienkiego to nie powinnam jeść rosołu na kościach i tu odsyłam do źródła.
Tak więc rosół zrobiłam z poodcinanych części gęsi plus dwie piersi z kurczaka, do tego kawałek selera, kawałek pietruszki, mnóstwo marchewki, cebulka, ziele angielskie i liść laurowy, całość posoliłam do smaku i gotowałam kilka godzin.
Następnie wyrzuciłam co nie dozwolone.







W zapasie czekają jeszcze kacze nóżki oraz łosoś bałtycki, tak tak udało mi się zakupić dzikiego łososia....


Moja propozycja na śniadanie lub kolację:


Wątróbka ugotowana w rosole.


Co potrzebuję:

ok. 0,5 kg drobiowej wątróbki
rosół bez mięsa
sól i pieprz do smaku


Wątróbkę myję, oczyszczam i kroję na mniejsze kawałki.
Na patelnię wlewam tyle rosołu ile uważam, że zjem, zagotowuję i nie zmniejszając płomienia wrzucam wątróbkę, gotuję aż stwierdzę, że nie jest już krwista w środku ok. 5-7 minut, w zależności od wielkości kawałków. Wyłączam gaz i doprawiam do smaku solą i pieprzem.
Moim zdaniem wyszło mega pyszne, a najważniejsze, że nie miałam żadnych sensacji żołądkowych.






Smacznego;)


Pozdrawiam:)

3 marca 2015

Dieta SCD Etap II - Omlet z miodem / Sos karmelowy


Nie jest żadną tajemnicą, że uwielbiam wszystko co słodkie, aczkolwiek staram się jak mogę i nie pozwalam sobie na zbyt wiele. Niestety owoce a w szczególności banany i jabłka to moje największe "cukrowe" zmory.
Ostatnio nawet zakupiłam przepyszny miód z nawłoci i nie mogłam się oprzeć i go nie wykorzystać. Zrobiłam nam dzisiaj na śniadanie omlet z miodem i przepyszny sos karmelowy z przepisu Agnieszki, oczywiście jest trochę moich zmian, ale efekt końcowy przerósł nawet moje oczekiwania.








Składniki na omlet:



10 wiejskich jaj
100 g miodu z nawłoci
sól tak na czubku łyżeczki
łyżka masła klarowanego



Oddzielam żółtka od białek.
Białka ubijam na sztywno z solą.
Żółtka miksuję na puszysto z miodem.

Piekarnik nagrzewam na 150 st. C funkcja termoobieg.
Łączę białka z żółtkami i mieszam delikatnie łopatką.

Na rozgrzanej patelni rozpuszczam masło i ją wyłączam, przelewam jajeczną masę i wkładam całość do piekarnika, piekę ok 50 min, do suchego patyczka.



Składniki na sos karmelowy:



200 g jasnego miodu (u mnie z nawłoci)
100 g klarowanego masła
200 g śmietanki z mleka kokosowego (twarda część z puszki mleka)
łyżeczka płaska soli



Miód podgrzewam w garnuszku na małym ogniu ok. 10 min, tak aby nabrał bursztynowego koloru.
Następnie ściągam i dodaję resztę składników, stawiam znowu na ogniu i gotuję na wolnym ogniu ok. 30 min. od momentu zagotowania, sos zacznie gęstnieć.

Ściągam i daję mu chwilę na przestygnięcie.
Powinien gęstnieć w miarę wystudzania.


Podaję z omletem, ale na pewno nadaję się jeszcze do innych słodkich deserów.


Smacznego;)

Miód Nawłociowy


Żółta roślina porastająca łąki, delikatnie poruszająca się na wietrze, chociaż powszechnie uważana przez rolników za chwast, jest jedną z bardzo wydajnych roślin miododajnych. Mowa o nawłoci, z której miody chętnie zbierają nektar. Nawłoć, potocznie zwana mimozą, wykorzystywana jest w leczeniu różnych schorzeń i takie właściwości lecznicze ma również miód z nektaru tej rośliny.

Miód nawłociowy ma jasnożółtą barwę i lekko kwaskowaty smak. Często krystalizuje do konsystencji kremu, a w takiej postaci warto rozsmarować go na pieczywie. Chociaż jest mało popularny i rzadko spotykany na półkach w marketach warto poznać bliżej jego właściwości.
Miód z nawłoci stosowany jest w leczeniu układu moczowego, przerostu prostaty, dróg żółciowych oraz stawów. Działa moczopędnie i żółciopędnie oraz przeciwzapalnie. Dzięki dużej zawartości rutyny i kwercetyny poprawia ukrwienie nerek a także żył kończyn dolnych. Miód nawłociowy jest również polecany osobom z nadciśnieniem i w celu wzmocnienia mięśnia sercowego. Miodem nawłociowym warto wzmacniać się w okresie jesienno zimowym, kiedy jesteśmy szczególnie narażeni na przeziębienia i infekcje dróg oddechowych. Aby zadbać o nasze nerki i uchronić się przed kamieniami warto rozpuścić łyżeczkę miodu w szklance letniej wody i tak przygotowany napój pić codziennie rano przez trzy miesiące.
Ten rodzaj miodu jest dosyć trudny do pozyskania, ze względu na porę kwitnienia nawłoci – przełom sierpnia i września, kiedy pszczoły z reguły przygotowują się już do zimy.

źródło: http://kaszubskiemiody.pl/miod_nawlociowy

)))

1 marca 2015

Dieta SCD Etap III - Naleśniki z musem jabłkowo-bananowym / Szarlotka z cynamonem


Weekend mija na słodko, jabłkowo-bananowo.
Uwielbiam jabłka i banany, tak na prawdę to nie wiem co bym bez nich zrobiła.
Ratują mi życie jak tylko najdzie mnie ochota na coś słodkiego.
Dlatego szukałam inspiracji u Magdy.
Kolejny przepis, który mnie nie zawiódł, chociaż jest z moimi zmianami....
Zarówno naleśniki jak i szarlotka wyszły bardzo dobre i mogę polecić.


Naleśniki z musem jabłkowo-bananowym



Składniki na 4 naleśniki:



4 duże jajka
szczypta soli
łyżka masła klarowanego

4 duże słodkie jabłka
2 przejrzałe banany
łyżeczka masła klarowanego



Zaczynam od przygotowania musu.

Jabłka myję, obieram i wycinam gniazda nasienne, ścieram na tarce na dużych oczkach.
Banany kroję w półksiężyce.
Duszę na dużej patelni z masłem ok. 20 min. do odparowania nadmiaru płynu.

Jajka roztrzepuję na płynną masę z odrobiną soli.
Smażę 4 naleśniki na rozgrzanej patelni (24 cm śr.) z dodatkiem odrobiny masła.

Mus dzielę na cztery części.
Smaruję naleśniki, zwijam i podaję na ciepło.
Pyyyycha :-)







Smacznego;)


***


Szarlotka z cynamonem


Ciasto:


200 g mąki migdałowej
50 g mąki kokosowej
100 g klarowanego masła
1 łyżeczka miodu.


Wszystkie składniki ciasta wymieszałam ręką aż powstała kruszonka.
Podzieliłam ciasto na 3 części, 2/3 rozprowadziłam równomiernie na blaszce (ja użyłam okrągłej blaszki o śr. 26 cm), tak aby ciasto pokrywało spód.
Piekłam ok. 25 min. w temp 150°C funkcja termoobieg, lub aż do momentu kiedy spód zacznie lekko brązowieć.
Wyjęłam ciasto z piekarnika i odstawiłam do przestygnięcia.

W między czasie przygotowałam mus jabłkowy.



Mus jabłkowy:


 9 słodkich jabłek
łyżka klarowanego masła
łyżka cynamonu
2 garście rodzynek



Jabłka obrałam ze skórki i starłam na tarce.
Dusiłam na patelni ok. 20 min. z masłem, cynamonem i rodzynkami.
Całość zmiksowałam blenderem.
Tak przygotowane jabłka wyłożyłam na upieczony spód.

Pozostałą część ciasta rozsypałam bezpośrednio na jabłka, tak aby je równomiernie pokryć.

Piekłam w temp 170°C, funkcja termoobieg do momentu aż wierzch szarlotki zaczął brązowieć.






Smacznego:)

23 lutego 2015

Dieta SCD Etap III - Dietetyczne załamanie / Kotlety mielone z zielonym puree / Polędwiczki w sosie porowo-śliwkowym z puree z selera / Daktylowiec


Ostatnio trochę zaniedbałam wpisy, ale już się tłumaczę.
Jak pisałam w ostatnim poście rozchorowałam się i musiałam łykać antybiotyk.
Niestety, razem z kuracją antybiotykową przyszło lekkie załamanie nerwowe.
Ponieważ ogólnie na "jakiejś tam diecie" jestem już od sierpnia ubiegłego roku, to zaczęło mi brakować mnóstwa składników, za którymi zatęskniłam. Przez to włączyłam już niektóre warzywa z etapu trzeciego oraz mąkę kokosową i suszone owoce. Nie czuję się przez to źle fizycznie, bardziej odczuwam wyrzuty sumienia, że nie wytrzymałam tak długo na drugim etapie jak chciałam.
W związku z tym będę prezentować na zmianę przepisy z etapu drugiego jak i trzeciego.
Zdaję sobie sprawę, że nie będę już tak dobrym przykładem dla innych, ale brak wykrycia u mnie konkretnej choroby spowodował niechęć do dalszego działania według zasad.
Chcę na tym etapie pobyć przynajmniej do Świąt Wielkanocnych, a potem zobaczę co z tego wyjdzie.

Nadal odczuwam dolegliwości trawienne, najbardziej po zjedzeniu tłuszczy zwierzęcych, w tym najgorzej po smalcu i trochę mniej po maśle klarowanym. Uwielbiam oba te tłuszcze, dzięki nim moja wątroba zaczęła w końcu normalnie funkcjonować, ale uleczenie jej i przyzwyczajenie do innych tłuszczy pewnie jeszcze trochę potrwa.

Raz na jakiś czas zjem też trochę surowizny np. jabłko, sporadycznie mandarynkę czy gruszkę, ale nie są to duże ilości, po jednym owocu na raz, lub też jakąś surówkę z oliwą z oliwek.

Z czego jestem dumna?

Nie kusi mnie już żadne pieczywo i inne mączne wyroby!!!!!!
Wiem, że się od tego nałogu uwolniłam.
Nie jem też cukru w żadnej postaci i to jest dla mnie bardzo ważny krok, ponieważ z tym miałam bardzo duży problem.

Najgorzej jest z serem, który uwielbiałam i nadal uwielbiam, nie ukrywam, że od czasu do czasu skuszę się na plasterek i z tego jestem najmniej dumna, ponieważ zdaję sobie sprawę, że szkodzi mi zarówno laktoza jak i kazeina, a jakie mam objawy? Wychodzą mi czerwone plamy na twarzy i momentalnie zatykają mi się zatoki.

Czytam różne blogi, mam swoje ulubione, które śledzę na bieżąco i tak naprawdę to już sama nie wiem co będzie dla mnie lepsze. Być na diecie SCD? A może na warzywnej? (i tu miałabym problem, bo jestem mięsożercą). Może na diecie Dukana? Czy przejść na dietę PALEO?
Każdy kto prowadzi swój blog uważa, że jego dieta jest najlepsza.
Ok zgadzam się z tym, ale do pewnego momentu, ponieważ TA dieta jest dobra dla TEJ konkretnej osoby. Dla innej już nie koniecznie będzie odpowiednia, ponieważ ma inne schorzenia, inne problemy trawienne czy po prostu nic jej nie jest, chce zwyczajnie zdrowo się odżywiać.

Do której grupy ja się zaliczam? Na pewno mam problemy z trawieniem, co je spowodowało?
Niestety nie wiem, badania nic nie mówią i według lekarzy jestem zdrowa, tylko sobie wymyślam.
Teoretycznie zdrowo się odżywiam, ale praktycznie to nie wiem ile chemii (o której nie mam pojęcia, że jest) zjadam. Zakup dobrego mięsa na dzień dzisiejszy graniczy z cudem, podobnie jest z warzywami. Ziemia jest tak zanieczyszczona, że nawet zakupy w stylu EKO, BIO czy prosto od chłopa, nie są do końca zdrowe, tylko są mniejszym złem, za które trzeba odpowiednio więcej zapłacić.

Więc co z tym fantem zrobię?
Myślę, że na pewno muszę wyhamować, nabrać dystansu, bo zwyczajnie zwariuję!!!
Od ubiegłego roku nabrałam dużego tempa w szukaniu tego co mi szkodzi, dziś już wiem, że lekarze mi w tym nie pomogą i sama będę musiała do tego dojść.

Wiem, że na tym etapie poszukiwań to właśnie dieta SCD jest najlepszym rozwiązaniem, ale ja jestem strasznie niecierpliwa i nie potrafię kilka tygodni jeść prawie tego samego, lub z tych samych produktów wymyślać wciąż nowe potrawy żeby nie było monotonnie. Zresztą w towarzystwie rodziny, która zajada się tym co dla mnie jest zakazane to nie taka prosta sprawa.
No cóż, wygląda na to, że żadna ze mnie kucharka.

Ale tak łatwo się nie poddam i nadal będę szukać i eliminować wszystko to co mi nie służy.
Na dzień dzisiejszy są to:

- pszenica i wszelkie zboża
- smalec
- cebula (w każdej postaci)
- czosnek (surowy i upieczony, gotowany w potrawach jest ok)
- grzyby (zarówno leśne suszone jak i pieczarki)
- owoce w nadmiarze (mam na myśli jabłka pieczone, surowe, oraz banany i winogrona)
- mleko i przetwory
- wołowina
- ziemniaki

Czego nie jadłam nigdy, lub sporadycznie i tu nie będę wiedziała czy któryś ze składników mi szkodzi, bo zwyczajnie nie mam w tej chwili na nie apetytu to:

- groch
- fasola
- cieciorka
- inne skrobiowe
- ryż
- wszelkie kasze
- amarantus, komosa ryżowa itp.
- kukurydza


To chyba wszystko, jak sobie coś przypomnę to dopiszę.



A teraz trochę przyjemności, czyli jak przemycić ukochanej rodzinie więcej różnorodnych warzyw.




Kotlety mielone z zielonym puree



Składniki na 6 średnich kotletów:


0,5 kg mięsa mielonego z szynki
szczypiorek
jajko
sól, pieprz 
olej kokosowy do smażenia



Mięso dokładnie mieszam z jajkiem, pokrojonym drobno szczypiorkiem, solą i pieprzem.
Lepię kotlety i smażę na małym ogniu z obu stron na oleju kokosowym.



Składniki na zielone puree:


1 cukinia mała
brokuł
awokado
6 gałązek selera
sól. pieprz
masło klarowane



Z brokuła odcinam różyczki i odkładam, resztę kroję na mniejsze kawałki, wkładam do garnka zalewam wodą i gotuję.
Do gotującego się brokuła dodaję pokrojoną nać selera.
Następnie obieram cukinię, kroję, dodaję do reszty.
Jak w/w warzywa zmiękną to je miksuję na papkę.
Dorzucam różyczki brokuła i obranego, pozbawionego pestki awokado.
Po ok. 5 minutach miksuję warzywa ponownie, doprawiam do smaku i dodaję masło klarowane.

Z ilością wody trzeba uważać, ma jej być jak najmniej, ponieważ to nie ma być zupa krem, tylko puree.






Smacznego:)



***


Polędwiczki w sosie porowo-śliwkowym


Składniki:


2 polędwice wieprzowe
1 por 
kilka śliwek wędzonych lub suszonych bez pestek
sól, pieprz
olej kokosowy do duszenia
śmietankę z mleka migdałowego


Polędwiczki kroję w plastry, delikatnie rozbijam dłonią.
Patelnię rozgrzewam z olejem i duszę polędwicę na małym ogniu z obu stron.
Jak tylko białko się zetnie ściągam je na talerz.
Na tej samej patelni podduszam pokrojonego drobno pora i śliwki.
Podlewam wodą tak aby lekko zakryć zawartość, solę i gotuję do miękkości.
Dokładam polędwiczki, oprószam pieprzem, zakrywam przykrywką i na małym ogniu gotuję do miękkości.
Następnie odkrywam patelnie i gotując redukuję płyny.
Zabielam śmietanką i ewentualnie jeszcze doprawiam do smaku.








Puree z selera


Składniki:


dwie duże bulwy selera
3-4 gałązki selera naciowego
masło klarowane
sól, pieprz




Selera obieram myję i kroję.
Przekładam do garnka i zalewam wodą do mniej więcej 3/4 wysokości.
Solę i gotuję pod przykryciem do miękkości.
Ewentualny nadmiar wody odlewam, dodaję masło klarowane, pieprz i miksuję blenderem.

Podaję z polędwicą.


Smacznego:)



***


Daktylowiec


Składniki:


350 g daktyli bez pestek
350 g ciepłej wody
2 jajka
1 łyżeczka sody
szczypta soli
100 g mąki kokosowej
100 g masła klarowanego
1 duże słodkie jabłko


Daktyle kroję na mniejsze kawałki, zalewam wodą i odstawiam na godzinę.
Masło rozpuszczam na malutkim ogniu, odstawiam do wystudzenia.
Jabłko obieram i ścieram na wiórki.

Jajka miksuję blenderem, dodaję sól i sodę, mieszam.
Daktyle miksuję blenderem na papkę razem z wodą, w której się moczyły, dodaję do jajek i dalej miksuję do połączenia, dokładam jabłko, miksuję, dosypuję mąkę, miksuję.
Następnie nie przerywając miksowania dolewam masło.

Piekarnik nagrzewam na 150 st. C funkcja termoobieg.

Ciasto przelewam do sylikonowej keksówki i piekę ok. 1,5 godziny. (do suchego patyczka)

Delikatnie wyjęłam ciasto na talerz i oprószyłam wiórkami kokosowymi, kroiłam od razu, ale odradzam bo się kruszy, lepszy jest jak wystygnie.
Ciacho pyyycha, nie spodziewałam się, że wyjdzie tak dobre.







Smacznego:)


Pozdrawiam wszystkich odwiedzających:-)

18 lutego 2015

DIETA SCD Etap II - Zupa marchwianka / Łosoś z piekarnika


Znowu kolejny tydzień za mną, choroba odpuściła (mam nadzieję), antybiotyk się skończył, więc dwa dni poświęciłam na etap Intro, myślę, że to wystarczy.
Z jedzeniem było dużo skromniej, za to reszta rodziny korzystała, zrobiłam im naleśniki wytrawnechlebek bananowyjabłecznik, no i oczywiście pączusie na tłusty czwartek, a co tam, niech mają.
Ja musiałam obyć się zapachem, za to zrobiłam sobie jajecznego naleśnika z pieczonym bananem, słodycz taka jakiej nie można sobie wyobrazić, trzeba zrobić i zjeść.

Na początek powrotu do diety pyszna i rozgrzewająca marchwianka, zupa którą pamiętam z dzieciństwa, idealna na czas po chorobie i nie tylko.


Marchwianka



Składniki:


2 l. wywaru mięsnego z mięsem (u mnie z gęsi)
2 korzenie pietruszki
kawałeczek selera
ok. 1,5 cm kawałek imbiru
7-8 szt. średniej marchwi
mleko migdałowe
masło klarowane
szczypta pieprzu cayenne (niekoniecznie)



W poprzednim poście pisałam, że ugotowałam rosół z gęsi, który z resztą wyszedł bardzo dobry.
I jak to zwykle bywa zostało mi go trochę (nadwyżki mrożę w pojemnikach) i dzięki temu powstała ta oto pyszna marchwianka, zupa z mojego dzieciństwa wzbogacona o odrobinę współczesności a mianowicie o imbir.

Do gotowego wywaru wkładam obrane, umyte i pokrojone marchewki, pietruszkę i seler.
Następnie dodaję obrany i pokrojony imbir.
Gotuję do miękkości i jeszcze trochę, bo na tym etapie diety jeszcze trzeba marchewkę gotować dłużej, żeby była lekko strawna.
Oczywiście w trakcie gotowania odparowują płyny, które na bieżąco uzupełniam wodą.

Solę do smaku.
Miksuję blenderem na krem, zabielam delikatnie mlekiem migdałowym, dodaję łyżkę masła i lekko zaostrzam smak pieprzem cayenne.

Zupa nieziemsko pyszna, lekka i za razem sycąca, bardzo rozgrzewająca.
Polecam...







Smacznego:)


***


Łosoś z piekarnika



Składniki:


filet z łososia ok. 800 g (u mnie od ogona, mniej ości do wyciągania)
natka pietruszki 
4 ząbki czosnku
masło klarowane
sól i pieprz do smaku
forma do pieczenia



Tak naprawdę ilość ryby jest sprawą umowną, każdy wie ile jest wstanie zjeść, porcja którą ja zrobiłam starczyła dla 4 osób.

Rybę myję i wyciągam ości, formę do pieczenia smaruję masłem, przekładam łososia, oprószam solą i pieprzem. Natkę pietruszki myję i obkładam nią łososia po bokach, czosnek obieram, przekrawam na pół i dokładam do pietruszki. Na rybę kładę kawałki klarowanego masła. Tak przygotowaną potrawę wkładam do piekarnika nagrzanego do 200 st. C funkcja grillowa, ale jeśli ktoś jej nie posiada, wystarczy zwykła funkcja góra-dół w temp. 250 st. C.
Piekę od 30 do 40 minut, w zależności od grubości ryby.

W trakcie pieczenia polewałam łososia rozpuszczonym masłem, ponieważ pietruszka i czosnek oddają swoje aromaty do masła, co pozytywnie wpływa na jego smak.

Łosoś wyszedł pyszny, delikatny, idealny na zakończenie karnawału.






Smacznego;)


***


Zrobiłam również majonez z przepisu Agnieszki.
Dzięki niemu mogłam zjeść klasyczne jajka z majonezem, a w przyszłości też sałatkę jarzynową zgodną z SCD, już się nie mogę doczekać.


Pozdrawiam:-)

9 lutego 2015

DIETA SCD Etap II - Zupa krem z pomidorów / Ryba "po grecku"


Kolejny tydzień dobiegł końca.
Niestety dopadła mnie choroba, zapalenie zatok i krtani, antybiotyk został wdrożony, bez niego nie poradziłabym sobie:-(
W czasie trwania choroby trzymam się diety, aczkolwiek apetyt jest mniejszy niż zwykle.
Za to po skończeniu antybiotyku będę musiała zrobić sobie ze dwa dni intro i dopiero potem powolutku wrócę do etapu II.


*** 


A teraz trochę przyjemniej, czyli o jedzeniu.
Uwielbiam zupy kremy, szkoda tylko, że w mojej rodzinie jest po połowie, bo oprócz mnie lubi je jeszcze moja córka, czyli damska część, za to ta męska woli konkrety, ale czasami są zmuszani do kompromisu.

Na jeden z obiadów ugotowałam klasyczny rosół i jak to u nas często bywa, została resztka, z którą nie wiedziałam co zrobić, a została mi jedna pałka, kilka kawałków marchewki i dużo płynu. Ponieważ włączam nowe warzywa pomyślałam o pomidorowej, a co tam, zaszalałam. Zakupiłam pomidory i pastę pomidorową BIO, udało mi się takową kupić w Auchan na dziale ze zdrową żywnością, skład ma bardzo przyzwoity, a mianowicie tylko pomidory z upraw ekologicznych.


A oto i przepis:


Krem z pomidorów:


Rosół drobiowy z wkładką.
3 marchewki
6 pomidorów
pasta pomidorowa
masło klarowane
mleko migdałowe
sól i pieprz do smaku
natka pietruszki


Do gotowego rosołu dodałam marchewki (obrane, umyte i pokrojone), ugotowałam je do miękkości.
Następnie dodałam pomidory, które wcześniej sparzyłam, obrałam ze skórki i wycięłam pestki.
Gotowałam całość jeszcze ok. 0,5 h.
Pozostałe mięso pozbawiłam kości, a ewentualne ziele angielskie i liść laurowy wyłowiłam.
Tak przygotowaną zupę zmiksowałam blenderem na gładki krem.
Ponieważ pomidory o tej porze roku pozostawiają wiele do życzenia, postanowiłam dolać pasty pomidorowej tak ok. 3/4 objętości butelki (waga netto 680 g).
Doprawiłam do smaku solą i pieprzem, dodałam sporą łyżkę masła i zabieliłam mlekiem migdałowym. Ja zjadłam tak skromnie, bo tylko z natką pietruszki, ale reszcie posypałam zupę tartym cheddarem.
Jak dla mnie pyyyycha, reszta też nie marudziła i zjadła wszystko co im nalałam.






Gorąco polecam:)


***


Bardzo polubiliśmy ryby i już się nie mogłam doczekać aż wprowadzę pomidory do mojej diety i stworzę coś na wzór ryby po grecku.
Przepis pochodzi od Magdy, oczywiście zmodyfikowałam go pod etap diety.



Ryba "po grecku"


filet z ryby (u mnie miruna nowozelandzka o wadze ok. 600 g)
1 średnia cukinia
4 marchewki
3 pomidory
1/2 szkl. bulionu drobiowego (u mnie z gęsiny)
liść laurowy
5 kulek ziela angielskiego
opcjonalnie natka pietruszki do ozdoby

olej kokosowy
masło klarowane


Cukinię obieram, wycinam nasiona, ścieram na tarce na małych oczkach.
Marchewkę obieram, myję i też ścieram.
Pomidory obieram ze skórki, wyciągam nasiona i kroję w drobną kostkę.

Rozgrzewam olej, przekładam marchewkę, cukinię oraz pomidory, chwilę podduszam, dolewam bulion, doprawiam solą, pieprzem, dorzucam ziele angielskie i liść laurowy, gotuję całość do miękkości, bez przykrycia, tak aby przy okazji odparował nadmiar płynu. Smakuję, ewentualnie doprawiam i dodaję łyżkę masła klarowanego. Mieszam.

Rybę kroję na kawałki.
Naczynie żaroodporne smaruję masłem klarowanym, przekładam do niego rybę, solę i pieprze,
na wierzch każdego kawałka nakładam po trochu masła klarowanego.

Piekarnik rozgrzewam do 200 st. C, wkładam rybę i piekę 25 minut.

Gorącą rybę układam na talerzu i przykrywam warzywną pierzynką.
Zostawiam do wystudzenia, jem na zimno.






Gotowe:)


***


Co oprócz tego jadłam?
Już piszę:

- kotlety z piersi kurczaka umoczone w jajku i upieczone na maśle klarowanym, posypane lubczykiem, do tego warzywa ugotowane na parze, głównie marchewka i fasolka szparagowa, lub puree z fasolki szparagowej zmiksowanej z masłem klarowanym.

- zupę krem z fasolki szparagowej, marchewki, przecieru pomidorowego ugotowaną na rosole drobiowym.

- kotlet schabowy uduszony z warzywami.

- pulpeciki wieprzowe w sosie warzywnym (3 rodzaje warzyw + przecier pomidorowy, ugotowane i zmiksowane na papkę, doprawione do smaku)

- jajka na różne sposoby, udało mi się nawet ugotować jajko w koszulce i podać rozcięte na warzywach, pyyyycha.

Potrawy, które wymieniłam jadałam zarówno na śniadanie jak i na obiad czy kolację.

Dzięki temu, że na tym etapie można "poszaleć" z warzywami, to to co gotuję je też reszta domowników i nie narzekają. Kopalnią wiedzy i przepisów na różne dania jest blog Magdy, nie wyobrażam sobie przejścia przez dietę gdyby nie ona i oczywiście mój stały gość i podpora - Teresa, bardzo żałuję, że nie ma swojego bloga, ale w komentarzach jest dużo jej cennych rad na temat diety i nie tylko.



***


To na razie było by na tyle.
Na gazie gotuje się już rosół z gęsi, mam nadzieję, że taki zdrowy tłuszczyk szybko postawi mnie na nogi.

Kolejny tydzień będzie bardzo skromny i mniej kreatywny, ale muszę odbudować florę bakteryjną po antybiotykoterapii.


Pozdrawiam:)

2 lutego 2015

Dieta SCD Etap II - Jak minął tydzień / Przejście do drugiego etapu / Omlet ze szpinakiem


Kolejny tydzień dobiegł końca, jak na razie zdrowie dopisuje, wszystkie potrawy toleruję i nie mam sensacji jelitowych co bardzo mnie cieszy. Energia i humor dopisują. Mam tylko nadzieję, że tak zostanie...
W związku z tak radykalną poprawą postanowiłam wprowadzić nowe warzywa, dzięki czemu urozmaicę kolejne tygodnie diety. Ubolewam tylko, nad tym, że nie ma świeżych krajowych owoców, więc może skuszę się na mrożone śliwki, ale to jeszcze odległy plan.

Do jadłospisu wprowadzam kilka nowych warzyw, a mianowicie:

- pomidory
- czosnek
- zieloną fasolkę
- paprykę czerwoną
- awokado

oraz
- mleko kokosowe


Jadłospis:

Dorsz pieczony w folii z koperkiem i masłem klarowanym.
Naleśnik jajeczny z farszem z piersi kurczaka i pomidorów (farsz ugotowany w rosole drobiowym), podany z tartym serem cheddar.
Pieczone uda z kurczaka.
Klasyczny rosół z wkładką.


A dzisiaj na śniadanie zaserwowałam sobie omlet ze szpinakiem, oto przepis:


3 duże jajka
1 duży ząbek czosnku
kilka kulek mrożonego szpinaku
łyżka klarowanego masła
sól, pieprz


Zaczęłam od odmrożenia szpinaku, wczoraj wieczorem wyjęłam go na sito.
Patelnię rozgrzałam z masłem, dodałam czosnek wyciśnięty przez praskę i delikatnie go podsmażyłam. Dołożyłam szpinak, doprawiłam do smaku solą i pieprzem, chwilę dusiłam, tak aby szpinak był ciepły a przyprawy się rozpuściły. Wyłączyłam gaz.

Piekarnik nastawiłam na 150 st. C, funkcja termoobieg.

Jajka rozbełtałam w misce, wlałam na patelnię i dokładnie przemieszałam.
Wstawiłam do piekarnika i piekłam do zrumienienia.






Gotowe;)


P.S.
Omlet pyszny, ale czosnek jeszcze nie dla mnie, nawet podsmażony, boli mnie brzuch i mam wzdęcia, a po za tym odbija mi się, brrrrrr, szkoda, bo bardzo go lubię. :-(
Szpinak mi nie szkodzi, jajka podobnie, więc następny omlet zrobię bez czosnku.


Pozdrawiam;)

30 stycznia 2015

DIETA SCD Etap I i II - Mleko migdałowe / Mleko kokosowe




Odkąd jestem na diecie to szukałam fajnej alternatywy na mleko, wyszperałam na kilku blogach mnóstwo różnych przepisów, ale chciałam żeby mleko postało w lodówce dłużej niż 2-3 dni.
Moim zdaniem znalazłam, czy mój sposób jest dobry, tzn. czy nie tracę cennych wartości z migdałów   i kokosa to tego jeszcze nie zbadałam, ale wiem, że postoi w lodówce do tygodnia czasu.

Jeśli chodzi o walory smakowe to zdecydowanie wygrywa mleko migdałowe, zarówno do kawy jak i solo.


Mleko migdałowe:


200 g migdałów ze skórką
woda
sól


Migdały płuczę na sicie pod bieżącą wodą, przekładam do miski lub garnuszka i zalewam wrzątkiem tak aby były zakryte i zostawiam do namoczenia, aż woda ostygnie.
Następnie obieram je ze skórki i tu nadmienię, że jeżeli tak się trafi i skórki nie będą chciały po dobroci odchodzić to trzeba migdały jeszcze raz zalać wrzątkiem.

Obrane migdały przekładam do kielicha blendera i zalewam 1 litrem wrzącej wody, zakrywam i odstawiam na co najmniej 10 godzin, po czym dodaję sól tak na czubku łyżeczki i miksuję bardzo dokładnie. Powstały płyn przelewam przez sito na którym układam kilka warstw gazy.
Wytłoczyny dokładnie wyciskam i żeby ich nie zmarnować wysuszam najpierw na tacy a potem w piekarniku. Mielone migdały świetnie sprawdzają się jako panierka lub jako mąka do ciasta.
W moim przypadku jeszcze sobie poczekają.


Z całą pewnością mleko krowie ma zdrowsze zamienniki. Jest ich spory wybór: amatorzy zdrowego jedzenia w sklepach znajdą organiczne i nieorganiczne mleka: ryżowe, sojowe, migdałowe, a nawet z konopi indyjskich… Czy wszystkie są tak samo zdrowe i bez obaw może po nie sięgać każdy? Na pierwszy ogień sprawdzamy dla was mleko migdałowe.

Mleko migdałowe jest dużo smaczniejsze niż mleko krowie. Jest produktem pierwszego wyboru dla osób z nietolerancją laktozy, alergią na soję i będących na diecie bezglutenowej. To także znakomita alternatywa dla wegan i osób pozostających na diecie bezmlecznej. Możemy je kupić w sklepie lub zrobić sami. To dość proste.

2 kubki łuskanych migdałów należy dokładnie zmielić (tak, by przypominały mąkę), a następnie zalać 3 kubkami wrzącej wody i pozostawić do namoknięcia prze 15 minut (raz na jakiś czas mieszając). Teraz wystarczy już tylko odcedzić mleczko i zawiesinę. Tej ostatniej możemy użyć jako cudownie nawilżającego… peelingu do twarzy.
Plusy:* Mleko migdałowe nie zawiera kazeiny (krowie mleko ją zawiera) – ciężkostrawnego białka, które uznaje się za winne rozwoju chorób serca, osteoporozy, zespołu chronicznego zmęczenia, a nawet schizofrenii.
* Mleko migdałowe jest bardzo bogate w witaminę E – skuteczny przeciwutleniacz, który chroni ścianki komórek przed uszkodzeniami spowodowanymi przez wolne rodniki. A to właśnie one odpowiadają za zachodzące w organizmie procesy starzenia! Witamina E jako jeden z najsilniejszych znanych antyoksydantów może nas także ustrzec przed rakiem.
* Ma mnóstwo minerałów: mangan, cynk, selen, potas, żelazo i wapń.
* Wbrew opiniom, że mleko migdałowe jest tłuste, jest to tłuszcz niegroźny: ze wszystkich zamienników krowiego mleka właśnie mleko migdałowe jest najbogatsze w zdrowe, nienasycone kwasy tłuszczowe (np. Omega-3).
* Ma też mniej kalorii niż mleko krowie i inne „mleka” – jest wręcz polecane osobom walczącym z nadwagą.
* Migdały mają działanie alkalizujące, dlatego mleko na ich bazie może pomóc przy wrzodach, nadkwasocie lub refluksie żołądkowo-przełykowym.


Minusy:

* Na mleko migdałowe powinny uważać osoby uczulone na orzechy.
* By cieszyć się z jego dobroczynnych właściwości, należałoby pić go bardzo dużo! O wiele szybciej zobaczymy efekty zdrowotne, regularnie jedząc zwykłe migdały.
* Cena mleka migdałowego w kartonie bywa zastraszająca – o wiele prościej zrobić je w domu!
Smak: doskonałe w smaku, słodkawe, o wyczuwalnej orzechowej nucie. Czasem (szczególnie to domowej roboty) przypomina marcepan. Konsystencję, podobnie jak mleko krowie, ma aksamitną i zawiesistą.
Zastosowanie: mleko migdałowe pasuje do kawy, do płatków śniadaniowych, znakomicie nadaje się na śniadanie dla dzieci.
źródło: http://www.hellozdrowie.pl/medycyna/mleko-krowie-vs-mleko-migdalowe


Mleko kokosowe:


200 g wiórków kokosowych
1,2 l wrzącej wody


Wiórki wsypuję do kielicha blendera i zalewam wrzątkiem, zakrywam.
Gdy przestygną, będą letnie (nie dopuszczam do całkowitego wystygnięcia, bo wtedy na ściankach kielicha odkłada się śmietanka kokosowa), miksuję na największych obrotach o 40 sekund, po czym przelewam przez sito z gęsto ułożoną gazą, pozostałe wiórki porządnie wyciskam.


Mleko wstawiam do lodówki.


Gotowe:-)

28 stycznia 2015

DIETA SCD Etap I - Pieczona gęsina z jabłkami


GĘSINA. Mięso z gęsi jest kaloryczne, ale zdrowe.


Autor: Justyna Nowicka

Kto z nas wie, jak smakuje gęsina? No właśnie, wiemy tylko, że to tłuste, więc niezdrowe mięso. A przecież polska gęś owsiana to arystokracja wśród drobiu. Doceniają ją zagraniczni smakosze. Warto, by i na naszych stołach pojawiła się od czasu do czasu. Polską tradycją jest gęś pieczona z jabłkami. Jak jeszcze można podawać podawać gęsinę?
Gęsina na polskich stołach gości rzadko, a szkoda, bo kiedyś zajadaliśmy się nią od św. Marcina, przez święta Bożego Narodzenia (koniecznie na Nowy Rok), aż do końca zimowego karnawału. Pieczona gęś z jabłkami nie była żadnym rarytasem.

Gęsina: zdrowe kalorie

Gęsina jest najbardziej kalorycznym drobiem - 100 g to 339 kcal (dla porównania: indyk ma tylko 129 kcal w 100 g, kurczak - 158 kcal). Ale gęś w porównaniu z innymi gatunkami mięsa ma korzystniejszy skład tłuszczów. Jest w niej dużo kwasów jedno- i wielonienasyconych, w tym znacznie więcej korzystnych dla serca kwasów omega-3 i omega-6 w porównaniu z mięsem indyczym lub kurzym. Z tuszki ważącej 6 kg można uzyskać 1 litr smalcu. To tłuszcz w czystej postaci. Gęsi smalec ma niską temperaturę topnienia, co czyni go łatwo strawnym, a jednocześnie powoduje, że nie należy na nim smażyć.

Polska gęsina: gęś owsiana czyli biała kołudzka

Choć Polska jest największym producentem gęsiny w Europie, na statystycznego Polaka przypada zaledwie 17 g gęsi rocznie. Prawie cała produkcja trafia na rynek niemiecki! Dlatego nie należy się dziwić, że gęsi dostępne w polskich sklepach (zwykle są to mrożone tuszki) wszystkie napisy na foliowym opakowaniu mają w języku niemieckim.
Jest wiele gatunków gęsi domowej, wśród nich gęś biała kołudzka - jedyna rdzennie polska odmiana wywodzi się z Kołudy Wielkiej koło Inowrocławia na Kujawach. Zwana jest gęsią owsianą – karmi się ją prawie wyłącznie paszami zielonymi, a przez trzy ostatnie tygodnie dostaje tylko owies.

Jak upiec gęś?

Najsmaczniejsze jest mięso ze sztuk młodych, ważących 3-4 kg. Starsze gęsi są bardziej tłuste. Często gęś pieczoną faszeruje się jabłkami albo gruszkami. Owoce pasują do aromatu mięsa, podobnie jak majeranek, kminek mielony, rozmaryn, jałowiec, a także imbir. Gęś faszeruje się też kaszą gryczaną lub suszonymi śliwkami.
Przed pieczeniem moczy się ją 2-3 godziny w zimnej wodzie. Po natarciu przyprawami również dobrze ją odłożyć na 2-3 godziny do lodówki. Najlepiej ją piec w brytfannie z kratką - wtedy tłuszcz będzie skapywał na dół. W czasie pieczenia tuszkę trzeba polewać wytapiającym się tłuszczem, bulionem albo winem. Upieczoną gęś warto skropić zimną wodą i jeszcze kilka minut potrzymać w piecyku - wówczas skóra będzie krucha.

Gęś nie tylko pieczona

Lucyna Ćwierczakiewiczowa poleca duszone wątróbki gęsie z szalotkami i jabłkami pokrojonymi w krążki. Gęsie mięso świetnie nadaje się też do pasztetów, a na skrzydełkach i szyi (do pieczenia należy je odciąć) można ugotować krupnik lub przygotować faszerowaną gęsią szyję - przepis.
Staropolska kuchnia słynęła także z półgęsków - to peklowana i wędzona pierś gęsia bez kości, obszyta gęsią skórką. Tej jesieni polskie półgęski były prezentowane na Salon del Gusto w Turynie - najważniejszej w świecie imprezie Slow Food.

Foie gras czyli stłuszczona gęsia wątroba

To przysmak francuskiej kuchni. By wątroba była stłuszczona, gęsi muszą być przez kilka tygodni karmione na siłę - przez rurkę wprowadzaną bezpośrednio do żołądka wtłacza się im 3 razy dziennie ok. 1 kg kukurydzy. W ten sposób przekarmiona wątroba, która normalnie waży ok. 30 dag, osiąga nawet 2,5 kg. Po długiej batalii w Polsce od 2000 r. taki tucz gęsi został zakazany. Ale we Francji nadal foie gras i pasztet sztrasburski z niej przyrządzany jest narodowym daniem.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/gesina-mieso-z-gesi-jest-kaloryczne-ale-zdrowe-jak-podawac-gesine_38909.html


WAŻNE!

Mięso z gęsi to bogactwo pełnowartościowego białka i nienasyconych kwasów tłuszczowych, 
w tym tak istotnych dla naszego zdrowia omega-3 i omega-6. Kwasy te wpływają m.in. na obniżenie poziomu złego cholesterolu (LDL) we krwi, a podwyższenie dobrego (HDL), ponadto wspomagają pracę mózgu. Dlatego też gęsina rekomendowana jest dla osób cierpiących na choroby sercowo-naczyniowe. Warto także docenić to, że mięso z gęsi dostarcza wielu cennych witamin – A,E, witaminy z grupy B, zwłaszcza niacyny – oraz składników mineralnych: potasu, fosforu, magnezu, żelaza, cynku, przez co wpływa na wydolność organizmu. Niektóre badania wskazują również na pozytywny wpływ gęsiny na samopoczucie i zaburzenia nastroju, a tłuszcz gęsi uznaje się za afrodyzjak. Warto też zwrócić uwagę, że ekologiczny sposób hodowli zapewnia brak sztucznych barwników i środków chemicznych w mięsie.

Agnieszka Nowak, dietetyk, Naturhouse



Pieczone gęsie piersi i uda z jabłkami



Składniki:


nieduża gęś owsiana (ok. 4-5 kg)
5 kwaśnych jabłek
majeranek
sól



Z tuszki wycinam piersi i uda. 
Skórę nacinam w kratkę, nacieram solą i majerankiem, odkładam na 2-3 godziny.
Następnie rozgrzewam brytfannę, obsmażam mięso z obu stron na rumiano, na niezbyt dużym ogniu, tak aby wytopił się smalec. Jabłka obieram ze skóry, wycinam gniazda nasienne, dzielę na ćwiartki, dodaję do mięsa, duszę ok. 3 godziny na wolnym ogniu, do miękkości, w między czasie obracam mięso kilka razy. 

Do tego marchewka ugotowana na parze i rozgotowane jabłka.

Moim zdaniem zestaw idealny.
Zdjęcie nieciekawe, bo robione telefonem, ale smak idealny.






Smacznego;)


Ze szkieletu i skrzydełek gotuję wywar, będzie idealną bazą na zupę i do mięs.
Szkielet, skrzydełka i całą resztę (tłuszcz, skóra) w miarę możliwości tnę na mniejsze części, wkładam do dużego gara, zalewam wodą, dodaję ziele angielskie i liście laurowe, solę, gotuję kilka godzin. Po wystygnięciu przelewam całość przez sito do innego garnka.
Oddzielam pozostałe mięso od kości i przekładam do miski.
Wywar dzielę według uznania, jest bardzo tłusty, więc mieszam go za każdym razem jak nabieram porcję, chcę mniej więcej po równo podzielić tłuszcz do wszystkich pojemników.
Część wywaru odlewam do miski z mięsem, z niego ugotuję zupę.


***


Zdrowie idzie ku lepszemu, oczywiście miewam gorsze dni, 
ale problemy jelitowe są rzadsze i krócej dokuczają.
Nabieram sił i momentami energia aż mnie rozpiera, co bardzo mnie cieszy.
Powoli szykuję się na przejście do drugiego etapu.


Pozdrawiam;)