16 maja 2018

Powrót na tłuste tory

Minęły święta wielkanocne, pofolgowałam sobie, oj pofolgowałam.
Wpadły ziemniaczki zasmażane na wędzonej słonince, sałata z owocami, biała kiełbasa własnej
roboty z chrzanem własnej roboty doprawiony miodem, sałatka jarzynowa, 
kaczucha uduszona w jabłkach, do tego buraczki i kapusta czerwona doprawiane miodem, 
do tego zjadłam jeden kawałek własnoręcznie przygotowanego jabłecznika 
/oczywiście w wersji 3 x bez/, były też krewetki ugotowane w mleku kokosowym z ananasem, ananasa dokończyłam bo go uwielbiam, królik z marchewką i groszkiem, 
oraz kilka rodzynek i spora garść orzechów różnych. 
Oczywiście bez alkoholu się nie obyło, była czysta wódeczka, winko, whisky i nawet 3/4 piwa. 
Efekt ??? Brzuch jak balon, brak wypróżnień, waga pewnie poszybowała do góry, 
ale nie mam odwagi wejść i sprawdzić.

Dzisiaj jest wtorek, na szczęście koniec wolnego i wizyta u alergologa, 
zobaczę co mi powie i czy zrobi mi testy od razu czy trzeba się umawiać na terminy?

Wstałam o 6.00
- kawa
- herbata ziołowa na trawienie

I posiłek:
- kawałek zylcu z nóżek i ogonów
- makaron z cukinii uduszony na świeżej słoninie

Nie wiem co jest nie tak z wędzonkami, ale zauważyłam, że nie czuję
się po nich dobrze, jakoś mi ciężko na żołądku.

II posiłek:
- zupa z mielonego z porem i 2 ugotowanymi na twardo jajkami

- kawa
- herbata

III posiłek:
- pałka z kurczaka upiecznoa

*
Pobudka 6.00
- kawa

I posiłek:
- zupa z mielonego z białą kiełbasą
/potworny kaszel, kichanie, smarkanie itp./

- kawa
- herbata

II posiłek:
- plaster pieczeni z sosem
- czerwona kapusta na ciepło

III posiłek:
- garść orzechów
- surówka z rukoli itd.

*
Pobudka 5.00
- kawa
- woda

I posiłek:
- wytopiona świeża słonina z cebulą, pieczarkami i białą kiełbasą
Zrobiło mi się tak nie dobrze, że część zwymiotowałam,
poszłam na mega długi "spacer" /prawie 10 km/
wypiłam 0,33 l wody i przeszło mi, nawet odczułam
głód, więc po powrocie do domu zjadłam 3 plastry rolady z boczku
z chrzanem i wypiłam odrobinę zupy pomidorowej.

III posiłek:
- dorsz usmażony na smalcu z czerwoną kapustą na ciepło

- kawa

Wieczorem skubnęłam trochę tatara, bez żółtka.
Napisałam tak bo nie byłam głodna a jedynie miałam ochotę
na niego, nałożyłam sobie łyżkę mięsa, dodałam cebulę i ogórka,
wymieszałam a i tak większość zjadł pies.

*
Nie jest dobrze zjadać surowe mięso na noc, nawet w niewielkich ilościach.
Co prawda zjadłam malutko, nie kładłam się od razu po zjedzeniu
a i tak źle spałam, obudziłam się o 3.00 jak mąż wstał do toalety,
słyszałam jak skrzypią drzwi do piwnicy i zaczęłam się zastanawiać
czy włączyłam o dobrej godzinie budzik.
Straszna noc!!!

***

Miałam też testy pokarmowe.
Zdziwiło mnie, że próbki muszę sobie sama przygotować.
Ciekawe czy tak jest wszędzie, czy tylko w gabinetach na NFZ???
Swoją drogą wybrałam sobie to co mnie intryguje,
przecież każdy reaguję na różne składniki pokarmowe.
Hmmm, ciekawe ...
Na drzewa, roztocza, sierść psa i kota nic mi nie wyszło
i pani doktor stwierdziła, że pokarmówka też mi nie wyjdzie,
bo te dwie rzeczy idą w parze.
No i miała rację, nic mi nie wyszło, nie mam alergii.
Swoją drogą jedyna lekarz, która nie potraktowała mnie z góry
tylko zainteresowała i myślała jak ze mną rozmawiała
co może być przyczyną tych wszystkich dolegliwości
ze strony układu pokarmowego.
Zasugerowała mi jeszcze badania kału pod kątem robali
w przychodni medycyny tropikalnej.
Mówiła, że oni dają kał do badania do Warszawy i mają dużo lepszą
aparaturę i jest szansa, że znajdą to coś co miesza mi w jelitach.
Dało mi to do myślenia, przecież w 2010 roku byłam w Egipcie,
dostałam tam biegunki z którą wróciłam do domu
i fakt jest taki, że potem jakieś dwa lata później zaczęły
się te całe cyrki, czyli wzdęcia, biegunki, złe samopoczucie.
Dopiero w 2014 roku zaczęłam z tym walczyć, bo biegunki zaczęły być bardzo
uciążliwe a moje złe samopoczucie osiągnęło maksimum.
Tylko czy to możliwe, że objawy posiadania jakiegoś robala
były by widoczne tak późno? Po tylu latach?

Wróciły mi też zaparcia, nie miałam już z tym problemu,
zawsze rano czarna kawa, godzinka siedzenia przed
komputerem i toaleta gwarantowana.
Nie wiem co się stało, że ten schemat uległ zmianie
i znowu mam problem.

*
Jestem po wizycie u lekarza od robali, przeprowadził wywiad, wygniótł brzuch,
dał listę badań do wykonania.
Uprosiłam go aby mi dał skierowanie na oddział do szpitala chorób
tropikalnych i pasożytniczych, bo ta lista badań którą od niego
dostałam nie jest tanią inwestycją.
Na moje szczęście dał się uprosić, ale nie dał gwarancji,
że mnie przyjmą, bo objawy nie są tak silne, żeby chcieli
bez wahania mnie położyć na badania.
No cóż, kto pyta nie błądzi.
Udało mi się przekonać panią doktor z izby przyjęć, że moje objawy
to nie ZJD tak jak stwierdziła, więc w porozumieniu
z jakąś panią docent stwierdziły, że mimo wszystko
mnie położą na oddział, zrobią badania i wykluczą Egipt.
Ucieszyłam się, termin wyznaczony na maj, praktycznie tuż przed wyjazdem
na zloty, ale co tam, powiedziałam A to teraz czas powiedzieć B.

W między czasie poszłam na kolejne badanie spirometrii,
wynik satysfakcjonujący, moje płuca są jak u 49 latki.
Zagadałam też panią pielęgniarkę o moich problemach jelitowych.
Poleciła mi pójście do starszej pani z pewnej apteki.
Zapewniła mnie, że ta pani da sobie ze mną radę i na pewno mnie wyleczy.
Pojechałam, a co będę sobie żałować, muszę wszystkiego spróbować.
Ku mojemu zdziwieniu, pani po przeprowadzeniu szczegółowego wywiadu
zapytała się czy byłam w ciepłych krajach.
Po powiedzeniu jej gdzie byłam stwierdziła, że to z pewnością ameba.
Zdziwiłam się i zapytałam czy to możliwe żeby to trwało tyle lat?
Ona na to, że jak najbardziej.
Czy chciała mnie oszukać? Naciągnąć? Tego to nie wiem, dowiem się jak się
położę w szpitalu i ameba nie wyjdzie.
A dlaczego ma mi nie wyjść?
Ponieważ pani sprzedała mi chińskie proszki na odrobaczenie.
Na pewno mi nie zaszkodzą, odrobaczyć powinien się każdy,
ale czy usuną to coś co mi miesza w jelitach i czy to faktycznie
jest ameba?
Może robię błąd biorąc ten proszek zamiast najpierw zrobić
badania w kierunku ameby i innych badziewi.
Nie mam też pewności, że te proszki zadziałają.
Dużo tych wątpliwości, ale pani w gabinecie zapewniała, że starsza pani
jest na prawdę świetna i leczą się u niej nawet aktorzy.
No cóż, zobaczę czy zadziała, na razie mam po nich
regularne poranne wypróżnienia, co się znajduje w składzie tego to nie wiem.
Liczę na wiedzę tej pani i faktycznie poczuję się w końcu dobrze.

***

Dzień w którym jedzenie mi służyło:

- śniadanie: jajecznica na słoninie ze szczypiorkiem i pomidorkami
- obiad: odgrzany na maśle klarowanym kalafior
- kabanos
- 3/4 dużego jabłka
- kolacja: burger wołowy z warzywami i sosem pomidorowym

***

Zużyłam 1,5 opakowania tego proszku.
Nie byłam już wstanie przyjąć więcej, robiło mi się po nim niedobrze.
Czy czuję się lepiej???
Nie wiem, nie odczuwam nic innego niż przed.
Liczę na badania w szpitalu, może one coś mi rozjaśnią.

***

Jestem już po wizycie w szpitalu.
Jedzenie pozostawia wiele do życzenia, dobrze że mieszkam niedaleko
to moja rodzina przywoziła mi jedzenie.
Zrobili mi badania krwi i pobrali trzy próbki kału.
Wyniki krwi pani doktor oceniła jako dobre, nawet marker nowotworowy
na jelita wyszedł negatywny ufff.
Teraz czekam na wyniki kału, które mają schodzić stopniowo do trzech tygodni.

Idąc do szpitala dostałam miesiączkę.
Zwykle dostaję ją w terminie lub z lekkim opóźnieniem,
a tym razem dostałam za wcześnie o dwa dni.
Mało tego była okrutnie obfita.
Powiedziałam o tym lekarce prowadzącej ze względu na badania
moczu jakie mi zleciła.
Podczas pobytu w szpitalu miałam robione usg jamy brzusznej.
Poprosiłam panią aby jeszcze sprawdziła mi lewą pierś,
bo w ostatnim czasie bardzo mnie bolała nie tylko przed miesiączką.
Pani nie zrobiła problemu i sprawdziła, powiedziała że nic tam niepokojącego
nie widzi, więc się uspokoiłam.

Miesiączka trwała 9 dni, to było niesamowite przeżycie.
Każda wizyta w toalecie wywoływała zdziwienie, że nadal trwa.
No ale na 9 dzień jak się w końcu skończyła przestała mnie też boleć
pierś co bardzo mnie ucieszyło.
Wygląda na to, że miałam burzę hormonów.
Oczyściłam się i jak na razie jest wszystko ok.

Przede mną najdłuższe trzy tygodnie, ale będę cierpliwie czekać.
I tak naprawdę to nie wiem czego chcę, czego oczekuję od tych wyników.
Z jednej strony chciałabym, żeby mi coś wyszło bo wiedziałabym
od czego te wszystkie dolegliwości,
z drugiej strony boję się...
Ciężko jest mi siebie samą zrozumieć.