31 października 2018

Kokosowy tofurnik z mango /wyk. w TM/



Oryginalny przepis znajduje się na stronie Jadłonomi /klik/.

Składniki na formę o średnicy 26 cm:

3 szt. mango /po obraniu i odcięciu od pestki - 900 g/
3 kostki tofu - 540 g
1 puszka mleka kokosowego - 400 g
50 g żelatyny
sok z limonki - 2,5 szt.
150 g erytrolu
kilka kropli aromatu waniliowego
100 g oleju kokosowego

Wykonanie:

Obrane i pokrojone mango przełożyć do naczynia miksującego.
Zmiksować 15 s / obr. 8 stopniowo zwiększając obroty.
Pulpę przelać do miski, odstawić.
Naczynie opłukać.
Do naczynia miksującego wlać mleko /całość - woda i śmietanka/, 
dodać olej kokosowy, wsypać żelatynę i erytrol.
Gotować 13 min. / 90 st. C/ obr. 2.
Dodać pokrojone w kostkę tofu, sok z limonki, 
aromat oraz ok. 670 g pulpy z mango.
Całość zmiksować 30 s / obr. 10 stopniowo zwiększając obroty.
Gotową masę przelać do foremki wyłożonej papierem do pieczenia.
Odczekać chwilę aż masa zacznie delikatnie tężeć.
Z pozostałej pulpy zrobić kilka kleksów i za pomocą wykałaczki
zakreślić koło.
Wstawić do lodówki do całkowitego stężenia.

Gotowe;***

13 sierpnia 2018

Rosół z żółtkami i mięsem kurczaka /Wyk. w TM/




Jest to zmodyfikowany i też uproszczony przepis 
na "Gruziński rosół z mięsem kurczaka i żółtkami", 
który znajduje się na Cookidoo.
Gdy przeczytałam przepis bardzo mi się spodobał, 
ale nie lubię jak trzeba przy gotowaniu spędzać za dużo czasu, 
postanowiłam go uprościć i w miarę możliwości zbliżyć do oryginału.
Zupa wyszła pyszna, chociaż jak dla mnie za mało w niej warzyw.
Za to jest mniej mięsa niż w przepisie, no i nie ma mąki pszennej.
Danie godne polecenia, zrobione na ostro i podane z makaronem ryżowym
smakuje wybornie, do złudzenia przypomina danie azjatyckie.


Wykonanie:

- 40 g cebuli dymki
Włożyć do naczynia miksującego, rozdrobnić 3 s. / obr. 5.
Zgarnąć ze ścianek.

Dodać:
- 20 g smalcu
Dusić 3 min. / 120 st. C / obr. 1.

Dodać:
- 140 g umytej i pokrojonej marchewki
- 30 g korzenia pietruszki, umyty i pokrojony
- 85 g selera naciowego, pokrojonego
- garść posiekanej kolendry /łodygi listki zostawić na koniec/
Rozdrobnić 6 s. / obr. 5.

Zgarnąć ze ścianek i pokrywy, dodać 15 - 20 g przyprawy uniwersalnej.
Włożyć koszyczek z mięsem 
/2 szt. udźca kurczaka - 360 g z kością i skórą/.
Wlać 1300 g wody.

Gotować 70 min. / 100 st. C / obr. 1 wsteczny, z miarką.

Po tym czasie ostrożnie za pomocą kopystki wyjąć koszyczek z mięsem.
Sprawdzić czy się ugotowało i ewentualnie wydłużyć czas gotowania.
Odsączyć, wyjąć z mięsa kości lub nie.
Zupę doprawić jak jest taka potrzeba solą i pieprzem.

Następnie do zupy wlać 20 g octu jabłkowego.

Oddzielić 4 żółtka od białek.
Uruchomić urządzenia na obr. 2 i przez otwór w pokrywie wlać
po jednym żółtku, mieszać jeszcze chwilę.
Dodać posiekaną natkę kolendry.
Zupa jest gotowa.

Ja swoją porcję zjadłam z makaronem ryżowym, który zalewa się
wrzątkiem i przykrywa talerzykiem na trzy minuty.
Ale równie dobrze smakowałby z makaronem z cukinii czy też z ziemniakami.


;***

30 lipca 2018

Śledzie w sosie pomidorowym /wyk. w TM/


Tak mnie ostatnio naszło na śledzie w pomidorach.
Obeszłam wszystkie okoliczne sklepy i nie znalazłam nic godnego uwagi.
Zawartość puszek mnie przeraziła.
Postanowiłam spróbować zrobić w domowych warunkach takiego śledzia, 
żeby chociaż odrobinę smakiem przypominał tego puszkowego.
I wiecie co? Udało mi się!!! Smakiem przypomina tego z puszki.
Całość zrobiłam w Thermomixie.

Sposób przygotowania:

0,5 kg tuszki śledzia /wypatroszone/
Śledzie umyć, odciąć płetwy i ogony, oprószyć solą i odstawić na ok. 1 h.

Do naczynia miksującego włożyć:

- 1 cebula /obrana i pokrojona/ ok. 110 g
- 110 g świeżej i pokrojonej w kostkę słoniny
Rozdrobnić 5 s / obr. 5.

Zgarnąć wszystko ze ścianek na dno naczynia.
Poddusić 3 min. / 120 st. C / obr. 2 bez miarki.

Dodać obrane, umyte i pokrojone warzywa:

- 85 g selera
- 75 g pora
- 35 g korzenia pietruszki
- 350 g marchewki
Marchewki jest tak dużo tylko dlatego, że nie chciałam dodawać 
cukru do smaku.

Zawartość naczynia rozdrobnić 10 s / obr. 5
Zgarnąć całość na dno naczynia.

Dodać:

- 35 g przyprawy uniwersalnej 2 /klik/
- 600 g koncentratu pomidorowego /u mnie Pudliszki/
- 340 g wypłuczyn ze słoiczków po koncentracie lub wody

Śledzie ułożyć w dolnej i górnej części varomy.
Ustawić na naczynie.
Gotować 30 min. / var. / obr. 2.
Rybę odstawić do wystudzenia.

Sos doprawić solą i pieprzem jak jest jeszcze taka potrzeba.
/ja nie doprawiałam/
Dodać 30 g octu jabłkowego 6 %.
Całość zmiksować ok. 15 s / obr. 1 - 10 stopniowo zwiększając obroty.
Pozostawić do wystudzenia.
Sos wyszedł dość gęsty, konsystencja i kolor nijak nie podobny
do oryginału, nie wspominając o smaku, jest dobry ale ... 

Następnie obrać śledzie, ja pozbyłam się tylko kręgosłupów i większych
ości, nie przykładałam się jakoś za bardzo, mniejsze ości powinny
zmięknąć od kwasu octu i przecieru pomidorowego.

Przygotowałam kilka małych słoiczków.
Na dno wyłożyłam warstwę sosu /ilość myślę jest indywidualna/.
Na sos ułożyłam warstwę śledzi, na śledzie sos 
i tak aż do wykorzystania wszystkiego.
Kończąc warstwy na sosie.
Słoiki zakręcić i pasteryzować przez 4 dni, każdego dnia po 2 - 3 h 
w 100 st. C i zostawiając do całkowitego ostygnięcia i zaciągnięcia.
Pasteryzacja /tak mi się przynajmniej wydaje/ spowodowała,
że smaki sosu i śledzia przeszły sobą i końcowy efekt
smakowy jest bardzo zbliżony do tego z puszki.

Moje uwagi:
Sosu wyszło stanowczo za dużo jak na tę ilość śledzi, ale można mi to
chyba wybaczyć, robiłam je pierwszy raz.
Reszta sosu trafiła do dużego słoja i zapasteryzowałam go razem ze
śledziami, wykorzystam przy okazji do czegoś innego, 
a następnym razem zrobię po prostu z kilograma śledzi, 
jedno zużycie prądu i przy robieniu i przy pasteryzacji.

;***

16 maja 2018

Powrót na tłuste tory

Minęły święta wielkanocne, pofolgowałam sobie, oj pofolgowałam.
Wpadły ziemniaczki zasmażane na wędzonej słonince, sałata z owocami, biała kiełbasa własnej
roboty z chrzanem własnej roboty doprawiony miodem, sałatka jarzynowa, 
kaczucha uduszona w jabłkach, do tego buraczki i kapusta czerwona doprawiane miodem, 
do tego zjadłam jeden kawałek własnoręcznie przygotowanego jabłecznika 
/oczywiście w wersji 3 x bez/, były też krewetki ugotowane w mleku kokosowym z ananasem, ananasa dokończyłam bo go uwielbiam, królik z marchewką i groszkiem, 
oraz kilka rodzynek i spora garść orzechów różnych. 
Oczywiście bez alkoholu się nie obyło, była czysta wódeczka, winko, whisky i nawet 3/4 piwa. 
Efekt ??? Brzuch jak balon, brak wypróżnień, waga pewnie poszybowała do góry, 
ale nie mam odwagi wejść i sprawdzić.

Dzisiaj jest wtorek, na szczęście koniec wolnego i wizyta u alergologa, 
zobaczę co mi powie i czy zrobi mi testy od razu czy trzeba się umawiać na terminy?

Wstałam o 6.00
- kawa
- herbata ziołowa na trawienie

I posiłek:
- kawałek zylcu z nóżek i ogonów
- makaron z cukinii uduszony na świeżej słoninie

Nie wiem co jest nie tak z wędzonkami, ale zauważyłam, że nie czuję
się po nich dobrze, jakoś mi ciężko na żołądku.

II posiłek:
- zupa z mielonego z porem i 2 ugotowanymi na twardo jajkami

- kawa
- herbata

III posiłek:
- pałka z kurczaka upiecznoa

*
Pobudka 6.00
- kawa

I posiłek:
- zupa z mielonego z białą kiełbasą
/potworny kaszel, kichanie, smarkanie itp./

- kawa
- herbata

II posiłek:
- plaster pieczeni z sosem
- czerwona kapusta na ciepło

III posiłek:
- garść orzechów
- surówka z rukoli itd.

*
Pobudka 5.00
- kawa
- woda

I posiłek:
- wytopiona świeża słonina z cebulą, pieczarkami i białą kiełbasą
Zrobiło mi się tak nie dobrze, że część zwymiotowałam,
poszłam na mega długi "spacer" /prawie 10 km/
wypiłam 0,33 l wody i przeszło mi, nawet odczułam
głód, więc po powrocie do domu zjadłam 3 plastry rolady z boczku
z chrzanem i wypiłam odrobinę zupy pomidorowej.

III posiłek:
- dorsz usmażony na smalcu z czerwoną kapustą na ciepło

- kawa

Wieczorem skubnęłam trochę tatara, bez żółtka.
Napisałam tak bo nie byłam głodna a jedynie miałam ochotę
na niego, nałożyłam sobie łyżkę mięsa, dodałam cebulę i ogórka,
wymieszałam a i tak większość zjadł pies.

*
Nie jest dobrze zjadać surowe mięso na noc, nawet w niewielkich ilościach.
Co prawda zjadłam malutko, nie kładłam się od razu po zjedzeniu
a i tak źle spałam, obudziłam się o 3.00 jak mąż wstał do toalety,
słyszałam jak skrzypią drzwi do piwnicy i zaczęłam się zastanawiać
czy włączyłam o dobrej godzinie budzik.
Straszna noc!!!

***

Miałam też testy pokarmowe.
Zdziwiło mnie, że próbki muszę sobie sama przygotować.
Ciekawe czy tak jest wszędzie, czy tylko w gabinetach na NFZ???
Swoją drogą wybrałam sobie to co mnie intryguje,
przecież każdy reaguję na różne składniki pokarmowe.
Hmmm, ciekawe ...
Na drzewa, roztocza, sierść psa i kota nic mi nie wyszło
i pani doktor stwierdziła, że pokarmówka też mi nie wyjdzie,
bo te dwie rzeczy idą w parze.
No i miała rację, nic mi nie wyszło, nie mam alergii.
Swoją drogą jedyna lekarz, która nie potraktowała mnie z góry
tylko zainteresowała i myślała jak ze mną rozmawiała
co może być przyczyną tych wszystkich dolegliwości
ze strony układu pokarmowego.
Zasugerowała mi jeszcze badania kału pod kątem robali
w przychodni medycyny tropikalnej.
Mówiła, że oni dają kał do badania do Warszawy i mają dużo lepszą
aparaturę i jest szansa, że znajdą to coś co miesza mi w jelitach.
Dało mi to do myślenia, przecież w 2010 roku byłam w Egipcie,
dostałam tam biegunki z którą wróciłam do domu
i fakt jest taki, że potem jakieś dwa lata później zaczęły
się te całe cyrki, czyli wzdęcia, biegunki, złe samopoczucie.
Dopiero w 2014 roku zaczęłam z tym walczyć, bo biegunki zaczęły być bardzo
uciążliwe a moje złe samopoczucie osiągnęło maksimum.
Tylko czy to możliwe, że objawy posiadania jakiegoś robala
były by widoczne tak późno? Po tylu latach?

Wróciły mi też zaparcia, nie miałam już z tym problemu,
zawsze rano czarna kawa, godzinka siedzenia przed
komputerem i toaleta gwarantowana.
Nie wiem co się stało, że ten schemat uległ zmianie
i znowu mam problem.

*
Jestem po wizycie u lekarza od robali, przeprowadził wywiad, wygniótł brzuch,
dał listę badań do wykonania.
Uprosiłam go aby mi dał skierowanie na oddział do szpitala chorób
tropikalnych i pasożytniczych, bo ta lista badań którą od niego
dostałam nie jest tanią inwestycją.
Na moje szczęście dał się uprosić, ale nie dał gwarancji,
że mnie przyjmą, bo objawy nie są tak silne, żeby chcieli
bez wahania mnie położyć na badania.
No cóż, kto pyta nie błądzi.
Udało mi się przekonać panią doktor z izby przyjęć, że moje objawy
to nie ZJD tak jak stwierdziła, więc w porozumieniu
z jakąś panią docent stwierdziły, że mimo wszystko
mnie położą na oddział, zrobią badania i wykluczą Egipt.
Ucieszyłam się, termin wyznaczony na maj, praktycznie tuż przed wyjazdem
na zloty, ale co tam, powiedziałam A to teraz czas powiedzieć B.

W między czasie poszłam na kolejne badanie spirometrii,
wynik satysfakcjonujący, moje płuca są jak u 49 latki.
Zagadałam też panią pielęgniarkę o moich problemach jelitowych.
Poleciła mi pójście do starszej pani z pewnej apteki.
Zapewniła mnie, że ta pani da sobie ze mną radę i na pewno mnie wyleczy.
Pojechałam, a co będę sobie żałować, muszę wszystkiego spróbować.
Ku mojemu zdziwieniu, pani po przeprowadzeniu szczegółowego wywiadu
zapytała się czy byłam w ciepłych krajach.
Po powiedzeniu jej gdzie byłam stwierdziła, że to z pewnością ameba.
Zdziwiłam się i zapytałam czy to możliwe żeby to trwało tyle lat?
Ona na to, że jak najbardziej.
Czy chciała mnie oszukać? Naciągnąć? Tego to nie wiem, dowiem się jak się
położę w szpitalu i ameba nie wyjdzie.
A dlaczego ma mi nie wyjść?
Ponieważ pani sprzedała mi chińskie proszki na odrobaczenie.
Na pewno mi nie zaszkodzą, odrobaczyć powinien się każdy,
ale czy usuną to coś co mi miesza w jelitach i czy to faktycznie
jest ameba?
Może robię błąd biorąc ten proszek zamiast najpierw zrobić
badania w kierunku ameby i innych badziewi.
Nie mam też pewności, że te proszki zadziałają.
Dużo tych wątpliwości, ale pani w gabinecie zapewniała, że starsza pani
jest na prawdę świetna i leczą się u niej nawet aktorzy.
No cóż, zobaczę czy zadziała, na razie mam po nich
regularne poranne wypróżnienia, co się znajduje w składzie tego to nie wiem.
Liczę na wiedzę tej pani i faktycznie poczuję się w końcu dobrze.

***

Dzień w którym jedzenie mi służyło:

- śniadanie: jajecznica na słoninie ze szczypiorkiem i pomidorkami
- obiad: odgrzany na maśle klarowanym kalafior
- kabanos
- 3/4 dużego jabłka
- kolacja: burger wołowy z warzywami i sosem pomidorowym

***

Zużyłam 1,5 opakowania tego proszku.
Nie byłam już wstanie przyjąć więcej, robiło mi się po nim niedobrze.
Czy czuję się lepiej???
Nie wiem, nie odczuwam nic innego niż przed.
Liczę na badania w szpitalu, może one coś mi rozjaśnią.

***

Jestem już po wizycie w szpitalu.
Jedzenie pozostawia wiele do życzenia, dobrze że mieszkam niedaleko
to moja rodzina przywoziła mi jedzenie.
Zrobili mi badania krwi i pobrali trzy próbki kału.
Wyniki krwi pani doktor oceniła jako dobre, nawet marker nowotworowy
na jelita wyszedł negatywny ufff.
Teraz czekam na wyniki kału, które mają schodzić stopniowo do trzech tygodni.

Idąc do szpitala dostałam miesiączkę.
Zwykle dostaję ją w terminie lub z lekkim opóźnieniem,
a tym razem dostałam za wcześnie o dwa dni.
Mało tego była okrutnie obfita.
Powiedziałam o tym lekarce prowadzącej ze względu na badania
moczu jakie mi zleciła.
Podczas pobytu w szpitalu miałam robione usg jamy brzusznej.
Poprosiłam panią aby jeszcze sprawdziła mi lewą pierś,
bo w ostatnim czasie bardzo mnie bolała nie tylko przed miesiączką.
Pani nie zrobiła problemu i sprawdziła, powiedziała że nic tam niepokojącego
nie widzi, więc się uspokoiłam.

Miesiączka trwała 9 dni, to było niesamowite przeżycie.
Każda wizyta w toalecie wywoływała zdziwienie, że nadal trwa.
No ale na 9 dzień jak się w końcu skończyła przestała mnie też boleć
pierś co bardzo mnie ucieszyło.
Wygląda na to, że miałam burzę hormonów.
Oczyściłam się i jak na razie jest wszystko ok.

Przede mną najdłuższe trzy tygodnie, ale będę cierpliwie czekać.
I tak naprawdę to nie wiem czego chcę, czego oczekuję od tych wyników.
Z jednej strony chciałabym, żeby mi coś wyszło bo wiedziałabym
od czego te wszystkie dolegliwości,
z drugiej strony boję się...
Ciężko jest mi siebie samą zrozumieć.


5 maja 2018

Krem z dyni /wyk. w TM/




Składniki:

1 dynia piżmowa 
/podzielona na dwie części, pozbawiona pestek, obrana i pokrojona na mniejsze kawałki/
100 g marchewki obranej i pokrojonej na mniejsze kawałki
60 g korzenia pietruszki, obranego i pokrojonego na mniejsze kawałki
60 g selera, obranego i pokrojonego na mniejsze kawałki
60 g białej części pora, pokrojonego na mniejsze kawałki
1 czerwona papryczka chilli pokrojona
1000 g tłustego bulionu drobiowego

do smaku:
sól i ewentualnie ostra papryka gdyby ta świeża nie dała rady 
mleko kokosowe do zabielenia


Wykonanie:

Do naczynia miksującego włożyć 500 g dyni oraz resztę warzyw.
Wlać bulion i jeżeli nie był doprawiony dodać łyżeczkę soli.

Całość gotować 60 min. / 98 st. C / obr. 1. bez miarki.
Dodać resztę obranej i pokrojonej na kawałki dyni /u mnie było 400 g/.
Gotować 30 min. / 98 st. C / obr. 1. bez miarki.
Doprawić do smaku, zabielić mlekiem.
Zmiksować z miarką, na obrotach 8 do uzyskania odpowiedniej konsystencji.
Obroty zwiększać stopniowo.

Podawać gorącą, posypaną ziołami.
W takiej zupie świetnie można przemycić dodatkową porcję tłuszczu.


*******

Czerwona kapusta na ciepło /wyk. w TM/




Składniki:

600 g czerwonej kapusty
surowa i wędzona słonina /ilość według uznania/
1 czerwona cebula
1 słodkie jabłko

Do smaku:
sól, pieprz, przyprawa uniwersalna, sok z cytryny


Wykonanie:


Słoninę pokroić w kostkę i usmażyć na skwarki.

W między czasie obrać cebulę, pokroić na 4 części.
Rozdrobnić w TM na obrotach 5 ok. 3 sekundy.
Dodać do słoniny, wysmażyć, stopień wysmażenia - jak kto lubi.

Do naczynia miksującego włożyć pokrojoną na mniejsze kawałki kapustę.
Rozdrobnić na obr. 4.
Dodać obrane i pokrojone na mniejsze kawałki jabłko.
Rozdrobnić na obr. 3.5.
Dodać słoninę z cebulą.
Dodać odrobinę soli i przyprawy uniwersalnej. 
Dusić 20 min. / 100 st. C / obr. 2 wsteczny.
Dodać sok z cytryny /u mnie z połowy/.
Dusić 5 min. / 100 st. C / obr. 2 wsteczny.

Doprawić do smaku w/g własnych upodobań.
Podawać na ciepło.


****